Reklama

Reklama

Prof. Krzysztof Simon przyjął szczepionkę. "Nie jestem samobójcą"

- Wiem, że spotkam się dziś z mailami i SMS-ami: "Mam nadzieję, że już zdechłeś po tym szczepieniu", bo tak działają ruchy antyszczepionkowe, ale zaręczam państwa, że jak do tej pory nie umarłem, a minęło już pół godziny - powiedział w Polsat News prof. Krzysztof Simon, dolnośląski wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych.

Przypomnijmy, pierwszą zaszczepioną w Polsce osobą była naczelna pielęgniarka szpitala MSWiA w Warszawie Alicja Jakubowska.

Szczepienia na COVID-19 rozpoczęły się też w niedzielę późnym popołudniem w Wojewódzkim Szpitali Specjalistycznym im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, największym szpitalu zakaźnym na Dolnym Śląsku. W niedzielę zaszczepionych ma tam zostać zaszczepionych 25 pracowników tej lecznicy.

Reklama

Pierwsi szczepionkę przyjęli m.in. ordynator oddziału zakaźnego prof. Krzysztof Simon, pielęgniarka oddziałowa drugiego oddziału zakaźnego Anna Jędra oraz dyrektor szpitala Janusz Jerzak.

Czytaj też: Szczepienia zaczęły się w całym kraju

Pół godziny po przyjęciu szczepionki prof. Simon rozmawiał z Przemysławem Białkowskim w programie "W rytmie dnia" w Polsat News. - Szczepimy się od 130 lat na rożne choroby. Udało się wyeliminować całą masę chorób zakaźnych, śmiertelnych. To jest kolejne racjonalne posunięcie - podkreślił profesor.

Jak dodał, "nie jestem samobójcą, jestem starszym panem, dla którego ta choroba może przebiegać łagodnie - prawdopodobnie, bo jestem wysportowany - ale może przebiegać ciężko, ze śmiercią".

"Może przekonamy koleją grupę nieprzekonanych"

- Ja zgony tych pacjentów, co jeden, co drugi dzień podpisuję. Ci ludzie mogliby żyć. To jest tragedia tego społeczeństwa. Skoro nie ma innego leku, to w związku z tym trzeba się zaszczepić. To racjonalne, moralnie uzasadnione, a przede wszystkim uzasadnione ekonomicznie, bo kraj niedługo padnie, jak wszyscy będą chorować, a druga część nie będzie mogła dostać się do lekarza, bo łóżka będą zajęte przez zakażonych - tłumaczył prof. Simon.

- Może przekonamy kolejną grupę nieprzekonanych. Wiem, że spotkam się dziś z mailami czy SMS-ami: "Mam nadzieję, że już zdechłeś po tym szczepieniu", bo tak działają ruchy antyszczepionkowe. Zaręczam państwu, że jak do tej pory nie umarłem, a minęło już pół godziny - podkreślił profesor.

Od poniedziałku we wrocławskim szpitalu rozpocznie się szczepienie kolejnych 200 osób w tej lecznicy. - Przed chwilą się zaszczepiłem. Długo czekałem na ten moment, ponieważ jest to początek czegoś nowego - szansa na wyjście z tej nieszczęsnej epidemii. Jestem przekonany, że jeśli wszyscy podjedziemy do tego racjonalnie, to za parę miesięcy będziemy w zupełnie inne sytuacji, jeśli chodzi o zachorowalność - powiedział dyrektor Jerzak.

"Czas najwyższy rozprawić się z epidemią"

Dodał, że w święta w kierowanym przez niego szpitalu zmarło na COVID-19 pięć osób. - Czas najwyższy rozprawić się z epidemią. Wszyscy powinniśmy się szczepić - powiedział.

Wcześnie szczepienia rozpoczęły się w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, gdzie pierwszą dawkę szczepionki w niedzielę otrzyma 50 osób.

10 osób zostało też w niedzielę zaszczepionych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Legnicy. Szczepienia były również prowadzone w Wojewódzkim Centrum Szpitalne Kotliny Jeleniogórskiej w Jeleniej Górze oraz Specjalistyczny Szpital im. dra Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne