Reklama

Reklama

Merta: Nie wiem, czy w grobie pochowałam męża

Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie, który zginął w katastrofie smoleńskiej mówi w rozmowie z "Super Expressem", że mimo iż minęło pięć lat nie udało jej się pogodzić z tą tragedią. Uważa, że "nie jest to możliwe, dopóki nie będzie wiedziała kogo pochowała w rodzinnym grobie".

Magdalena Merta twierdzi, że mimo upływu lat oddalamy się o tej katastrofy. "Zbyt wiele kłamstw doświadczyliśmy, żebyśmy mogli rozpocząć normalną żałobę" - mówi i dodaje, że czuje się bardzo źle z tym, że nadal nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Tłumaczy, że właśnie z tego powodu "prowadzona jest walka z kłamstwem, walka o prawdę". Jej zdaniem, od pierwszych chwil po tragedii kłamano. "Zaczynając od kłamstw pani Ewy Kopacz dotyczących przekopania ziemi" - wyjaśnia.

Reklama

Merta odniosła się także do niedawnej publikacji przez radio RMF FM nowych stenogramów z kokpitu tupolewa. W jej opinii powodem dla którego zapisy ujrzały światło dzienne jest wydanie w Niemczech książki Jurgena Rotha "Zamknięte akta S". "Jest to nieprzemyślana próba zrównoważenia tamtego przekazu ogranym już dawno bełkotem" - twierdzi.

Wczoraj w całym kraju, w Smoleńsku i w Katyniu, odbyły się uroczystości w 5. rocznicę katastrofy - 10 kwietnia 2010 r. o godz. 8.41 samolot Tu-154M z delegacją udającą się na obchody 70-lecia zbrodni katyńskiej rozbił się pod Smoleńskiem. Zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, jego żona Maria i wielu wysokich rangą urzędników państwowych i dowódców wojskowych.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy