Reklama

Reklama

Kryzys sejmowy. "Wyraz bezsilności KE wobec tego, co dzieje się w Polsce"

Komisja Europejska zajmie się na jutrzejszym posiedzeniu Polską. - To nie presja, ale wyraz zaniepokojenia i bezsilności KE wobec tego, co się dzieje w Polsce - komentuje dla Interii dr Beata Przybylska-Maszner z UAM.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: KE zajmie się Polską na jutrzejszym posiedzeniu. Co to dla nas oznacza?

Dr Beata Przybylska-Maszner, Zakład Badań nad Integracją Europejską Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu: - Komisja prowadzi dialog polityczny z polskim rządem już od prawie roku. Nasza odpowiedź na zalecenia Komisji raczej nie usatysfakcjonowała strony unijnej, dlatego można się spodziewać, że temat Polski będzie co jakiś czas powracał w agendzie spotkań KE dopóki spór nie zostanie rozwiązany.

Temat polski nie był planowany. Trafi na posiedzenie KE na wniosek przewodniczącego Jean-Claude'a Junckera.

Reklama

- Bezpośredni wpływ na taką decyzję z pewnością mają obecne wydarzenia w Polsce - protesty w i przed Sejmem. Temat trafił na czołówki gazet w wielu europejskich stolicach i wywołał zaniepokojenie sytuacją w Polsce. Stąd zainteresowanie KE.

- Wpływ na decyzję Junckera mają też pewnie Polacy, którzy pracują w instytucjach europejskich.

Na przykład Donald Tusk?

- Nie sądzę, aby Donald Tusk wpływał na decyzję przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Jak Bruksela reaguje na protesty w Polsce?

- To zależy od opcji politycznej. Ale ogólnie jest dość duże zaniepokojenie. Protesty wzmogły czujność KE i skłoniły ją do baczniejszej obserwacji. Panuje przekonanie, że sytuacja w Polsce się destabilizuje.

Na jutrzejszym posiedzeniu Komisja zdecyduje, jaki kolejny krok podjąć w relacjach z Polską, czy jedynie ograniczy się do zaprezentowania informacji na temat przebiegu wydarzeń w Sejmie?

- Moim zdaniem to będzie raport. Omówienie tematu Polski będzie miało charakter czysto informacyjny.

Czy to będzie miało wpływ na uruchomienie kolejnego etapu procedury praworządności?

- Nie. Działania polskiego rządu nie uspokoiły unijnych urzędników i na razie nie zmienili oni zdania na temat podstawowych elementów związanych z zarzutami o naruszenie zasady państwa prawa. Moim zdaniem KE nie podejmie do końca roku żadnych kroków, które miałyby przyspieszyć procedurę praworządności i zapewnić przejście do kolejnego etapu.

- Jutrzejsze posiedzenie to jedynie sygnał dla rządu polskiego, że KE pracuje nad swoim ostatecznym stanowiskiem.

Czyli to jakaś forma nacisku?

- Procedura wobec Polski trwa i obie strony zdają sobie sprawę z tego, że na każdym jej etapie może dojść do przyjęcia opinii przez którąś ze stron. Jednak to nie ma charakteru wiążącego. Nawet jeśli komisarze jutro wydadzą oświadczenie, to przez polski rząd zostanie to potraktowane jako zdanie urzędników UE, a nie stolic europejskich.

Wprowadzając temat Polski pod obrady KE Juncker chciał przypomnieć rządowi PiS, w jakiej sytuacji się znajduje i wywrzeć na niego nacisk, by załagodził konflikt w kraju?

- Nie uznałabym tego za presję, ale wyraz zaniepokojenia i bezsilności KE wobec tego, co się dzieje w Polsce.

- Moim zdaniem to działanie Komisji kompletnie nie wpłynie na sytuację w naszym kraju. Ma charakter symboliczny.

W 2017 roku możemy spodziewać się rozwiązania sporu na linii Warszawa-Bruksela czy raczej uruchomienia trzeciego etapu procedury praworządności?

- Sukcesem będzie takie rozwiązanie, które pozwoli obu stronom uznać, że osiągnięto kompromis. Urzędnikom KE nie powinno zależeć na porażce polskiego rządu, ponieważ oznaczałaby ona porażkę formuły dotychczasowej współpracy. To nie jest gra, w której jedna strona ma przegrać, a druga wygrać. Dodatkowo taka ponadnarodowa forma presji dolałaby paliwa ruchom eurosceptycznym, w efekcie osłabiając UE jako całość.

Czyli nie dojdzie do trzeciego etapu procedury?

- Procedura nie jest związana żadnymi terminami. KE czeka na to, co się stanie w styczniu w kontekście zmiany na stanowisku przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego i możliwej "roszady" sędziów. Być może nowa konfiguracja w TK pozwoli na publikację wyroków - czego domagała się Komisja.

Czyli kompromis jest nadal możliwy? Polski rząd nie dąży do konfrontacji?

- Podejrzewam, że stanowisko polskiego rządu jest inne w negocjacjach z KE, a inne na potrzeby polityki krajowej. Z punktu widzenia polskiego interesu korzystne byłoby osiągnięcie porozumienia z KE, dlatego wierzę, że - nawet jeśli nie mówi się o tym głośno - polskie MSZ działa w celu załagodzenia sporu.

- Pamiętajmy też, że UE zajęta jest swoimi problemami - Brexit, kryzys gospodarczy, migracja... Z różnych stron napływają sygnały, które mogą zagrozić jedności Unii, dlatego przynajmniej do połowy przyszłego roku KE nie podejmie kolejnych kroków w relacjach z Polską. Chyba że sytuacja w naszym kraju uległaby znaczącemu zaostrzeniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje