Reklama

Reklama

Kownacki: Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w Smoleńsku nie było wybuchu

​"Nie ma opinii końcowej sporządzonej przez prokuraturę. Na razie mamy jeden z elementów układanki. One mogą się w każdej chwili jeszcze zmienić" - mówi po konferencji prasowej prokuratury ws. materiałów wybuchowych na wraku tupolewa pełnomocnik części rodzin smoleńskich i poseł Prawa i Sprawiedliwości Bartosz Kownacki. "Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w Smoleńsku nie było wybuchu" - podkreśla.

Mariusz Piekarski: Wojskowa Prokuratura stwierdziła: nie ma śladów materiałów wybuchowych na wraku TU-154. To kończy sprawę teorii wybuchu w Smoleńsku?

Reklama

Bartosz Kownacki, poseł PiS i pełnomocnik części rodzin smoleńskich:  -  Jestem prawnikiem, a nie chemikiem i te informacje, które przekazał pan prokurator Szeląg, nie były dla mnie we wszystkich momentach jasne. Po prostu nie jestem fachowcem. Uważam, że najpierw powinny dowiedzieć się rodziny i pełnomocnicy, a później dopiero opinia publiczna. Tak by wypadało ze względu na fakt, że to są osoby pokrzywdzone w tym śledztwie.

Ale konkluzja tego, co przedstawili wojskowi prokuratorzy czytając opinię biegłych jest taka: nie było na wraku tupolewa materiałów wybuchowych.

- Taką konkluzję przedstawili. Teraz trzeba by było spojrzeć do tej opinii i ocenić, jak ona została sporządzona. Czy została sporządzona rzetelnie, czy wszystkie elementy tej opinii nie budzą wątpliwości. Ja, choćby z tego pobieżnego słuchania konferencji, miałem kilka znaków zapytania.

A jakie to są znaki zapytania?

- Dotyczą niektórych substancji, które zostały tam znalezione. W jaki sposób się tam znalazły? Czego są źródłem? Skąd pochodzą? Takie pytania można byłoby zadać prokuratorowi czy biegłemu, on by mógł to wyjaśnić jasno i klarownie. W momencie, kiedy to słyszymy na konferencji prasowej, która siłą rzeczy jest krótka, zwięzła, syntetyczna, jest to tylko komunikat, niewystarczająca informacja, żeby móc się kategorycznie wypowiadać. Jeszcze raz podkreślam, dobrze by było, gdyby najpierw mieli możliwość rozmowy pełnomocnicy czy rodziny.

Ale wierzy pan w ustalenia biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego, policji i to kategoryczne stwierdzenie: materiałów wybuchowych i pochodnych materiałów wybuchowych po ewentualnym wybuchu nie ma?

- Prokuratura twierdzi, że w tych zabezpieczonych próbkach ich nie znaleziono. Warto pamiętać, że prokuratura powiedziała dziś w sposób jednoznaczny, że jest to sprawozdanie z badań próbek pobranych, natomiast nie jest to opinia biegłych. Opinia biegłych zostanie sporządzona na podstawie szeregu innych dowodów, które zostaną zebrane w sprawie, ponieważ dowody mogą się nawzajem wykluczać. Trzeba dokonać ich konfrontacji i ocenić, który z nich jest wiarygodny, a który jest błędny.

Pojawiają się także zarzuty, że zbierając te próbki użyto tylko spektrometru, czyli urządzenia wykrywającego materiały wybuchowe, a nie urządzenia, które wykrywa skutki wybuchu, materiały wybuchowe po rozkładzie. Czy to może być jakaś wątpliwość?

- Być może należy dopytać biegłych, czy rzeczywiście tak było. Jeżeli tak, być może prokuratura jeszcze raz pojedzie zbadać, czy na pewno nie ma elementów rozkładu. Jak twierdziła prokuratura, tutaj nie było elementów rozkładu. Być może nie pobierano w odpowiednich miejscach tych próbek.

Ale wydawało się, że po tej opinii biegłych, dotyczących próbek zabezpieczonych w Smoleńsku, będzie można chociaż zamknąć jedną z teorii, jedną z kart tego śledztwa.

- Nie, dlatego, że sama prokuratura powiedziała, że jest to tylko sprawozdanie, które ma przeciąć pewne spekulacje. Natomiast oni wcale nie wydają opinii końcowej co do ewentualnego wybuchu.

Jak pan się spotka ze swoimi klientami, to może im pan z czystym sumieniem powiedzieć: "wybuchu nie było"?

- Nie, nie mogę tego powiedzieć z czystym sumieniem.

Czego brakuje?

- Nie ma opinii końcowej sporządzonej przez prokuraturę. Jak ona będzie, dopiero będzie można wypowiadać się na temat jej rzetelności i powziąć wnioski w tym czy w innym kierunku. Na razie mamy jakiś jeden z elementów układanki. One mogą się w każdej chwili jeszcze zmienić.

To na koniec jeszcze jedno pytanie. Pana kolega po fachu, mecenas Hambura wysłał wczoraj do Prokuratora Generalnego wniosek o wyłączenie większości prokuratorów prowadzących śledztwo smoleńskie, ponieważ mogą, jak mówi, tuszować dzisiaj swoje zaniechania i błędy z początku postępowania. Pan by się podpisał pod tym wnioskiem?

- Patrząc stricte procesowo, rzeczywiście jest tak, że jeżeli w sprawie prowadzonego śledztwa toczy się postępowanie karne, to dobrą praktyka byłoby, żeby ci prokuratorzy samego głównego śledztwa nie prowadzili. To jest dość logiczne. Natomiast z drugiej strony trzeba mieć wiedzę, że prokuratorzy-referenci to są osoby, które od samego początku uczestniczyły w śledztwie. Mają ogromne doświadczenie, ogromną wiedzę. Wdrożenie jakiegokolwiek nowego prokuratora do tej sprawy będzie wymagało wiele miesięcy analizy dotychczasowych akt i wydłuży na pewno postępowanie. Z logicznego punktu widzenia, jeżeli prokuratura zdecydowała się wszcząć postępowanie, to dla pewnej czystości prokuratorzy powinni zostać wyłączeni.

A błędy i zaniechania niewątpliwie pana zdaniem były?

- Niewątpliwie były od samego początku. Szczególnie w tych pierwszych dniach po katastrofie była ogromna ilość błędów, która doprowadziła do tego, że do dziś zadajemy takie, a nie inne pytania, które padały również na tej konferencji prasowej. Pojawiały się kolejne wątpliwości, dlaczego dopiero w dwa i pół roku po katastrofie pewne badania są przeprowadzane, czy materiały dowodowe mogły w międzyczasie ulec zniszczeniu. Gdyby to wszystko zrobiono dużo wcześniej i sprawniej, to byśmy dziś tych wątpliwości nie mieli.

Mariusz Piekarski

Dowiedz się więcej na temat: bartosz kownacki | Prawo i Sprawiedliwość | Smoleńsk | wybuchy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje