Reklama

Reklama

Kryzys w Grecji

Grecja: Zamieszki w Atenach na placu Syntagma

Grecka policja rozpędziła wielotysięczną manifestację na placu Syntagma w Atenach. Przed gmach parlamentu przyszli związkowcy, którzy chcieli zaprotestować przeciwko nowym oszczędnościom nad którymi debatowali deputowani. Do zamieszek doszło, gdy grupa anarchistów zaatakowała policję.

Anarchiści w pewnym momencie zaczęli rzucać w funkcjonariuszy butelkami z benzyną. Wtedy policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego. Demonstracja, w której brało udział kilkanaście tysięcy osób, została rozpędzona, ale do starć policji z anarchistami doszło w bocznych ulicach w pobliżu parlamentu.

Reklama

Młodzi ludzie wybijali szyby w sklepach i spalili co najmniej jeden telewizyjny wóz transmisyjny.

Manifestacja została zorganizowana w czasie, gdy deputowani debatowali nad rządowym planem reform, który miałby zagwarantować Grecji pożyczkę w wysokości 86 miliardów euro.

Uczestnicy zorganizowanej przez związki zawodowe manifestacji twierdzą, że nowe reformy są drakońskie i nie zgadzają się na ich wprowadzenie. "Ten rząd musi odejść, podobnie jak poprzednie. Przez całe pięć lat wszyscy dawali nam programy oszczędnościowe, których nie jesteśmy w stanie przeżyć. Wszyscy politycy, od lewa do prawa, są skończeni, oni chcieli sprzedać ludzi" - mówi wysłannikowi Polskiego Radia Giorgos z jednego ze związków zawodowych.

W zamian za pożyczkę rząd w Atenach musi przeprowadzić reformę emerytalną, podwyższyć VAT w hotelach, restauracjach, hotelach a także na książki i prąd, podwyższyć podatek dla firm i podatek od towarów luksusowych, zlikwidować przywileje fiskalne dla wysp i dokończyć prywatyzację.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne