Reklama

Reklama

Kryzys w górnictwie

Co Anna Komorowska powiedziała żonom górników?

Pierwsza dama Anna Komorowska wraz z prezydencką minister Ireną Wóycicką spotkała się z pracownicami kopalń przeznaczonych do likwidacji i żonami górników. Według Wóycickiej, podczas rozmowy Komorowska podkreślała, że niezbędny jest dialog związków zawodowych i rządu.

Czytaj w serwisie BIZNES: Zaskakujący inwestor dla upadających kopalni

Reklama

Delegacja pracownic kopalń i żon górników przyjechała w poniedziałek ze Śląska. Spod stadionu Legii przeszły z transparentami: "Śląsk to Polska, górnicy to Polacy", "Łapy precz od KWK Brzeszcze" i "Solidarność" - do siedziby Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej. Jak mówiła jedna z protestujących, Agnieszka Poniedziałek, ze Śląska do Warszawy kilkoma autobusami przyjechało około 200 osób.

Po godzinie 14 kobiety spotkały się w Kancelarii Prezydenta z Anną Komorowską oraz Ireną Wóycicką. W spotkaniu z pierwszą damą wzięły udział cztery osoby - po jednej z każdej przeznaczonej do likwidacji kopalni.

- Panie wyraziły ogólne, bardzo ważne zdanie, że jako kobiety wierzą, że dialog i porozumienie są najlepszym sposobem rozwiązania sytuacji; że wierzą w taki dialog i porozumienie - powiedziała dziennikarzom Wóycicka.

Co powiedziała prezydentowa?

Jak poinformowała, Anna Komorowska w czasie rozmowy podkreślała, że niezbędny jest dialog obu stron - związków zawodowych i rządu oraz poszukiwanie wspólnych rozwiązań, które będą stabilizować sytuację Kompanii Węglowej, górnictwa węglowego.

- Powiedziała też, że pan prezydent bardzo pilnie i z niepokojem obserwuje sytuację w górnictwie i że będzie zachęcał obydwie strony do dialogu i poszukiwania wspólnych rozwiązań - powiedziała Wóycicka.

Jak zaznaczyła, prezydent chciałby, aby w tych rozmowach uwzględnione zostały inne aspekty związane z górnictwem, a mianowicie kwestie rewitalizacji miast. Jak zaznaczyła, istnieje możliwość rewitalizacji z pieniędzy unijnych miejscowości, które szczególnie dotkliwie odczuwają restrukturyzację górnictwa. Według niej istnieje też możliwość tworzenia miejsc pracy poprzez rozszerzenie strefy ekonomicznej.

Zaznaczyła, że ani prezydent, ani Anna Komorowska nie są stroną konfliktu i "z pewnością nie będą osobiście uczestniczyć w tym dialogu". - W dialogu muszą uczestniczyć strona rządowa i związki zawodowe, i wszyscy się na to zgodzili - podkreśliła.

Przekazano petycję do prezydenta

Przedstawicielki delegacji, które wzięły udział w spotkaniu - Anna Malcherczyk-Kulig oraz Agnieszka Poniedziałek - podkreśliły, że są usatysfakcjonowane poniedziałkową rozmową z pierwszą damą. Jak mówiły, jego atmosfera była bardzo miła; poinformowały, że przekazały pierwszej damie petycję skierowaną do prezydenta, przedstawiły też swoje stanowisko.

Kobiety uczestniczące w spotkaniu wyraziły nadzieję, że "rząd powróci do rozmów" i nie dojdzie do wykonania programu zakładającego likwidację kopalni, tylko zostaną wypracowane dobre rozwiązania dla polskiego górnictwa. Podkreślały, że chodzi o program restrukturyzacji i naprawy górnictwa, a nie likwidacji kopalni. Tłumaczyły, że przyjechały do Warszawy po to, by również prezydent wiedział, "w jaki sposób się prowadzi dialog, a właściwie inaczej - jak tego dialogu się nie prowadzi".

- Ze strony pani prezydentowej otrzymałyśmy, można powiedzieć, takie zapewnienie, że przekaże tę informację i że ma nadzieję, że w jakiś sposób ukierunkuje rząd, by z nami zaczął rozmawiać - dodała jedna z nich.

Protest przed kancelarią

W czasie, gdy trwała rozmowa Komorowskiej z przedstawicielkami delegacji, pozostałe kobiety, które przyjechały do Warszawy, stały przed Kancelarią Prezydenta i skandowały m.in.: "Nie pozwolimy na likwidację kopalni KWK Pokój", "Nie oddamy naszych miejsc pracy" oraz "Chcemy pracować, a nie protestować". Kobiety mają na głowach górnicze kaski.

Jedna z nich, pani Stanisława z kopalni Brzeszcze powiedziała, że przyjechała do Warszawy wraz z koleżankami, by bronić miejsc pracy. - Na kopalni pracuję 40 lat, mój syn pracuje 10 lat, teraz chcą nas zwolnić, bo zamykają kopalnię, która ma ogromne pokłady węgla. Gdzie ja znajdę pracę, jak u nas same supermarkety, hipermarkety - powiedziała.

Z kolei pani Jolanta pytała: "co to za gospodarz, który wyrzuca na bruk ludzi, których jedynym miejscem pracy jest kopalnia?". Podkreśliła, że w jej rodzinie od pokoleń pracuje się w kopalni. - I nie jest prawdą, że kopalnia Pokój nie jest rentowna - przekonywała.

Treść petycji

W petycji skierowanej do prezydenta kobiety proszą o wsparcie. "Szanowny panie prezydencie, w imieniu rodzin górniczych, kobiet pracujących w górnictwie, mieszkańców Brzeszcz, Bytomia, Gliwic, Rudy Śląskiej i Zabrza, drobnych przedsiębiorców oraz firm kooperujących z kopalniami zwracamy się do Pana z apelem o wsparcie i doprowadzenie do odwołania decyzji rządu dotyczącej likwidacji kopalń i tysięcy miejsc pracy" - napisano.

W poniedziałek na Śląsku związki zawodowe rozszerzyły akcję protestacyjno-strajkową, sprzeciwiając się przyjętemu przez rząd planowi naprawczemu dla Kompanii Węglowej (KW). Zakłada on likwidację kopalń: Bobrek Centrum w Bytomiu, Brzeszcze w miejscowości o tej samej nazwie, Pokój w Rudzie Śląskiej oraz Sośnica-Makoszowy w Gliwicach i Zabrzu. Górnicy tych zakładów prowadzą od kilku dni podziemne protesty. Po godz. 14 w Katowicach rozpoczęły się rozmowy w sprawie rządowego planu naprawczego dla Kompanii Węglowej z udziałem premier Ewy Kopacz.

Autorki petycji podkreślają, że "zostały doprowadzone do rozpaczy" i nie będą biernie patrzeć na niszczenie ich domów i skazywanie rodzin na biedę. Deklarują, że będą walczyć o przyszłość swoją i dzieci. "Dlatego gorąco prosimy pana prezydenta o pomoc. Wierzymy, że tylko pan prezydent jest dzisiaj w stanie przerwać koszmar naszych rodzin i doprowadzić do zmiany postawy rządu, która pozwoli wypracować program prawdziwej naprawy, a nie likwidacji polskiego górnictwa" - napisały.

Podkreśliły, że są kobietami pracującymi w górnictwie, żonami i córkami górników. "Nasze życie i życie naszych rodzin jest związane z kopalniami. Nagle z dnia na dzień dowiedziałyśmy się, że nasze kopalnie, miejsca pracy naszych mężów i ojców mają zostać zlikwidowane. Jesteśmy oburzone faktem, że ktoś lekką ręką skreśla nas, nasze rodziny, skazuje na życie w biedzie, skreśla nasze miasta, nasze małe ojczyzny" - czytamy w petycji.

Jak napisano, rząd, podejmując decyzję o zamykaniu kopalń, zapomniał, że dają one pracę i utrzymanie dziesiątkom tysięcy ludzi. "Nie tylko górnikom i ich rodzinom, ale także pracownikom firm kooperujących z górnictwem i lokalnym przedsiębiorcom, którzy również zbankrutują, jeżeli kopalnie zostaną zlikwidowane. Upadek górnictwa oznacza katastrofę społeczną i gospodarczą dla całego naszego regionu" - wskazały.

"Nieraz słyszałyśmy od rządzących, że węgiel kamienny jest fundamentem polskiej gospodarki i suwerenności energetycznej. Jeszcze kilka miesięcy temu premier Donald Tusk, a później premier Ewa Kopacz wielokrotnie deklarowali, że żadna kopalnia nie zostanie zamknięta i żaden górnik nie straci pracy. Dzisiaj, po stu dniach od objęcia stanowiska, pani premier pomimo składanych obietnic, chce zamykać nasze kopalnie i zabierać nam nasze miejsca pracy" - podkreśliły autorki petycji.

Według nich, zapewnienia rządu dotyczące tworzenia nowych miejsc pracy dla pracowników zamykanych kopalń "są mrzonką i kolejną obietnicą bez pokrycia". "W naszych miastach już raz przeżywałyśmy restrukturyzację górnictwa polegającą na likwidacji zakładów górniczych. Wtedy również obiecywano nam rozwój, inwestycję i nowe miejsca pracy. Zamiast nich w naszych miastach powstały całe dzielnicy biedy, bezrobocia i beznadziei" - napisały.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje