Reklama

Reklama

Kryzys w górnictwie

"Policjanci nie mogą dać się obrzucać kamieniami"

Nowy szef policji nadinsp. Krzysztof Gajewski zabrał głos w sprawie demonstracji górników. Podkreślił, że e sytuacjach łamania prawa przez protestujących, policja będzie "interweniować stanowczo", a funkcjonariusze nie mogą dać się obrzucać kamieniami.

Komendant główny w rozmowie z PAP odniósł się m.in. do wypowiedzi przedstawicieli związków zawodowych, którzy domagają się interwencji MSW w związku z - jak mówią - "brutalną akcją policji wobec uczestników demonstracji przed siedzibą JSW". Chodzi o poniedziałkowy protest przed Jastrzębską Spółką Węglową, podczas którego policja użyła m.in. gazu i armatek wodnych.

Reklama

- Jeżeli chodzi o ostatnie zajścia to wiele osób, które włączyły telewizor widziało, jak się sytuacja rozwijała. Mogę powiedzieć, na podstawie materiałów, które otrzymałem i tego co chociażby można było zobaczyć w telewizji, że policja naprawdę stopniowała swoje działania, zgodnie z ustawą o środkach przymusu bezpośredniego - powiedział nadinsp. Gajewski.

Jak dodał, policjanci użyli gazu dopiero w chwili gdy doszło do bezpośredniego ataku protestujących na wejście do budynku spółki, gdy "próbowano podpalić budynek i demolować wejście". - Później policjanci byli atakowani. Rzucano w nich kamieniami, śrubami, drewnianymi kołkami. Najpierw użyli gazu, później wody i dopiero po kilku godzinach, kiedy nie można było już inaczej odeprzeć atakujących - strzelb gładkolufowych. Wszystko to było poprzedzone komunikatami nawołującymi do przestrzegania prawa, do zaniechania ataku i ostrzeżeniem o użyciu tych środków przymusu - podkreślił komendant.

Zastrzegł równocześnie, że w takich sytuacjach, gdy protestujący będą łamać prawo, policja będzie interweniować stanowczo.

- Jesteśmy od egzekwowania prawa, szanujemy prawo wszelkich grup społecznych do protestów, natomiast nie możemy jako policja godzić się na łamanie prawa. Jeżeli jest atakowany, podpalany budynek, jeżeli jest próba wdarcia się do obiektu, gdzie pracują ludzie, jeśli są fizycznie atakowani policjanci, to policja będzie interweniowała. My nie możemy sobie pozwolić na to, że ktoś pod pretekstem protestu będzie demolował, niszczył mienie lub zagrażał życiu i zdrowiu innych osób - podkreślił Gajewski.

- Nie jesteśmy stroną w tym konflikcie, ale wymagamy przestrzegania prawa, szacunku także dla innych ludzi, niekoniecznie tylko tych, którzy wyznają takie same poglądy jak protestujący - dodał.

Poniedziałkowa ponadczterogodzinna demonstracja przed budynkiem spółki rozpoczęła się ok. godz. 12. Początkowo przebiegała stosunkowo spokojnie - przed spółką wybuchały petardy, wyły syreny, płonęły opony i race. Górnicy domagali się - głównie niecenzuralnie - odejścia prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego.

Z czasem w kierunku budynku spółki rzucano coraz więcej ciężkich przedmiotów, m.in. metalowe kulki z łożysk. Zniszczone zostały drzwi do siedziby JSW i elementy elewacji. Gdy ochraniający budynek policjanci wyszli na zewnątrz, część manifestantów zaczęła ich atakować. Funkcjonariusze zaczęli używać gazu pieprzowego, potem też armatki wodnej.

Manifestujący m.in. wyrywali słupki podtrzymujące okoliczne drzewa i rzucali nimi oraz petardami w policjantów. Skandowali "gestapo, gestapo" i "policja, zostaw górnika". Ok. godz. 15 policjanci oddali salwy z broni gładkolufowej w powietrze, a potem również w kierunku atakujących ich osób. Po pewnym czasie manifestanci zaczęli się rozchodzić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne