Reklama

Reklama

Kryzys w Zatoce Perskiej

Katar oskarża kraje Zatoki Perskiej o atak hakerski

Mamy dowody, że hakerzy, którzy 23 maja dokonali ataku na serwery agencji prasowej Kataru, wywodzili się z krajów arabskich Zatoki Perskiej, jakie potem zerwały z nami stosunki – oświadczył we wtorek prokurator generalny emiratu, Ali Bin Fetais al-Marri.

Reklama

"Z dostępnych nam informacji wynika, że w ataku hakerskim wykorzystano iPhone'y zarejestrowane wyjściowo w krajach, które następnie ogłosiły blokadę Kataru" - wskazał Ali Bin Fetais al-Marri.

Reklama

Prokurator odmówił odpowiedzi na pytanie, jakie konkretnie kraje oraz osoby stały za atakiem - pisze w komentarzu agencja Reutera.

Kontrowersyjne komentarze

Na stronach państwowej agencji prasowej ukazały się w dniu 23 maja komentarze emira i ministra obrony Kataru, szejka Tamima ibn Hamada as-Saniego, w których zachęcał on do unikania konfrontacji z Iranem i szyicką organizacją bojową Hezbollah; namawiał również do bliskiej współpracy z palestyńskim Hamasem oraz siłami zbrojnymi Iranu.

Komentarze te wywołały najpierw konsternację, a potem złość w krajach sąsiadujących z Katarem. W rezultacie, 5 czerwca Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne i konsularne z emiratem, oskarżając jego władze o wspieranie terrorystów oraz milicji będących klientami Iranu. W ślad za Rijadem poszły między innymi Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt, Bahrajn i Jemen. Państwa te zamknęły też lądowe i morskie granice z Katarem oraz zablokowały jego połączenia lotnicze. Katar zaprzecza oskarżeniom o finansowe wspieranie terrorystów.

Kraje te ogłosiły również blokadę gospodarczą Kataru i opublikowały listę 59 "radykałów" znajdujących się na terytorium Kataru, którzy "powinni być bezzwłocznie wydaleni z Kataru", jeśli Dauha chce poprawy stosunków z sąsiadami.

Na liście znalazło się 59 nazwisk, w większości obywateli Kataru i Egiptu, wśród nich znani z radykalnych poglądów duchowni muzułmańscy. Są to Yusuf al-Qaradawi i Wagdi Ghoneim - obaj Egipcjanie.

Wiele z osób umieszczonych na liście należy do Bractwa Muzułmańskiego i do ugrupowań salafickich. Jest tam także b. libijski bojownik organizacji islamskich Abdulhakim Belhadż i kilku innych Libijczyków, a także osoby pochodzące m.in. z Kuwejtu, Jordanii i Jemenu.

"Bezpodstawne oskarżenia"

Dwanaście organizacji uznanych przez twórców listy za "terrorystyczne" to m.in. katarskie organizacje dobroczynne związane bezpośrednio z rodziną królewską, pięć ugrupowań szyickich w Bahrajnu oskarżanych o akty przemocy w tym kraju i libijska milicja, która walczy w Benghazi przeciwko siłom generała Chalify Haftara, korzystającego z poparcia wojskowego Kairu i Emiratów.

Kraje, które sporządziły tę listę, zapewniają, że dowodzi ona, iż Katar prowadzi "podwójną grę polityczną, ponieważ jego rząd twierdzi, że walczy z terroryzmem, podczas gdy popiera i finansuje tego rodzaju organizacje, jak wyżej wymienione".

Prokurator generalny odrzucił we wtorek te oskarżenia jako całkowicie bezpodstawne.

Wcześniej fakt sporządzenia listy skomentował minister spraw zagranicznych Kataru Muhammad ibn Abd ar-Rahman as-Sani, który oświadczył, że "nigdy nie spotkał się jeszcze z takim nasileniem wrogości, nawet ze strony wrogich państw", jak obecne ataki na Katar.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje