Reklama

Reklama

Sprzeciw pracownika ws. weryfikacji szczepień. Niedzielski o tym, czy można stracić pracę

Minister zdrowia Adam Niedzielski rozwiewał wątpliwości dotyczące tzw. ustawy Hoca, która pozwoli na weryfikację szczepień przez pracodawców. Pytany, co realnie pracodawca może zrobić z buntującym się pracownikiem, odparł, że "oczekiwanie okazania testu jest prawem pracodawcy, ale ze względu np. na specyfikę pracy, nie każdy pracodawca może tego żądać". W razie sprzeciwu nie będzie jednak mógł nikogo zwolnić.

- Absolutnie te rozwiązania nie są przewidziane. Nie będzie żadnych inwazyjnych przepisów pod względem bezpieczeństwa utrzymania stosunku pracy - zapowiedział minister zdrowia w dogrywce "Gościa Wydarzeń" w Interii.

Chodzi o budzący kontrowersje, również wśród części posłów PiS, projekt ws. weryfikacji szczepień przez pracodawcę, który złożyła grupa posłów PiS z posłem Czesławem Hocem na czele. We wtorek trafił on do Sejmu, a w czwartek w komisji zdrowia miało miejsce jego pierwsze czytanie. 5 stycznia odbędzie się publiczne wysłuchanie projektu.

Reklama

Adam Niedzielski mówił też o szczepieniach najmłodszych przeciw koronawirusowi. Jak zauważył w IV fali "liczba zakażeń zakażeń i cięższych przebiegów jest większa niż w poprzednich". Przytoczył najnowsze dane, według których od początku pandemii zmarło 160 pacjentów w wieku do 18. roku życia, wśród których "zdecydowanie więcej" było zakażonych przez wariant Delta. 

- To był dodatkowy impuls, argument, żeby teraz zająć się szczepieniem dzieci. One w zasadzie ruszyły w tym tygodniu. Mamy już ponad 170 tys. zarejestrowanych terminów , a liczba zaszczepionych najmłodszych wynosi 22 tys. z ogółu uprawnionych ponad 2,5 mln dzieci. - Liczę na poczucie odpowiedzialności oraz na to, że przekona ich ta kwestia zagrożenia zdrowia i życia z powodu wariantu Delta i tego co się do nas zbliża - zaznaczył Niedzielski. 

Adam Niedzielski a wariat Omikron: Wzrost zakażeń na przełomie stycznia i lutego

Można liczyć się - na przełomie stycznia i lutego - z ryzykiem wzrostu zachorowań z powodu tego, że omikron stanie się wtedy wariantem dominującym w Polsce - stwierdził Adam Niedzielski.

Pytany przez Marcina Fijołka o ew. wzmocnienie restrykcji w Polsce z powodu nowego wariantu odparł, że "dosyć niewiele wiadomo na temat Omikronu". - Większość zdań i opinii z jakimi spotykamy się internecie, to hipotezy, niepotwierdzone w sensie badawczym, bez konkretnych wyników wspierających je. Widać wyraźnie, że ta zakaźność jest jednak większa - stwierdził.

Odnosząc się do prognoz, że Omikron może okazać się łagodniejszy i skutkować mniejszą liczbą hospitalizacji, przypomniał, że podobne dyskusje toczyły się rok wcześniej i dotyczyły wariantu brytyjskiego.

- To kwestia tygodni, miesiąc, byśmy mogli z większym przekonaniem powiedzieć, co nam grozi - zaznaczył Adam Niedzielski. Dodał, że zazwyczaj "upływa od dwóch do czterech miesięcy, zanim nowy wariant będzie dominujący w danym kraju, więc odbicie w kwestii zakażeń spodziewane jest w Polsce na przełomie stycznia i lutego - wyjaśnił szef resortu zdrowia. 

W programie poruszono też wątek zgłaszanych problemów z dostępnością leków stosowanych w pandemii: remdesiviru czy tocilizumabu - chroniącego przed wstrząsem cytokinowym. 

- Mamy systematycznie składane zamówienia na ten lek. Teraz mamy nieco zmniejszoną liczbę hospitalizowanych pacjentów, w ciągu 4 dni ich spadła o blisko 1000, więc to apogeum mamy chyba już za sobą. O ile we wszystkich fazach pandemii poziom leków był wystarczający, to teraz może są jakieś miejscowe kłopoty, ale nie jest to problem systemowy, bo poziom zapotrzebowania spada - odparł Niedzielski.

Amantadyna a COVID-19. Niedzielski tłumaczy

Pytany o skuteczność Amantadyny w leczeniu COVID-19 wyjaśnił, że "trzeba wyklarować dwie rzeczy". 

- Były przesłanki pod kątem badawczym, by zająć się tym, czy ten lek może się sprawdzić w leczeniu klinicznym chorych. Niestety, badania nie dają na razie żadnych potwierdzeń, że tak jest. Minister Warchoł czy inne wypowiadające się na ten temat osoby, być może nie znają specyfiki badań naukowych dot. substancji leczących i samego procesu leczenia klinicznego. To że coś ma potencjał, nie oznacza, że jest dobre w stosowaniu. Były przesłanki, by zbadać ten lek, ale nie żadnych dowodów, by stwierdzić że jest on skuteczny - wyjaśnił szef resortu zdrowia. 

Przekazał też, że nie będzie dodatków covidowych dla diagnostów i pracowników niemedycznych. Stopniowo wycofujemy się ekstraordynaryjnych rozwiązań, stosowanych na początku pandemii. Dodatki są przeznaczone tylko dla osób, które w kombinezonach zajmują się chorymi. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje