Reklama

Reklama

We Wrocławiu może zabraknąć lekarzy i pielęgniarek. Będą przymuszani do pracy?

"Co z tego, że będziemy mieli sprzęt, skoro nie będzie miał go kto obsłużyć" - mówi prof. Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego szpitala przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu. Dlatego wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski zaapelował o zgłaszanie się lekarzy, pielęgniarek, położnych i fizjoterapeutów. Czy personel medyczny będzie przymuszany do pracy? - pyta "Gazeta Wrocławska".

Problem z personelem w szpitalach pojawia się nie tylko dlatego, że chorych przybywa. Coraz mniej jest też lekarzy i pielęgniarek zdolnych do pracy, bo sami masowo zakażają się koronawirusem - przypomina gazeta. I podaje przykłady.

Szpital przy ul. Fieldorfa we Wrocławiu wstrzymał przyjęcia na oddziały zabiegowe, bo anestezjolodzy są objęci kwarantanną. Szpital w Bolesławcu, jednoimienny, przestał już przyjmować zakażonych koronawirusem, ponieważ skończyły się dla nich miejsca. Dotychczas były na oddziale chirurgii, ale musiał on zostać zamknięty, gdy na kwarantannę trzeba było odesłać cały personel. Okazało się, że aż 13 osób jest zarażonych koronawirusem.

Reklama

Z kolei w Oleśnicy zamknięto wszystkie szpitalne oddziały, oprócz ginekologiczno-położniczego, po tym, jak pacjentów badał w izbie przyjęć lekarz zakażony koronawirusem.

"Sytuacja jest jednak dynamiczna, mamy stan epidemii i musimy zabezpieczać się na różne sytuacje, wiedząc, że w przypadku zakażenia lub podejrzenia zakażenia jednej osoby dochodzi czasem do wyłączenia z pracy nawet kilkudziesięciu pracowników medycznych. Chcemy mieć rezerwy kadrowe i zabezpieczać placówki medyczne oraz pacjentów na takie sytuacje" - mówi Aleksandra Osman, rzeczniczka wojewody.

Dlatego wojewoda czeka na zgłoszenia do końca dnia w poniedziałek, 20 kwietnia. Co w sytuacji, gdy chętnych nie będzie? Urząd wojewódzki nie odpowiedział "Gazecie Wrocławskiej" na to pytanie.

Przypomnijmy, że w ostatnich dniach w związku z epidemią koronawirusa wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł wydał decyzje o skierowaniu do szpitali i placówek opiekuńczych dodatkowego personelu medycznego. Media informowały, że wśród nich znalazły się osoby, które - zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi - nie powinien objąć taki nakaz. To m.in. o samotne matki, osoby przebywające na urlopach macierzyńskich, przewlekle chore czy takie, które ukończyły 60. rok życia. Gdy niektóre z nich nie stawiły się do pracy, zostały na nie nałożone kary od 5 do 10 tys. zł. Decyzje wojewody wywołały kontrowersje.

W piątek Radziwiłł zadeklarował, że w przypadku, gdy osoba skierowana do pracy w szpitalu lub innej placówce podlega przewidzianym w ustawie wyłączeniom, będzie uchylał swoją decyzję.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje