Reklama

Reklama

Polacy "zbroją się" na zimę. Inwestują w kołdry, koce i ciepłe swetry

- Klienci dzwonią i pytają, która z kołder będzie najcieplejsza na zimę. Mówią, że ogrzewanie będzie bardzo drogie w tym sezonie, więc wolą się zaopatrzyć - mówi Interii Dominika Owczarczyk, właścicielka sklepu internetowego z polskimi kołdrami. Sprzedaż w jej serwisie wzrosła w ostatnim czasie czterokrotnie w porównaniu do tego samego okresu w latach ubiegłych. Wzrosło też zainteresowanie ciepłymi kocami - jedna z firm sprzedała ich we wrześniu o 20 proc. więcej, niż w poprzednim roku. To oznacza, że Polacy szykują się na ewentualne problemy z ogrzaniem swoich domów i mieszkań. Edukatorka ekologiczna Sylwia Majcher radzi, co możemy zrobić, aby już teraz na ogrzewaniu oszczędzić. Z kolei Aleksandra Zawadzka, dziennikarka pisząca o modzie, zachęca do wizyt w second-handach. I zaprzyjaźnienia się z wełną.

Rozpoczynający się właśnie sezon grzewczy może wielu Polakom spędzać sen z powiek. Myśl o wysokim rachunku za ogrzewanie skłania do działania. Co zrobić, aby choć trochę zaoszczędzić?

- Z ogrzewania korzystajmy mądrze - mówi Interii Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna. I podpowiada, w jak sposób to robić. - Na początek sprawdźmy, czy nie przegrzewamy mieszkania. Według danych Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, robi to ponad połowa Polaków ogrzewających swój lokal ciepłem systemowym. Najlepsza temperatura to 20-21 stopni Celsjusza, a w sypialni nawet 18, bo gdy jest chłodniej, lepiej się śpi. W kuchni też możemy ustawić tę temperaturę niższą - gdy gotujemy, ciepło generują sprzęty, których używamy - wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Reklama

Jest też kilka podstawowych zasad, których powinniśmy przestrzegać korzystając z kaloryferów. - Po pierwsze nie zastawiajmy ich meblami, ciepło nie ma wówczas możliwości cyrkulacji po pomieszczeniu. Wychodząc z domu nie uchylajmy okien. Jeśli chcemy wietrzyć, to róbmy to krótko i przy zakręconych grzejnikach. Nie wieszajmy też na nich ubrań, możemy suszyć je obok, ale nie bezpośrednio na kaloryferach. Gdy wyjeżdżamy na dłużej, zakręćmy je całkowicie - radzi.

Rachunki nawet o 10 proc. niższe

Okazuje się, że obniżenie temperatury w mieszkaniu nawet o jeden stopnień Celsjusza przynosi wiele korzyści. - Wpływa oczywiście na niższe rachunki, na takim działaniu można oszczędzić od 8 do 10 procent w skali roku - mówi Sylwia Majcher.

Ale to nie wszystko. - Do tego zmniejsza emisję dwutlenku węgla. Eksperci z Politechniki Warszawskiej policzyli: gdyby każdy korzystający z ciepła systemowego to zrobił, rocznie udałoby się wyemitować około milion ton CO2 mniej. Żeby to sobie zobrazować, do pochłonięcia takiej ilości dwutlenku węgla potrzeba 15 milionów drzew. Zmniejszenie tej temperatury o jeden stopień to też mniej węgla do zużycia, zaoszczędzamy 450 tys. ton każdego roku. Warto o tym myśleć - podkreśla edukatorka ekologiczna.

I dodaje, że przegrzanie mieszkania powoduje również problemy zdrowotne. - Polskie Towarzystwo Alergologiczne podkreśla, że w zbyt wysokiej temperaturze możemy źle się czuć, mieć alergie, bóle głowy, słabą koncentrację. Aż 40 procent Polaków ma takie objawy - wskazuje Sylwia Majcher.

"Klienci pytają, która kołdra jest najlepsza na zimę"

Jeśli po obniżeniu temperatury w mieszkaniu jest nam za zimno, zamiast wrócić do starych nawyków, warto wyrobić sobie nowe. I zainwestować w kilka produktów, które pozwolą nam utrzymać odpowiednią temperaturę ciała. A do tego, będą nam służyły przez długie lata.

- Po pierwsze - ciepła kołdra. Nie bez powodu kiedyś używano głównie tych puchowych - zauważa Sylwia Majcher. Jak się okazuje, wiele osób już kołdrę na zimę kupiło. - Obecnie sprzedajemy nawet cztery razy więcej kołder zimowych niż w ubiegłych latach o tej porze - przekazała nam Dominika Owczarczyk, właścicielka marki PolskieKoldry.pl. - Klienci dzwonią do nas i pytają wprost, która z kołder będzie najcieplejsza na zimę, bo jak mówią, ogrzewanie będzie bardzo drogie w tym sezonie, więc wolą zaopatrzyć się w ciepłą kołdrę - dodaje.

Co radzi swoim klientom? Jak mówi, najcieplejsze są kołdry puchowe i wełniane - to wypełnienia naturalne, które dobrze izolują przed zimnem. Klienci kupują też kołdry z wypełnieniem syntetycznym, ale te w konstrukcji "duo". - To dwie kołdry połączone na stałe jedną lamówką. Taka konstrukcja sprawia, że wewnątrz tworzy się komora powietrzna, która stanowi dodatkową warstwę izolacyjną, chroniącą przed chłodem - wyjaśnia Interii.

20 proc. więcej zamówień na ciepłe koce

Sylwia Majcher zachęca również do zaopatrzenia się w ciepły koc z naturalnego materiału.

Pytamy więc firmę Koceo.pl, czy sprzedaż w ich sklepie również wzrosła? - Tak - mówi nam Jan Banaś - Analogicznie wzrost do września z poprzednich lat wynosi 20 proc. Dotyczy on liczby transakcji detalicznych. Wielkość jednego koszyka też wzrosła - coraz częściej na jedną transakcję przypadają dwa, a nawet trzy koce - informuje.

Klienci stawiają na naturalne materiały. Zazwyczaj kupują koce składające się w 100 procentach z wełny. I, jak mówi Jan Banaś, te z wełny owczej są właśnie najcieplejsze. - Są one grube, mięsiste, ciepłe i bardziej szlachetne niż bawełniane, polarowe czy akrylowe. Należy jednak pamiętać, ze koce wykonane w 100 proc. z klasycznej wełny owczej mają ostrzejsze włosie i można wyczuć gryzienie. Koc wykonany z wełny z dorosłej owcy musi gryźć. Jeśli tak nie jest, to znak, że ma w sobie domieszkę. Delikatny i mniej gryzący jest koc z wełny merino - wyjaśnia.

- Aby mieć gwarancję miękkości i nie gryzienia, polecamy też koce z wełny merino z domieszką nylonu, akrylu lub włókien poliamidowych (20 proc. lub 30 proc.). Są tylko odrobinę mniej ciepłe, a domieszka je zmiękcza i powoduje, że prawie w ogóle nie gryzą. Są jednak mniej przewiewne i szybciej się mechacą - zauważa. Klienci sklepu kupują też koce wełniane z domieszką kaszmiru. Te jednak są nieco droższe.

Wełniane swetry, płaszcze, a nawet termiczna bielizna z drugiego obiegu

Ważne jest też w co się ubieramy. - Często zapominamy, że mamy cztery pory roku i t-shirt oraz krótkie spodenki to nie jest dobry wybór na sezon grzewczy - podkreśla Sylwia Majcher. Zakładajmy ubrania, które są przeznaczone na jesień i zimę. A jeśli chcemy oszczędzić, postawmy na te z drugiego obiegu.

- Już od jakiegoś czasu tak zwane kolekcje jesienno-zimowe można znaleźć w lumpeksach. Jeśli nie mamy jeszcze ciepłych ubrań lub czegoś nam brakuje, warto teraz o tym pomyśleć i wyruszyć na zakupy - mówi Interii Aleksandra Zawadzka, dziennikarka pisząca o modzie i autorka książki "Moda vintage".

W naszej szafie powinien znaleźć się wełniany sweter. - Najlepiej ze stuprocentowej wełny lub taki, który ma jej w składzie nie mniej niż 80 procent. Wtedy na pewno nas ogrzeje - radzi nasza rozmówczyni. Jeśli chcemy taki sweter w second-handzie trafić, nie kierujmy się tylko tym, co widzimy na wieszaku. - Gruby materiał wcale nie musi być wełną. Pierwsza zasada: sprawdzajmy metki. Wełna to też kaszmir, alpaka, moher, angora i takie składy powinny nas zainteresować - dodaje Aleksandra Zawadzka.

Wełna nie ogranicza się oczywiście tylko do swetrów. - Warto też poszukać wełnianego płaszcza, spodni, ciepłej czapki i skarpet, a nawet termicznej bielizny - zachęca. Pamiętajmy, że wychładzamy się od dołu i od góry. Dbając o to, by było nam ciepło, gdy przebywamy poza domem, po powrocie do mieszkania nie będziemy musieli się dodatkowo ogrzewać. Różnicy temperatur po prostu nie odczujemy.

Nie tylko lumpeksy

A co, jeśli ktoś nie jest przekonany do second-handów? - Może wybrać się na zakupy do vintage shopu - odpowiada nasza rozmówczyni. - Jest to miejsce, w którym ubrania z lumpeksów zostały wyselekcjonowane i przygotowane do dalszego użytkowania. Sprawdźmy też aplikacje do sprzedaży ubrań z drugiego obiegu - podpowiada.

Cena wełnianego swetra wcale nie musi uderzać po kieszeni. - W lumpeksie czy też w aplikacji możemy znaleźć wełniany sweter już za kilka złotych. W vintage shopie będzie on droższy, ale nadal wart swojej ceny. Zapłacimy za niego około 150 złotych. W porównaniu z nowymi produktami jest to nadal bardzo mało - mówi Aleksandra.

Oczywiście w popularnych sieciówkach również możemy spróbować kupić coś wełnianego. Jednak, jak ostrzega nasza rozmówczyni, będzie to bardzo trudne. - Zazwyczaj takie ubrania są w kolekcjach premium, jeśli szukamy czegoś, co ma w składzie 80-100 procent tego materiału. Musimy bardzo uważać i znów - sprawdzać metki. To, że na stronie internetowej sklepu widzimy informację o "wełnianym swetrze" wcale nie oznacza, że on taki jest. Okazuje się, że coś, co kosztuje 500 złotych, tej wełny może mieć tylko 5 procent. To popularne "wool blend", które trzeba dokładnie weryfikować - wyjaśnia.

Zaprzyjaźnić się z wełną

Dlaczego wełna? - To materiał naturalny. Ma właściwości higroskopijne i termoizolacyjne. Zimą ogrzewa nas i trzyma ciepło. Poliester, poliakryl, akryl, poliamid, elastan i nylon to materiały syntetyczne powstałe chemicznie z ropy naftowej i jej pochodnych. Jeśli mamy takie ubrania, zakładamy na siebie po prostu plastik - tłumaczy nasza rozmówczyni. I dodaje, że te materiały nie oddychają i nie przepuszczają powietrza. - Gotujemy się w nich, ale nie dlatego, że jest nam ciepło, tylko dlatego, że się pocimy. Spocimy się i będzie nam zimno - dodaje.

Przy odpowiedniej pielęgnacji wełniane ubrania posłużą nam bardzo długo. Trzeba tylko wiedzieć, jak o nie dbać. - Jest to bardzo proste. Wełnę pierzemy w misce z letnią wodą nieprzekraczającą 30 stopni. Namaczamy tkaninę z delikatnym szamponem lub specjalnym detergentem do wełny, nie wykręcamy tylko lekko odsączamy i układamy na płasko na ręczniku do wysuszenia. Jeszcze jedna rada: jeśli ktoś trafi na gryzącą wełnę, można namoczyć ją w wodzie z odżywką do włosów przez pół godziny. I po problemie.

- Zachęcam do tego, aby z tą wełną się zaprzyjaźnić - podsumowuje Aleksandra Zawadzka.

Ciepłe napary, odpowiednia dieta i ruch

Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna, mówi jeszcze o tym, aby zwracać uwagę na to, co jemy i pijemy. I na ruch.

- Pijmy ciepłe napary. Doceńmy naszą "polską cytrynę", czyli pigwę. Wbrew pozorom cytrusy nas wychładzają, one się przydadzą latem, ale nie zimą. Rozgrzeje nas sok z malin, aronii, czarnego bzu i chociażby pigwa. Nawet termos z gorącą wodą świetnie się sprawdzi do popijania w ciągu dnia. Dodajmy też więcej białka do diety. Takie produkty są dla naszego organizmu bardziej wymagające, nasz organizm potrzebuje więcej energii, aby je wchłonąć, a tym samym temperatura naszego ciała wzrasta - radzi.

A co z ruchem? Musimy o nim pamiętać szczególnie przy pracy siedzącej. - Jeśli pracujemy przy komputerze wstańmy na chwilę, pochodźmy. Ciało zastygnięte bardziej czuje chłód - zauważa.

Według synoptyków z IMGW pierwsze lokalne przymrozki i niewielkie opady deszczu ze śniegiem są prognozowane na drugą połowę października. I choć temperatura będzie utrzymywać się w normie, jest pewien haczyk. Ostatni chłodny październik mieliśmy sześć lat temu w 2016 roku, a między 2011 a 2020 rokiem było sześć październików ciepłych. Zatem już tegoroczne miesiące jesienne - choć będą w normie - mogą nam się wydawać chłodniejsze.

Reklama

Reklama

Reklama