Reklama

Reklama

Prof. Ernest Kuchar: Liczba zakażonych nie jest najlepszym wskaźnikiem sytuacji epidemicznej

Liczba zakażonych koronawirusem nie jest najlepszym wskaźnikiem sytuacji epidemicznej - powiedział prof. Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, komentując obecną sytuację związaną z COVID-19 w Polsce. Według eksperta baczniej przyglądać się należy liczbie zajętych miejsc w szpitalach i respiratorów.

We wtorek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 9954 nowych zakażeniach koronawirusem, zmarły 282 osoby. Tydzień temu we wtorek resort przekazał, że nowych zakażeń było 7937 i zmarło 216 osób, a dwa tygodnie temu - 6310 osób i 247 zmarło.

Prof. Ernest Kuchar został zapytany o to, czy możemy mówić już o szczycie tzw. III fali koronawirusa. - Absolutnie trudno mówić o szczycie, będziemy mogli o nim powiedzieć, gdy zobaczymy, że liczba zakażeń będzie spadać. Warto natomiast zwrócić uwagę na ciężkość przebiegu COVID-19, bo zakażenie koronawirusem ma bardzo szeroki zakres objawów - wskazał.

Reklama

- Te 10 tys. zakażeń dzisiaj, a 10 tys. zakażeń w przeszłości może oznaczać zupełnie coś innego - dodał. W jego ocenie należy teraz baczniej przyglądać się liczbie hospitalizacji, zajętych respiratorów i liczbie zgonów. - To są tak naprawdę wskaźniki, które nas interesują. One lepiej oddają ciężkość epidemii niż liczba zakażeń - ocenił.

Z danych resortu zdrowia z wtorku wynika, że dla pacjentów z COVID-19 jest 27 122 łóżek, zajęte są 18 105. Z kolei na 2687 respiratorów dla cierpiących na COVID-19 zajętych jest 1837. - Najbardziej tragiczna sytuacja by była, gdyby się okazało, że nie ma gdzie leczyć chorego pacjenta. Dopóki jest ten zapas, to patrzymy w delikatnym optymizmem w przyszłość - dodał.

Z obserwacji prof. Kuchara w kierowanej przez niego Klinice Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym wynika, że zajęte są wszystkie miejsca covidowe. - Ośrodków leczących dzieci z COVID-19 nie jest wiele. Mimo że uważa się, że dzieci chorują rzadziej, to należy pamiętać, że są też takie, które są bardziej narażone - to dzieci z ciężkimi wadami wrodzonymi czy nowotworami. To głównie one trafiają do nas - dodał.

Ładowanie...

Niedzielski: Jeszcze szczytu nie widzimy

W poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że dynamika przyrostu zleceń na badania wykrywające koronawirusa wystawiane w podstawowej opiece zdrowotnej w ostatnim czasie jest mniejsza niż przy rozpędzaniu się drugiej fali. - Rząd ma dostęp do wiarygodnych modeli matematycznych dotyczących pandemii. Skoro tak mówi pan minister, to jest to powód do optymizmu, ale o szczycie będziemy mówić, jak zacznie się zmniejszać liczba zakażeń. Jeszcze szczytu nie widzimy - dodał.

"Słońce zabija koronawirusa"

Według eksperta z każdym dniem na naszą korzyść zaczynają działać "czynniki sezonowe". - Noc jest coraz krótsza, a dzień coraz dłuższy, co oznacza, że jest coraz cieplej i mamy coraz więcej słońca. A słońce zabija koronawirusa w ciągu kilku minut. Z racji braku wymiany powietrza i promieniowania słonecznego możliwość zachorowania jest wielokrotnie większa w pomieszczeniach zamkniętych, niż na otwartej przestrzeni - podkreślił. Dlatego - w jego ocenie - zachorowań powinno być mniej w maju i później, w okresie wakacyjnym.

"Ruch w bardzo dobrym kierunku"

Od poniedziałku osoby szczepione przeciw COVID-19 będą miały ustalany termin drugiej dawki według nowego schematu, z wydłużonymi odstępami między iniekcjami - powiedział w poniedziałek rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

- To jest ruch w bardzo dobrym kierunku - ocenił prof. Kuchar.

- W przypadku szczepień pierwsza dawka zapewnia ponad 50 proc. skuteczności i łagodzi przebieg choroby, a to oznacza mniejszą liczbę zgonów i hospitalizacji. Najistotniejsze z punktu widzenia szczepienia dwudawkowego jest podanie pierwszej dawki. Opóźni uzyskanie pełnej odporności, ale szybciej zaszczepiona zostanie dwa razy większa liczba osób - powiedział.

Ładowanie...
Ładowanie...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy