Reklama

Reklama

"Śniadanie w Polsat News i Interii". Politycy rozmawiali o sytuacji epidemicznej w Polsce

- W momencie, gdybym zaczęła przechodzić chorobę źle, to mogłoby się okazać, że przez pięć godzin jeżdżę po Warszawie i nikt mi nie może udzielić pomocy - powiedziała w "Śniadaniu w Polsat News i Interii" zakażona koronawirusem Beata Maciejewska z Lewicy. - Szczepienia będą teraz na tak masową skalę, że każdy, kto będzie chciał, będzie mógł się zaszczepić - obiecywał z kolei Artur Soboń z PiS.

Gośćmi Piotra Witwickiego w świątecznym "Śniadaniu w Polsat News i Interii" byli: Paweł Kowal (KO), Artur Soboń (PiS), Beata Maciejewska (Lewica), Adam Jarubas (PSL), Jan Strzeżek (Porozumienie) i Robert Winnicki (Konfederacja). 

W programie poruszono temat sytuacji epidemicznej w Polsce oraz zamieszaniu w programie szczepień.

Posłanka Lewicy o swoim zakażeniu

Posłanka Beata Maciejewska z Lewicy przyznała, że jest chora na COVID-19. Przyznała, że zaraziła się mimo przestrzegania obostrzeń, ponieważ jedna z osób w pomieszczeniu, do którego weszła, nie miała założonej maseczki. Maciejewska powiedziała, że zakażenie przechodzi łagodnie. 

Reklama

- W momencie, gdybym zaczęła przechodzić chorobę źle, mieć duszności, to mogłoby się okazać, że przez pięć godzin jeżdżę po Warszawie i nikt mi nie może udzielić pomocy, bo wszystkie miejsca są zajęte. Z drugiej strony słyszymy, że szczepienia są otwarte, mamy wolne miejsca i można się zaszczepić dziś albo jutro. To znaczy, że system nie działa - on jest zatkany i nie jest zarządzany - skomentowała. 

- Po mojej sytuacji widzę, że leczę się sama. Nikt nade mną nie czuwa, nie mam opieki lekarskiej, wiem tylko, że muszę być w izolacji. Nikt doradza, w jaki sposób mogę sobie pomóc, jakie brać leki, witaminy, czy co robić. Ludzie potrzebują to wiedzieć, bo to jest choroba. Nie wystarczy człowieka odizolować i powiedzieć: "albo przeżyję albo nie" - podsumowała.

Szczepienie Hołowni i obietnica polityka PiS

W ubiegłym tygodniu uruchomiona została rejestracja dla 40-latków, którzy otrzymali kwietniowe terminy. Minister Michał Dworczyk tłumaczył to "błędem systemu". Ze szczepienia skorzystał 44-letni Szymon Hołownia, który zapewnia, że pytał o możliwość przesunięcia swojego terminu.

- To rzeczywiście jest tak, że część osób zostało błędnie zarejestrowanych, za co przepraszamy. Pojawiło się pół miliona wolnych miejsc, wiec odblokowała się możliwość szczepienia tych, którzy wyrazili chęć dużo wcześniej - powiedział Artur Soboń z PiS.

- Czas na młodsze osoby i bardziej elastyczne zasady. Te szczepienia będą teraz na tak masową skalę, że każdy, kto będzie chciał, będzie mógł się zaszczepić - dodał.

Inni politycy też się zaszczepili

- Trzeba dawać przykład i pokazywać, że trzeba się szczepić - powiedział Paweł Kowal (KO), który zaszczepił się jako wykładowca akademicki.

Prowadzący program Piotr Witwicki stwierdził, że za podobną decyzję Zbigniew Giżyński (PiS) był przez polityków opozycji krytykowany. 

- Ja wykonałem tylko polecenie moich przełożonych. Każdy, kto dostaje wezwanie od pracodawcy powinien się szczepić. - powiedział Kowal. 

Do przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19 przyznał się również Adam Jarubas z PSL. On również skorzystał z możliwości przyjęcia preparatu jako wykładowca. 

- Wydaje mi się, że to rząd, projektując system szczepień, układa kolejność poszczególnych grup. Rolą profesorów nie jest ocena tego, czy maja prawo do szczepień. To rząd ponosi odpowiedzialność za kształt tego systemu. W przypadku dopuszczenia grupy młodszych osób, to unaoczniło pewien chaos. Same komunikaty Michała Dworczyka i Adama Niedzielskiego są sprzeczne - przyznał Jarubas.

Ładowanie...
Ładowanie...

Spór o to, kto powinien szczepić

- Gdy zmagaliśmy się z pierwszą falą, eksperci Porozumienia, minister Maksymowicz i poseł Sośnierz, prezentowali plan "Bezpieczny Obywatel". Zwracaliśmy uwagę na to, że testowanie powinno być powszechne, a szczepić powinna jak największa liczba osób - powiedział Jan Strzeżek (Porozumienie). 

Zapytany o możliwość szczepień w aptekach Strzeżek przyznał, że jest za realizacją tego pomysłu. - Jeśli tylko apteki będą w stanie udźwignąć ten ciężar, to róbmy to - skomentował.

Innego zdania był przedstawiciel Konfederacji, Robert Winnicki. 

- Byłbym ostrożny z poszerzeniem tej listy szczepiących. Szczepienie powinno być poprzedzone badaniem lekarskim, sprawdzeniem stanu zdrowia pacjenta. Konkretny lekarz bierze odpowiedzialność za pacjenta - powiedział Robert Winnicki.

Poseł przyznał rację posłance Lewicy, komentując sytuację w ochronie zdrowia.

- Problemem jest, że nie mamy wdrożonych procedur postępowania i leczenia chorych na COVID-19. Ludzie są pozostawieni samym sobie. Lekarz na teleporadzie życzy "dużo zdrowia" i to wszystko - skomentował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje