Reklama

Reklama

Jak było z laptopem Aleksandra Szczygły?

To nie tajne służby, lecz pracownicy Biura Bezpieczeństwa Narodowego razem z policją weszli po katastrofie pod Smoleńskiem do mieszkania Aleksandra Szczygły - ustaliła "Gazeta Wyborcza". Co więcej, komisyjne otwarcie mieszkania ministra nastąpiło na prośbę BBN.

Zauważono brak należącego do Szczygły laptopa, ale nie zgłoszono jego zniknięcia. Nie jest wykluczone, że minister mógł go mieć przy sobie w samolocie.

Reklama

Sprawa stała się głośna za sprawą niektórych polityków i mediów, sugerujących polityczny kontekst rzekomych włamań do mieszkań osób związanych z PiS, będących ofiarami katastrofy prezydenckiego tupolewa.

Wejście do mieszkania Szczygły zostało opisane w notatkach służbowych policji z 23 kwietnia. Wynika z nich, że po rozwierceniu zamków przez ślusarza do środka weszli pracownicy BBN oraz brat zmarłego, a policja pozostała na zewnątrz.

"W trakcie lustracji mieszkania przez pracowników BBN jedna z osób stwierdziła, że nie ma laptopa, który powinien tutaj być. Prokurator poinformował o możliwości złożenia zawiadomienia o tym fakcie w komisariacie policji" - napisano w notatce służbowej.

W policyjnych materiałach z otwarcia mieszkania i w odręcznym protokole podpisanym przez rodzinę zmarłego i urzędników BBN nie ma mowy o tym, że ktokolwiek mógł wejść tam wcześniej.

Rodzina Aleksandra Szczygły wciąż sprawdza, gdzie może być jego laptop.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje