Reklama

Reklama

Prof. Robert Flisiak: Sytuacja jest naprawdę zła. W niektórych regionach może zabraknąć łóżek

- Sytuacja jest naprawdę zła i grozi nam to, że w woj. podlaskim i lubelskim - być może częściowo mazowieckim - zabraknie wkrótce łóżek dla innych chorych - ostrzegał w Polsat News prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych i członek Rady Medycznej.

Prof. Robert Flisiak został w Polsat News zapytany, czy Rada Medyczna przy premierze dyskutuje o pogarszającej się sytuacji epidemicznej. - Ostatnio nie mieliśmy okazji rozmawiać, w zasadzie to jest monolog z naszej strony i jesteśmy już trochę zniechęceni - odparł.

Lockdown? Obostrzenia? Działania są konieczne, ale nie są wdrażane

- Od miesięcy mówimy o konieczności wdrożenia pewnych działań, ale one nie są wdrażane. Mamy przykłady innych krajów (Włochy, Francja - red.) które doskonale sobie poradziły. Oczywiście nie obyło się to bez protestów i różnych reakcji. Ale sytuacja jest naprawdę zła i grozi nam to, że woj. podlaskim i lubelskim - być może częściowo mazowieckim - zabraknie wkrótce łóżek dla innych chorych - stwierdził prof. Flisiak. 

Reklama

Odnosząc się do danych o zakażeniach za ostatnią dobę przekazanych w środę przez resort zdrowia - zakażonych było 8 361, a zmarły 133 osoby - prof. Flisiak zauważył, że to było do przewidzenia, bo taki mamy ostatnio trend.  

- Jeżeli ktoś spojrzy na te liczby, to może powiedzieć, że one są niskie w porównaniu do tego, co mieliśmy rok temu, kiedy dobijaliśmy do 20 tys. przypadków, wkrótce potem przekroczyliśmy 30 tys. To prawda, ale to nie jest rozłożone na cały kraj, lecz skoncentrowane praktycznie w dwóch województwach, a nawet - można powiedzieć - w kilkunastu powiatach. Nawet sytuacja w woj. podlaskim nie jest jednorodna. Mamy powiaty, w których liczba zakażeń jest niska - przestrzegał.

Są pewne sygnały optymistyczne

Prof. Flisiak zauważył również , że odsetek zgonów w porównaniu do zidentyfikowanych przypadków jest stosunkowo niższy niż to miało miejsce rok temu. - Są pewne sygnały optymistyczne, które wskazują nam jednoznacznie na efekt szczepień - mówił naukowiec. - To nie powinno budzić wątpliwości, a jeśli ktoś to podważa, to przeczy faktom - dodał.  

Podkreślał jednocześnie, że w niektórych miejscach sytuacja jest znacznie gorsza niż rok temu, bo w przeliczeniu liczby przypadków na liczbę mieszkańców rekordy sprzed roku zostały już przekroczone.

Pytany, czy Rada Medyczna nie zastanawiała się w takim razie nad rekomendowaniem wprowadzenia w niektórych powiatach obostrzeń, prof. Flisiak odparł: - My nie tylko zastanawialiśmy się, my mówiliśmy o tym. Powtarzamy to w kółko do znudzenia, że powinny być podjęte działania, które przede wszystkim egzekwują obowiązujące przepisy, a po drugie wprowadzenie takich zasad, jakie zastosowano skutecznie w innych krajach. Mamy przykład Francji, Włoch, gdzie wprowadzenie paszportów covidowych dało efekty wymierne, natychmiastowe.

Przy okazji we Francji gwałtownie wzrosło zainteresowanie mieszkańców przyjęciem szczepionek. 

"Nie widzę żadnych działań ze strony policji"

- Nie wierzę, że u nas nastąpiłby nagły wzrost zainteresowania szczepieniami, bo doszliśmy do ściany, są osoby, które za wszelka cenę, w zasadzie jako cel życiowy postawiły sobie nie szczepić się - mówił naukowiec. 

Przekonywał jednak, że należy egzekwować nakazy zasłaniania ust i nosa w miejscach, w których gromadzi się wiele ludzi. - Jestem osobą, która nie jest ortodoksem maseczkowym. Ja cały czas mówiłem, że nie ma sensu nosić maseczek w otwartych przestrzeniach, ani w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie mamy "zacisze epidemiczne". Ale w tej sytuacji, w której jesteśmy, w powiatach z dużą liczbą zakażeń, gdzie brakuje już łózek dla wszystkich chorych, tam powinniśmy podjąć zdecydowane kroki - apelował prof. Flisiak.    

- Tymczasem ja nie widzę żadnych działań ze strony policji, straży miejskiej - zauważył. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje