Reklama

Reklama

Czterodniowy tydzień pracy odpowiedzią na kryzys energetyczny?

Tak jak kryzys pandemiczny przyniósł rewolucję w postaci masowej pracy zdalnej pracowników biurowych, tak obecny kryzys energetyczny może przyspieszyć skrócenie czasu pracy. - Tu nie chodzi tylko oszczędności energetyczne, ale też mniejszy ślad węglowy i większą wydajność pracowników - wyjaśnia prof. Elżbieta Mączyńska. Nie zgadza się z nią Grzegorz Barczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. Jego zdaniem pracodawcy w obliczu kryzysu prędzej będą zwalniać pracowników niż skracać im czas pracy.

Model pięciodniowego tygodnia pracy pojawił się w Polsce wraz z epoką Gierka, a na dobre został wprowadzony w 1989 roku. Po transformacji ustrojowej jakkolwiek propozycje skrócenia czasu pracy pojawiały się sporadycznie w programach pomniejszych partii lewicowych - temat ten nie przebijał się dotychczas do szerszej debaty publicznej. Sytuację zmieniła jednak zapowiedź Donalda Tuska ogłoszona na początku lipca.

Podczas jednego z cyklicznych spotkań z przedstawicielami młodego pokolenia lider PO stwierdził, że jego partia zobowiązuje się rozpisać do wyborów parlamentarnych "precyzyjny projekt pilotażowy", dotyczący czterodniowego tygodnia pracy. - Uważam, że w Polsce powinniśmy i to będzie moja propozycja, jeśli wygramy wybory - przepraszam: kiedy wygramy wybory - żeby rozpocząć jak najszybciej program skróconego tygodnia pracy - oznajmił Tusk w Szczecinie, podkreślając, że "nie jest to odpowiedź na dziś".

Reklama

Słowa byłego premiera wywołały polityczne poruszenie. Leszek Balcerowicz w wywiadzie dla Interii nazwał propozycję "populistyczną brednią", która jedynie spotęguje spiralę problemów polskiej gospodarki. Z kolei Adrian Zandberg wyraził satysfakcję, że lider PO popularyzuje program partii Razem. Należy wziąć jednak pod uwagę, że zapowiedź Tuska padła przed nasileniem kryzysu energetycznego.

Skracanie czasu pracy sposobem na oszczędzanie

Kryzys energetyczny sprawił, że rachunki za prąd i ogrzewanie osiągają astronomiczne kwoty, co w głównej mierze odpowiada za rozpędzającą się inflację, ponieważ koszty energii mają przełożenie na każdy aspekt życia. W obliczu rosnących cen wiele przedsiębiorstw i instytucji zastanawia się, w jaki sposób zaoszczędzić.

W perspektywie siedmiokrotnych podwyżek cen prądu Uniwersytet Jagielloński opracował we wrześniu plan awaryjny, zakładający, że uczelnia będzie funkcjonować w trybie stacjonarnym od poniedziałku do czwartku do godziny 18. W celu odciążenia budżetu UJ zdecydowano się jednak ostatecznie na trzy okresy kształcenia w trybie zdalnym - na przełomie października i listopada oraz w grudniu i styczniu.

Na inny pomysł wpadły niemieckie sklepy spożywcze. Popularna sieć Aldi Nord postawiła, że skróci godziny otwarcia swoich sklepów oraz wygasi reklamy między godziną 22 a 6 rano. Regulacje mają jednak charakter tymczasowy i będą obowiązywać od 1 listopada do końca zimy. Podobne decyzje podjęły polskie filie niemieckich marketów - Netto i Kaufland.

Jeszcze przed wybuchem pandemii możliwość pracy zdalnej była zarezerwowana dla wąskich grup zawodowych, lecz w dobie sanitarnych ograniczeń stała się ona powszechna, stanowiąc nieodzowną część pracy setek tysięcy ludzi. Rodzi to pytanie, czy w obliczu globalnego kryzysu energetycznego i oszczędności, do jakich nas zmusza, rynek pracy przejdzie kolejną rewolucję i sprawi, że będziemy pracować krócej?

"Czas pracy należy skracać, ponieważ zwiększa to wydajność pracowników"

- Na pewno będzie opór wśród pracodawców w związku z możliwością wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy, lecz kryzys energetyczny, kryzys ekologiczny i rewolucja cyfrowa, a co za tym idzie zwiększona wydajność pracy, sprawiają, że należy skracać czas pracy. Powinno być to jednak działanie przedsiębiorstw i instytucji oparte na ich indywidualnych kalkulacjach - podkreśla prof. Elżbieta Mączyńska, była prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE).

Ekspertka ocenia, że skrócenie czasu pracy powinno być rozpatrywane przez pracodawców jako korzyść. - Tu nie chodzi tylko oszczędności energetyczne, ale też mniejszy ślad węglowy i większą wydajność pracowników. Jeśli istnieją zawody, które umożliwiają elastyczne i zadaniowe podejście do pracy - w tym także możliwość pracy zdalnej, niekoniecznie w trybie godzinowym "od-do" - to w dobie cyfrowej powinno się w pełni wykorzystywać współczesne możliwości, odciążając tym samym pracodawcę i dając pracownikowi więcej swobody działania - mówi była prezes PTE w rozmowie z Interią.

Zobacz też: Czterodniowy tydzień pracy? Polskie firmy nie są na to gotowe

Z kolei Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan, podkreśla, że skracanie czasu pracy w dobie kryzysu energetycznego nie stanie się kolejnym fenomenem na rynku pracy, zaraz po masowym upowszechnieniu się pracy zdalnej. - Ta forma zatrudnienia jest korzystna zarówno dla pracodawców, jak i pracowników - podkreśla.

W opinii Baczewskiego wielu pracodawców liczy na to, że kryzys energetyczny będzie miał charakter tymczasowy, ponieważ Polska ma ogromny potencjał produkcji energii ze źródeł odnawialnych, z atomu czy wodoru. - Argument systemowych zmian w obliczu przejściowych, rosnących cen energii jest, moim zdaniem, argumentem nietrafionym - podkreśla Baczewski.

"Nastroje są gorsze niż w pandemii, dlatego nie wykluczam redukcji zatrudnienia"

- Skracanie czasu pracy przy jednoczesnym nieobniżaniu wysokości wynagrodzeń postawi przedsiębiorstwa przed jeszcze większymi problemami niż te, w których znajdują się teraz - uważa Grzegorz Baczewski z Konfederacji Lewiatan. - Nastroje są gorsze niż w trakcie pandemii i nie wykluczam, że część pracodawców - choć chciałaby utrzymać pracowników - będzie ograniczać koszty przez redukcję zatrudnienia, a nie redukcję czasu pracy własnych przedsiębiorstw - podkreśla.

Jak twierdzi Baczewski, projekt czterodniowego tygodnia pracy to decyzja na czas prosperity, nie na czas kryzysu. Zaznacza jednak, że nie jest tak kategoryczny jak Leszek Balcerowicz. - Wdrażanie krótszego czasu pracy mogłoby być wprowadzane na zasadzie benefitu, lecz jako powszechne rozwiązanie to obecnie nierealistyczne - dodaje.

Prof. Mączyńska podkreśla natomiast, że ewentualne zmiany dotyczące czasu pracy nie powinny uderzać w interesy klientów. - Takie zabiegi wymagają odpowiedniej logistyki i racjonalnego harmonogramu pracy, który pozwoliłoby na pogodzenie interesów przedsiębiorców i konsumentów - zaznacza.

Ekspertka jest również przekonana, że zmiany wprowadzające krótszy czas pracy muszą być podejmowane jednostkowo przez każdą firmą czy instytucję, uwzględniając jej specjalistyczne i indywidualne potrzeby. - Tak systemowych zmian na rynku pracy nie można wprowadzać mechanicznie, formalnie ustawą. To działanie wymaga poważnych rachunków ekonomicznych i sprawności w zarządzaniu - ocenia prof. Mączyńska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy