Reklama

Reklama

ABW w pokojach tragicznie zmarłych polityków

Samolot z prezydencką parą na pokładzie rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. o godz. 8.56. Po godzinie 12 w hotelu sejmowym zjawili się funkcjonariusze ABW - informuje "Rzeczpospolita".

Weszli do pokojów tragicznie zmarłych parlamentarzystów, aby zabezpieczyć rzeczy osobiste, na których był materiał genetyczny - niezbędny do identyfikacji zmarłych.

Reklama

ABW o swojej akcji nie poinformowała rodzin ofiar. Te o przeszukaniu dowiedziały się dopiero w poniedziałek, 12 kwietnia, na spotkaniu w hotelu przed odlotem do Moskwy (rodziny poleciały rządowym samolotem).

- Taką informację przekazał minister Jacek Cichocki (odpowiedzialny w Kancelarii Premiera za służby specjalne - red.) - mówi "Rzeczpospolitej" osoba, która była na spotkaniu. Informacje te potwierdza "Rz" Jerzy Smoliński, asystent marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. - Pracownicy Domu Poselskiego byli przy zabezpieczeniu przez funkcjonariuszy ABW rzeczy osobistych, takich jak grzebienie czy szczoteczki do zębów - mówi. Podkreśla, że wszystko odbyło się na prośbę Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie badającej smoleńską tragedię.

ABW tuż po tragedii weszło do hotelu sejmowego. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", zabezpieczone tam DNA wysłano do Moskwy w poniedziałek, 12 kwietnia, po godz. 10.

Rosjanie nie prosili Polaków o zabezpieczenie materiału genetycznego. - Od początku mówili, że pobiorą DNA od rodzin ofiar na miejscu - twierdzi informator "Rz" związany ze służbami. Tak też się stało. Materiał genetyczny pobrano od bliskich ofiar po ich przylocie do Rosji.

Jednak materiał pobrany w kraju najprawdopodobniej był pomocny w identyfikacji ofiar.

O działania ABW "Rzeczpospolita" zapytała ministra Cichockiego, ale nie otrzymała odpowiedzi.

Centrum Informacyjne Rządu nie odpowiedziało też, kiedy bliscy odzyskają rzeczy zabrane przez ABW z pokojów sejmowych. Rodziny do dziś nie dostały nawet informacji, jakie przedmioty zabrano.

Jak donosi "Rzeczpospolita" ABW zaprzeczyła, by wchodziła do mieszkań Aleksandra Szczygły, szefa BBN, Zbigniewa Wassermanna, posła PiS i Janusza Kurtyki, szefa IPN, by zabezpieczyć tam próbki materiału DNA. Współpracownicy szefa BBN potwierdzają, że z jego mieszkania zniknął laptop.

Więcej na ten temat - w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".

Dowiedz się więcej na temat: "Rzeczpospolita" | 'Rzeczpospolita' | rzeczy | DNA | ABW | katastrofa w Smoleńsku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje