Reklama

Reklama

Skąd nadejdzie kolejny kryzys?

Kolejny kryzys finansowy, podobny do tego z 2008 roku, jest nieunikniony - uważają przepytani przez Interię eksperci.

Specjalnie dla Interii polscy ekonomiści oceniają, czy czeka nas kolejny wielki kryzys finansowy.

Reklama

Prof. Grzegorz Kołodko - były wicepremier i minister finansów (dwukrotnie), Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie:

- Kolejny światowy kryzys gospodarczy, w dekadzie 2020-, jest nieuchronny, gdyż nie usunięto systemowych i strukturalnych źródeł poprzedniego kryzysu spowodowanego przez neoliberalizm - system, który poprzez złą deregulację i wady polityki fiskalnej sprzyjał wzbogacaniu nielicznych kosztem większości. Teraz nakłada się na to nowy nacjonalizm i populizm, co daje jeszcze większy potencjał wybuchowy. 

- Główną przyczyną kryzysu lat 20. będzie nieodpowiedzialna, wręcz awanturnicza polityka prezydenta USA, Donalda Trumpa, która zewnętrznie zaburza i tak już skomplikowane procesy światowej wymiany handlowej i przepływów kapitału, a wewnętrznie powodować będzie dalsze narastanie długu publicznego, który już przekracza wartość PKB. Nadmierne zadłużenie niektórych krajów Unii Europejskiej, zwłaszcza Francji i Włoch, też oddziałuje prokryzysowo. Jedyna szansa na uniknięcie kryzysu to nowy pragmatyzm, ale wciąż nie on bierze górę. 

Prof. Małgorzata Zaleska - dyrektor Instytutu Bankowości SGH, przewodnicząca Komitetu Nauk o Finansach PAN:

- Kryzysy były, są i będą. Kolejne turbulencje z pewnością wystąpią, tym bardziej że decydenci i społeczeństwa szybko zapominają lekcje płynące z wcześniejszych kryzysów. Nie wiemy tylko, kiedy dokładnie nastąpi kolejny kryzys, co będzie jego przyczyną i z jaką siłą uderzy. Pamiętać należy przy tym, że wybuch kryzysu następuje z reguły w odpowiedzi na splot czynników.

- Do głównych potencjalnych źródeł turbulencji w przyszłości zaliczyć należy: rządowe papiery wartościowe, toksyczne aktywa w bilansach niektórych banków centralnych, brak wystarczających długoterminowych oszczędności, a tym samym źródeł finansowania dalszego rozwoju oraz globalną politykę. Nowym czynnikiem, który dotychczas nie był tak istotny, są technologie i modele, na których opierają się współczesne finanse. Ich zawodność może być iskrą, która spowoduje pożar.

- Rozwijając wybrane wątki makroekonomiczne, podkreślić należy ogromną skalę długów publicznych i to że rządowe papiery wartościowe są źle wyceniane, tzn. nie można traktować ich jako pozbawionych ryzyka. Banki centralne będą zaś musiały jakoś pozbyć się wątpliwych instrumentów finansowych, które nabyły w ramach polityki luzowania ilościowego. Jeśli tego nie zrobią, trudno będzie im m.in. po raz kolejny przywrócić zaufanie na rynku w czasie przyszłego kryzysu.

- Pamiętać należy ponadto, że u źródeł kryzysów finansowych leżą też chciwość uczestników rynków finansowych oraz brak wystarczającej wiedzy finansowej wśród społeczeństw. Chciwość jest w zasadzie praprzyczyną wszystkich kryzysów i wynika z natury ludzkiej, na którą regulacje ostrożnościowe nie mają większego wpływu.

Prof. Leokadia Oręziak - kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie:

- Ryzyko dotyczące takiego kryzysu jest coraz większe, a najbardziej prawdopodobne jego źródło to Stany Zjednoczone. Wynika to z ciągle kluczowej roli tego kraju w gospodarce światowej, handlu międzynarodowym oraz na międzynarodowych rynkach finansowych. Występująca przez długi czas po kryzysie z 2008 r. polityka niskich stóp procentowych Fed, a także innych banków centralnych, przyczyniła się do znacznego wzrostu cen akcji i osiągnięcia przez nie poziomu przewartościowania bliskiego temu, jaki występował w okresie przedkryzysowym.

- Istotnym czynnikiem ryzyka związanego z gospodarką Stanów Zjednoczonych jest silne uzależnienie firm od finansowania długiem. Bardziej znaczący wzrost stóp procentowych może istotnie pogorszyć ich bilanse, a w rezultacie wpłynąć też na sytuację banków. Podobne skutki mogą wyniknąć z wysokiego zadłużenia gospodarstw domowych, gdyż dalej działa czynnik o charakterze fundamentalnym, który przyczynił się także do kryzysu finansowego z 2008 r., a mianowicie postępujący, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, wzrost nierówności społecznych, skutkujący coraz większym zadłużeniem szerokich rzesz społeczeństwa. Przeprowadzona niedawno w Stanach Zjednoczonych redukcja podatków dla firm silnie wzmocni ten proces, zwiększając ich zyski oraz dochody akcjonariuszy. 

- W efekcie coraz silniejsza pozycja dochodowa i majątkowa najzamożniejszych osób, osiągana kosztem reszty społeczeństwa, oznacza istnienie jeszcze większego ryzyka niż przed kryzysem z 2008 r. Zarzewie kolejnego kryzysu tkwi także w stopniowym łagodzeniu przez obecną administrację ograniczeń wprowadzonych po tym kryzysie wobec banków i innych instytucji finansowych.  

Prof. Witold Orłowski - były doradca prezydentów: Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, a obecnie Andrzeja Dudy, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula:

- Ja wcale nie jestem pewien, czy ten kryzys (z 2008 roku - przyp. red.) już się naprawdę skończył. Trzeba pamiętać, że jego skutkiem było wydrukowanie ogromnej ilości taniego pieniądza, który np. został wykorzystany w krajach rozwijających się, choćby w Turcji, gdzie obserwujemy problem nadmiernego zadłużenia, podobnie jak w Chinach. Wcale nie jest powiedziane, że nie czeka nas kolejna fala tego samego kryzysu, a nie nowego, w momencie kiedy kraje rozwijające się zaczną bankrutować. Będzie to trzecia fala kryzysu. 

- Już mieliśmy taką sytuację, w roku 2010-2011, że wydawało się, iż wzrost powrócił, kryzys się kończy, a tymczasem wpadła w turbulencje strefa euro - to była druga faza tego samego kryzysu. Myślę, że cały czas mamy do czynienia z sytuacją, w której problemy wciąż nie zostały rozwiązane. Sądzę, że jeśli by doszło do trzeciej fazy kryzysu, to ona nie będzie dla nas tak bolesna jak dwie pierwsze. Przede wszystkim dlatego, że ona jest jednak spodziewana, a po drugie, problemy występują głównie w krajach rozwijających się. 

Prof. Andrzej Szahaj - filozof, dziekan Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu:

- Kolejny kryzys to sprawa przesądzona. Pytanie tylko kiedy. Tym razem będzie jednak gorzej, ponieważ trudno będzie powtórzyć operacje ratunkowe, jakie miały miejsce w 2008 roku.

- Trudno powiedzieć, od czego się zacznie i gdzie, w zglobalizowanym świecie może to być wszędzie. Najgroźniejsze i najbardziej prawdopodobne jest jednak załamanie giełdy w USA (ewidentnie narasta na niej bańka spekulacyjna), upadek systemu chińskiego m.in. pod ciężarem wewnętrznych długów lub ostateczne posypanie się Unii Europejskiej z powodu całkowitego wyjścia jeszcze jednego kraju (Włochy?) lub opuszczenie przez jakiś kraj unii walutowej (Grecja?). Nie bez znaczenia mogą okazać się także zmiany klimatyczne i związana z nimi masowa migracja z południa na północ. 

- Generalnie nie zdziwiłbym się, gdyby kapitalizm gargantuiczny po prostu zapadł się pod własnym ciężarem. W każdym razie nie wierzę, aby mógł trwać w tej formie. Jednak każda próba jego kontrolowanej zmiany (a próba taka czy prędzej czy później musi nastąpić, choćby dlatego, że planeta nie wytrzyma dłużej bezwzględnej eksploatacji związanej z dążeniem do wzrostu za wszelką cenę) może wymknąć się spod kontroli, m.in. dlatego, że zbyt dużo sił zaangażowanych jest w jego trwanie, a z drugiej strony poziom frustracji w wielu warstwach społecznych krajów rozwiniętych wciąż narasta, czego widomym znakiem są obecne turbulencje polityczne w wielu krajach zachodnich (w innych krajach poczucie niesprawiedliwości obecnych stosunków ekonomicznych też wcale nie maleje, choć niektóre z nich stały się ewidentnymi beneficjentami procesów globalizacji, jak np. Chiny). Konfrontacja obrońców status quo i dążących do jego zmiany może okazać się bardzo niebezpieczna. 

Czytaj więcej na temat kryzysu z 2008 roku:

10 lat kryzysu. Powracająca melodia

Rozmowa z byłym pracownikiem Lehman Brothers

Dokarmianie potwora. Komentarz