Reklama

Reklama

Światła dziś nie zgasi nikt. W biurach jasno, chociaż jest kryzys

Nocą w Warszawie łatwo natrafić na rozświetlone puste biura, klatki schodowe, jak i wnętrza sklepów. Ich właściciele płacą za energię, chociaż rachunki rosną. - W Polsce mogą być tysiące takich biurowców. Gdyby wyłączono w nich lampy, zapotrzebowanie na prąd mogłoby zmniejszyć się o kilka procent - mówi Interii specjalista ds. energetyki Sebastian Pogroszewski. Sprawdzamy jednak, czy nocne oświetlanie wnętrz, to na pewno tylko kaprys bogatszych firm.

- Ogłosiliśmy program ustalania maksymalnych cen prądu dla samorządów, do tej operacji z budżetu państwa dołożymy ogromne pieniądze. Jesteśmy w czasie ciężkiego kryzysu energetycznego, więc oczekiwanie, że ceny prądu będą spadać, jest nierealne - przekonywał w czwartkowym "Gościu Wydarzeń" wicepremier Jacek Sasin.

Groźba rachunków za prąd nie do udźwignięcia wzbudziła strach w magistratach jeszcze we wrześniu. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłosił wówczas plan oszczędnościowy. W jego ramach, "poza uzasadnionymi wyjątkami", ratusz wyłącza zewnętrzne oświetlenie miejskich budynków, a dodatkowo wprowadził w nich nadzwyczajne reguły zużywania prądu oraz światła.

Reklama

Światła w warszawskich biurowcach nie gasną. A w Niemczech oszczędności są obowiązkowe

Zwiedzając stolicę późną nocą nie zobaczymy więc iluminacji na Pałacu Kultury i Nauki. Podświetlone pozostają jedynie zegar i kolumnady, włączone są również migające czerwone lampki, ostrzegające lotników przed wysokim budynkiem.

Lamp nikt nie wyłącza na pobliskim Dworcu Centralnym. Ten państwowy obiekt działa jednak przez całą dobę, w przeciwieństwie do większości okolicznych wieżowców, w tym Varso, najwyższego w Unii Europejskiej.

W części biur światło nie gaśnie, chociaż widać, że w środku nikogo nie ma. Co innego w przypadku hoteli, bo trudno spodziewać się, by wszyscy goście kładli się o 22:00. Mrzonką jest jednak, że w każdym wysokościowcu praca wre przez 24 godziny.

Firm, których najwyraźniej stać na całodobowe oświetlanie biurek i niezajętych foteli, żadne kary nie obejmą. W Polsce nie ma przepisów nakazujących wyłączanie lamp w pustych pomieszczeniach. 

Nieco inaczej jest w Niemczech, gdzie pod koniec lata wprowadzono restrykcje dla przedsiębiorstw. Wśród obostrzeń znalazł się zapis o możliwości zmniejszenia temperatury w miejscach pracy do 19 stopni. 

Inna reguła głosi, że firmy zużywające rocznie co najmniej 10 gigawatogodzin energii muszą zastosować "środki efektywności energetycznej", czyli na przykład zamontować ledowe diody.

Ekspert: Światła w pustych biurach mogłyby gasnąć od 19:00

Sebastian Pogroszewski, ekspert Instytutu Jagiellońskiego ds. energetyki, uspokaja: nie ma obaw, czy prądu tej zimy wystarczy dla wszystkich. - Nie spodziewamy się sytuacji, w której jeden wieżowiec zużyje tyle energii, że zabraknie jej dla sąsiedniego - zapewnia.

W jego ocenie "aby doszło do wyłączenia prądu, sytuacja musiałaby być nadzwyczajna". - Na przykład w momencie, gdy Polskim Sieciom Energetycznym skończą się wszystkie "koła ratunkowe" i nastąpi trudna sytuacja pod względem mocy, jednak takie prawdopodobieństwo jest niewielkie - zastrzega.

W rozmowie z Interią zauważa jednak, że zwiększone zużycie prądu, chociażby przez biura, wiąże się z wyższym zapotrzebowaniem w całej sieci. - To dalej przekłada się na ceny na rynkach spotowych. Biurowców "świecących" nocą mogą być w Polsce tysiące. Gdyby wyłączyły światła, zapotrzebowanie mogłoby zmniejszyć się o kilka procent - szacuje.

Jak uściśla, zgaszenie lamp byłoby przydatne także wieczorem, między 19:00 a 21:00, gdy w ciągu doby zużywa się najwięcej prądu w skali kraju. - Wówczas rezerwa jest niewielka, więc taki ruch zmniejsza ryzyko blackoutu. Każda zaoszczędzona megawatogodzina bezpośrednio przekłada się też na kolejne ocalone tony węgla. Jego zapasy są istotne w okresie obecnego kryzysu paliwowego i nadchodzącej zimy - mówi.

Jak nie prośbą, to przymusem? "Lepiej zapobiegać niż leczyć"

Sebastian Pogroszewski sceptycznie patrzy na pomysł wprowadzenia w Polsce programu przymusowego oszczędzania prądu. - Lepiej zapobiegać niż leczyć. Wolałbym, aby uprzedzano ludzi o konsekwencjach marnowania energii niż wprost im coś nakazywano albo straszono blackoutem. Jeśli niektórzy nie zmienią przyzwyczajeń, będzie się to wiązało z kosztami - mówi.

Jak wskazuje, dobrą praktyką jest zmienianie zwykłych żarówek na ledowe, a także wykorzystywanie czujników ruchu, włączających lampy w pomieszczeniu, gdy ktoś tam wchodzi. Proponuje też powszechną akcję edukacyjną o korzyściach płynących z oszczędzania energii.

Żarówki palą się nie tylko w drapaczach chmur, ale i niższych budowlach. Bywają to szkoły, w których nocą nie ma przecież lekcji. Podobnie postępują wybrane sklepy spożywcze, jak ten z miasteczka na Mazowszu ze zdjęcia poniżej.

Niższe rachunki czy bezpieczeństwo? Prof. Waszkiewicz o "mechanizmie zniechęcania"

Co decyduje o tym, że prowadzący biznesy pozostawiają oświetlenie na noc, mimo że jego koszty rosną? Prof. Paweł Waszkiewicz z Katedry Kryminalistyki UW idzie tropem badań z różnych krajów, dotyczących efektów oświetlania otwartych, publicznych przestrzeni.

- Okazywało się, że ludzie na takich obszarach czuli się bezpieczniej. Zmniejszała się jednocześnie liczba popełnianych tam wykroczeń i przestępstw. Oświetlenie miejsc publicznych jest uznawane za jeden z najbardziej skutecznych środków prewencji kryminalnej - wyjaśnia.

W innych badaniach sprawdzano, czy oświetlenie domów mieszkalnych zniechęca włamywaczy. Wynikało z nich, że i owszem. - Dotyczyło to zwłaszcza sprawców profesjonalnych, więc z tego względu wykorzystuje się między innymi włączniki czasowe. O określonych godzinach włączają one lampy w różnych pomieszczeniach. Włączniki uruchamia się w domach, w których akurat nikt nie przebywa. Ma to uzasadnienie empiryczne - podkreśla.

Prof. Waszkiewicz nie zna natomiast badań dotyczących oświetlenia wnętrz sklepów pod nieobecność obsługi i tego, czy wpływa ono odstraszająco, a może nie. - Można zakładać, że - podobnie jak w miejscach publicznych i zamieszkania - jest to mechanizm zniechęcający sprawców - ocenia. 

Kryminolog: Iluminacje na budynkach bywają przeciwskuteczne

Ekspert przyznaje, że systemy monitoringu są coraz powszechniejsze i lepsze technicznie, "ale kwestionuje się, że one same w sobie działają prewencyjnie". - Nagrania z kamer przydają się w większym stopniu na etapie śledztwa lub jako źródło materiału dowodowego, a nie prewencyjne zabezpieczenie obiektu, obszaru czy osób przebywających na ich terenie - wylicza.

Jak również tłumaczy, dzięki włączonemu oświetleniu w sklepie, potencjalny włamywacz jest widoczny z ulicy. - Ponadto może on uznać, że wewnątrz trwa inwentaryzacja, rozładowanie towaru, sprzątanie, albo śpi tam ochroniarz. Pod względem bezpieczeństwa nie widzę jednak żadnego sensu pozostawiania światła na wysokich piętrach biurowców po godzinach pracy. Kontrola dostępu do tych budynków istnieje przecież nawet w godzinach pracy - uznaje.

Ponadto - zdaniem prof. Waszkiewicza - przeciwskutecznie działają niekiedy mocne iluminacje albo podobnego rodzaju oświetlanie obiektów od zewnątrz. - Ludzkie oko dostosowuje się do mocno naświetlonego punktu i gorzej widzi to, co dzieje się wokół - podsumowuje.

ZOBACZ TEŻ: Ceny prądu będą zamrożone w 2023 r. Ustawa podpisana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy