Reklama

Reklama

Kryzys w Grecji

"Tak kończą rządy, które podejmują nieodpowiedzialne decyzje"

- Aleksis Cipras płaci dziś cenę za składanie niemożliwych do zrealizowania obietnic i destabilizację państwa - uważa minister ds. UE Rafał Trzaskowski.

W związku z wewnątrzpartyjną rebelią w swej partii premier Grecji Aleksis Cipras w czwartek złożył dymisję i wezwał prezydenta do jak najszybszego rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Cipras liczy na wzmocnienie swej pozycji w głosowaniu.

"Pokazuje to, jak kończą się rządy, które podejmują całkowicie nieodpowiedzialne decyzje, a potem muszą zderzyć się z trudną rzeczywistością" - powiedział PAP Trzaskowski. Jak dodał, pokazuje to, "jaką cenę trzeba ponieść dziś za nieodpowiedzialne obietnice - cenę całkowitego zdestabilizowania państwa". "To pokazuje, co się dzieje, gdy do władzy dochodzi populizm połączony z brakiem jakiegokolwiek doświadczenia i poszanowania" - zaznaczył.

Reklama

Ocenił przy tym, że "w momencie, gdy jeszcze siedem miesięcy temu Grecja wychodziła z kryzysu i powoli wchodziła na drogę wzrostu, Cipras nie dość, że ją z tej drogi cofnął, nie przeprowadził reform i doprowadził do pogłębienia się kryzysu, to jeszcze nastawił społeczeństwo przeciwko porozumieniu (z wierzycielami)".

Trzaskowski dodał, że Cipras przez stworzoną przez siebie atmosferę, przez obietnice niemożliwe do spełnienia, doprowadził do sytuacji, w której nie tylko nie ma poparcia we własnej partii i musi prosić prezydenta o zwołanie wcześniejszych wyborów, to jeszcze bardzo trudno będzie mu teraz przekonać większość społeczeństwa greckiego, że jednak reformy są konieczne.

"Nawet jeśli Cipras te wybory wygra, to pogłębi schizofrenię polegającą na tym, że mówi, że potrzebuje mocniejszego mandatu, by wprowadzić reformy, podczas gdy przez wiele miesięcy dezawuował konieczność ich przeprowadzenia. Trudno mu teraz będzie stanąć przed greckim narodem i powiedzieć: 'oszukałem was'. Powiedział 'myliłem się', ale tak naprawdę powinien powiedzieć 'oszukałem was, wprowadziłem w błąd i niestety nie ma innego wyjścia (niż reformy)'" - podkreślił Trzaskowski.

Szef greckiego rządu w wieczornym orędziu do narodu poinformował, że po siedmiu miesiącach na stanowisku składa dymisję. To Grecy powinni ustalić, czy odpowiednio reprezentowałem ich w batalii z międzynarodowymi wierzycielami w sprawie trzeciego programu pomocowego, wartego do 86 mld euro - mówił.

W związku z ryzykiem załamania się greckiego systemu finansowego, które stawiało pod znakiem zapytania przyszłość kraju w strefie euro, Cipras musiał zgodzić się na żądania swych zagranicznych wierzycieli dotyczące dalszych oszczędności i reform ekonomicznych. Przed wyborami w styczniu zapewniał, że nie ugnie się pod presją kredytodawców.

"Chcę być szczery. Nie udało nam się osiągnąć takiego porozumienia, na które liczyliśmy przed styczniowymi wyborami" - powiedział. "Czuję głęboki moralny i polityczny obowiązek, by poddać pod waszą ocenę wszystko, co zrobiłem - moje sukcesy i porażki" - dodał. "Mój mandat z 25 stycznia wygasł. Teraz wypowiedzieć musi się naród. Swoimi głosami zdecydujecie, czy dobrze negocjowaliśmy czy też nie" - oświadczył Cipras.

Po przemówieniu przekazał swą rezygnację prezydentowi Prokopisowi Pawlopulosowi i zwrócił się do niego o jak najszybsze rozpisanie wyborów. "W obecnym parlamencie niemożliwy jest rząd większościowy ani rząd jedności narodowej" - powiedział Cipras podczas spotkania z szefem państwa.

Cipras zabiega o wcześniejsze wybory, by stłumić wewnątrzpartyjną rebelię w swej lewicowej Syrizie i wzmocnić poparcie dla twardych reform wymaganych przed kredytodawców zadłużonego kraju.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje