Reklama

Reklama

Wszystkich Świętych. Psycholog: Każdy może zostać nieświadomym zabójcą

Wszystkich Świętych jutro. Na cmentarzach zaczął się spory ruch. - Pamiętajmy o tym, że ze względu na pandemię nadal obowiązują obostrzenia epidemiczne, a na cmentarz musimy popatrzeć jak na miejsce, na które nie powinniśmy trafić, albo przynajmniej trafić tam jak najpóźniej – powiedział psycholog Mariusz Zbigniew Jędrzejko. I dodał, że każdy może zostać nieświadomym zabójcą.

Jak podkreśliła profesor Małgorzata Polz-Dacewicz, kierowniczka Zakładu Wirusologii z Laboratorium SARS Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, każdego dnia rośnie liczba zakażeń COVID-19, a "wariant Delta, który teraz się szerzy, jest wirusem niezmiernie zakaźnym i bardzo łatwo się przenosi z człowieka na człowieka".

"Jeżeli bylibyśmy na cmentarzu w odstępach co najmniej pięciometrowych od siebie, to można by było powiedzieć, że jesteśmy bezpieczni. Ale zwykle na Wszystkich Świętych między grobami jest tłok, przeciskamy się przez tłum, potem spotykamy się przy mogiłach bliskich z rodziną. Nikt nie myśli o zachowywaniu dystansu" - oceniła wirusolog. I dodała, że dla swojego dobra powinniśmy na to zważać i zachowywać się tak, żeby nie narażać się na zakażenie. Nawet wówczas, jeśli jesteśmy w pełni zaszczepieni, bo "szczepienie nie chroni w 100 proc. przed zachorowaniem".

Reklama

Epidemia. "Sytuacja wciąż jest poważna" 

"Taką mamy porę roku, jaką mamy, po wizycie na cmentarzu w domach często odbywają się rodzinne spotkania. Jeżeli w jednym pomieszczeniu skupimy kilka czy nawet kilkanaście osób, ryzyko zakażenia znacznie wzrośnie - ostrzegła ekspertka. I dodała: "sytuacja jest na tyle poważna, że każdy powinien sobie wziąć to do serca, i jeżeli nie zależy mu na innych ludziach, to powinien unikać takich sytuacji z czystego egoizmu - żeby nie narazić siebie" - dodała Polz-Dacewicz.

Niektóre osoby obawiają się - co podniósł Daniel Dziewit, psychoterapeuta z Akademii Logoterapii im. Victora Frankla - że nasza ostrożność może zostać źle odebrana przez rodzinę i znajomych. Ale, jak podkreślił, to, że zachowamy dystans wobec bliskich i nie będziemy się wylewnie witać podczas spotkania nie oznacza, "że jesteśmy panikarzami i wpadliśmy w psychozę strachu w związku z koronawirusem".

"To wyraz szacunku wobec rodziny i dbałość o ich i nasze zdrowie" - powiedział Dziewit. Jest zdania, że wobec pandemicznego zagrożenia nic się nie stanie, jeśli nie będziemy uczestniczyć w uroczystościach religijnych, które gromadzą rzesze ludzi. "Nie ma co kozaczyć i udawać, że pandemia nas nie dotyczy. Zmarłym nie zależy na tym, żebyśmy do nich jak najszybciej dołączyli" - powiedział Dziewit.

Presja ze strony rodziny. Co robić? 

Psycholog Mariusz Zbigniew Jędrzejko zaznaczył, że w kontekście 1 listopada "na cmentarz powinniśmy spojrzeć jako na miejsce, na które nie powinniśmy trafić, albo przynajmniej trafić tam jak najpóźniej". "Natura życia człowieka jest taka, że już się nigdy więcej nie urodzi, stąd musimy postrzegać rzeczywistość nie tylko w perspektywie "ja", ale także tego, że to właśnie ja mogę być nieświadomym zabójcą drugiego człowieka" - powiedział. 

Dlatego, jak zauważyła psycholog z Instytut Wsparcia Psychologicznego Dorota Minta, jeżeli czujemy presję ze strony rodziny czy znajomych żeby witać się wylewnie, przytulać to "najlepiej pod razu mówić wprost, że w tym roku się nie witamy i stoimy w odległości".

"Jeżeli mamy możliwość, to uprzedzajmy się o swoich wizytach na cmentarzu. Uprzedzenie jest lepsze, niż reagowanie nerwowe czy uciekanie przed uściskiem" - podkreśliła Minta i dodała, że najlepiej poprosić starsze osoby z rodziny, aby nie przytulały i nie całowały też dzieci. "Przekazujmy, że robimy to nie dlatego, że jesteśmy "zfoszonymi wyznawcami covida", ale z troski o nich. Takie słowa są bardzo ważne" - dodała Minta.

"Podczas odwiedzin grobów naszych bliskich pamiętajmy o słowach polskiego filozofa Romana Ingardena, który powiedział: bądź odpowiedzialny za siebie, bądź odpowiedzialny przed sobą, bądź odpowiedzialny za swoje czyny, bądź odpowiedzialny za konsekwencje swoich czynów" - podsumował Jędrzejko.


Reklama

Reklama

Reklama