Reklama

Reklama

Prof. Andrzej Matyja: Szczyt epidemii może nastąpić w dniu wyborów

"Może być tak, że z opóźnieniem, ale jednak, doprowadzimy do sytuacji włoskiej czy hiszpańskiej" - alarmuje w rozmowie z TVN24 prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja. - Nie widać żadnych zmian, by zmniejszała się liczba zachorowań dziennych, a wręcz odwrotnie - dodaje.

W sobotę (6 czerwca) odnotowano w Polsce największy dobowy przyrost liczby zakażeń koronawirusem od początku epidemii (576). Był to jednocześnie dzień, w którym w ramach czwartego etapu luzowania obostrzeń otwarto ponownie kina, kluby fitness, parki rozrywki, baseny, sale zabaw i siłownie.

W niedzielę rano (7 czerwca) Ministerstwo Zdrowia poinformowało o kolejnych 263 zakażeniach w naszym kraju. Ponad 200 przypadków odnotowano tylko w jednym ognisku epidemii - kopalni Zofiówka na Śląsku. Z powodu COVID-19 zmarły też dwie kolejne osoby. Tym samym liczba zdiagnozowanych przypadków koronawirusa wzrosła do 26 249, a zgonów do 1 155. Wyzdrowiało 12 855 pacjentów.

Reklama

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: Nie widać żadnych zmian

Sobotnie dane o nowych zakażeniach skomentował w rozmowie z TVN24 prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja.

"Przebieg epidemii w naszym kraju w postaci bardzo wysokiej dziennej zachorowalności, ale w postaci prostej, był niebezpieczny, bo świadczy o tym, że chyba źle sobie radzimy w walce z epidemią. Nie widać żadnych zmian, by zmniejszała się liczba zachorowań dziennych, a wręcz odwrotnie" - powiedział.

W związku z tym - jak podkreślił prof. Matyja - "zniesienie restrykcji jest nie tylko niezrozumiałe, ale i nieodpowiedzialne" i może spowodować, że szczyt zachorowań w Polsce jest dopiero przed nami. "Nie jestem wróżbitą, ale może tak być, że z opóźnieniem, ale jednak, doprowadzimy do sytuacji włoskiej czy hiszpańskiej" - zaalarmował.

Ładowanie...

Kampania wyborcza w pełni

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej przyznał też w rozmowie z TVN24, że jest "przerażony" w związku z trwającą kampanią prezydencką w Polsce i spotkaniami kandydatów z wyborcami.

"Obawiam się, że szczyt epidemii może nastąpić tuż przed albo w dniu wyborów, bo taki jest okres mniej więcej pojawiania się objawów koronawirusa" - oświadczył prof. Matyja.

Przypomnijmy, że kampania wyborcza przed rozpisanymi na 28 czerwca wyborami ruszyła oficjalnie w środę (3 czerwca). Kandydaci na prezydenta RP jeżdżą po Polsce i spotykają się z mieszkańcami poszczególnych regionów czy miast.

"Każdy kandydat ma swoich wyborców, każdy chce pokazać się z dobrej strony, ale trzeba naprawdę zachować ostrożność. Możemy doprowadzić do tego, że tuż przed wyborami okaże się, że te wybory nie będą możliwe (do przeprowadzenia - red.) w sposób rutynowy, w lokalach wyborczych" - ostrzegł prezes NRL.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy