Reklama

Reklama

Wzrost liczby chorych w Polsce. Rzecznik MZ komentuje

Polska ma jeden z najwyższych wskaźników skuteczności wykrywania wirusa SARS-CoV-2 - zauważył rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Natomiast najbardziej miarodajną daną wskazującą na to, jak w danym kraju przebiega epidemia jest wskaźnik hospitalizacji i wykorzystania respiratorów, a nie liczba testów - dodał.

"Bardziej miarodajną daną niż liczba wykonywanych testów przy ocenie rozwoju epidemii jest liczba zajętych łóżek w szpitalach oraz liczba chorych przebywających pod respiratorami" - powiedział PAP Andrusiewicz. Przypomniał, że w Polsce liczba hospitalizowanych osób utrzymuje w granicach 2 tys., a przebywających pod respiratorem waha się w okolicach 80 osób.

Podkreślił też, że testy wykonywane w Polsce w sposób efektywny wykrywają chorych.

Reklama

"Jeżeli ktoś mówi, że wykonujemy mało testów, to odpowiadam, że jesteśmy jednym z tych państw europejskich, które ma najwyższy poziom efektywności wykonywanych testów. Chodzi o to, że są one najczęściej trafionymi testami w UE" - powiedział.

W piątek wykonano ponad 21 tys. testów na obecność koronawirusa. Najwięcej testów, od początku tego tygodnia przeprowadzono w czwartek - ponad 22,1 tys., najmniej w poniedziałek - ponad 12,6 tys. Ogółem przebadano dotąd 3 mln 81 tys. 867 próbek pobranych od 2 mln 957 tys. 30 osób. Dodatkowo potwierdzono w piątek 757 nowych zakażeń. Łącznie od poniedziałku zdiagnozowano 3 176 nowych chorych i zanotowano 82 zgony, czyli wykryto o 948 więcej chorych i zanotowano o 33 zgonów więcej niż w tym samym okresie tydzień wcześniej.

Rzecznik o wzroście liczby chorych

Rzecznik komentując aktualne statystyki powiedział, że wzrost liczby chorych we wrześniu jest naturalnym następstwem tego, że wracamy do normalnej aktywności po wiosennej izolacji, i jeśli dochodzi do zakażeń, to nie są to duże ogniska i raczej rozsiane.

"Jest to sytuacja naturalna, którą przewidywaliśmy. Po wakacjach wróciliśmy do pracy, do zajęć, spotykamy się na ulicach i to nie na zasadach, jakie były w czerwcu. Nie ma już lockdownu. Kraj żyje, funkcjonuje. Nasze wrześniowe kontakty są znacznie inne niż na wiosnę, niż w wakacje. Naturalnym jest więc, że w takiej sytuacji będzie dochodzić do większej liczby zakażeń" - wyjaśnił.

Dodał też, że nie mamy dużo zakażeń wśród dzieci. "Dominują zakażenia wśród osób w sile wieku i starszych. Jeżeli pojawia się zakażenie u dziecka, to najczęściej jest bezobjawowe i trudne do wychwycenia. Dlatego nie spodziewamy się, że w szkołach będziemy mieli duże ogniska zakażeń" - powiedział.

Równocześnie zauważył, że chodzi teraz nie o zniwelowanie do minimum zachorowań, ale szybką reakcję na pojawiające się zakażenia i sprawne izolowanie osób, które są zakażone oraz wysyłanie na kwarantannę osób, które miały styczność z taką osobą.

"Ta walka skupia się teraz na punktowych reakcjach, czyli tam, gdzie pojawiają się zakażenia, pojawia się też reakcja z naszej strony. Na pewno przy tej aktywności, którą teraz mamy nie jesteśmy w stanie uniknąć zakażeń. Musimy nauczyć się z tym żyć i nauczyć się walczyć z koronawirusem" - powiedział.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje