Reklama

Reklama

Restrykcje dla gastronomii potrwają dłużej niż dwa tygodnie?

- Obawiam się, że nowe restrykcje dla branży gastronomicznej związane z koronawirusem nie skończą się na dwóch tygodniach - mówi doradca zarządu Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz. - Pomoc państwa dla tej branży powinna zależeć od rodzaju działalności - dodaje.

W piątek premier Mateusz Morawiecki poinformował o kolejnych obostrzeniach, jakie będą wprowadzone w związku z rosnącą liczbą zakażonych koronawirusem. Dotyczą one m.in. gastronomii. 

Reklama

Lokale gastronomiczne od soboty nie mogą prowadzić działalności tak, jak dotychczas. Mogą wydawać jedynie dania na wynos przez dwa tygodnie. Ten termin może jednak zostać wydłużony.

"Sytuacja się zaogniła"

Mordasewicz podkreślił, że kolejne obostrzenia dla branży gastronomicznej stawiają ją w bardzo trudnej sytuacji, "nawet beznadziejnej". - Obawiam się, że na dwóch tygodniach to się nie skończy, bo sytuacja w związku z koronawirusem się zaogniła - powiedział.

Według eksperta zapowiadana pomoc finansowa nie może być już "rozpraszana na wszystkich". - Do tej pory wsparcie było udzielane wszystkim przedsiębiorcom ze wszystkich branż. W tej chwili restauratorzy powinni dostać finansowe wsparcie jako sektor szczególnie zagrożony - podkreślił.

"To uderzenie w branżę turystyczną"

Mordasewicz zwrócił jednak uwagę, że jeśli pomoc finansowa popłynie do branży gastronomicznej, to powinna być ona zróżnicowana w zależności od rodzaju prowadzonego przedsiębiorstwa. 

- Są różne typy restauracji i część z nich już dziś nastawiona jest głównie na dostarczanie pożywienia dla swoich klientów, jak np. pizzerie. Takie biznesy znacznie lepiej sobie poradzą niż inne 'stacjonarne' restauracje - wskazał.

Doradca zarządu Lewiatana dodał, że problem będą miały restauracje hotelowe. - Niefunkcjonowanie ich to praktycznie też zamknięcie hotelu, a to uderzenie w branżę turystyczną - zaznaczył. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje