Reklama

Reklama

Problemy ze szczepionkami w Gdańsku. Dworczyk tłumaczy

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku poinformowało, że od środy zawieszony będzie jeden z punktów szczepień. Powodem ma być mniejsza dostawa szczepionki Pfizer. Michał Dworczyk wyjaśnił, że punkt nie był zainteresowany szczepionkami AstraZeneca, a pacjentów umawiano, mimo braku potwierdzonych dostaw. Szef KPRM poinformował także, że zauważalna jest grupa osób, która mimo przyjęcia pierwszej dawki, nie zgłasza się po drugą.

We wtorek Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku poinformowało, że od środy zawieszony będzie punkt szczepień ul. Dębowej 21 w Centrum Sportu GUMed. Powodem - jak napisano na oficjalnym profilu UCK w mediach społecznościowych - jest brak dostaw szczepionki Pfizer "w liczbach koniecznych do prowadzenia szczepień w tym tygodniu".

Do końca maja szczepienia preparatem Pfizer będą kontynuowane jedynie w przypadku dwóch terminów. Jesteśmy gotowi w każdej chwili wznowić działalność, jak tylko otrzymamy szczepionki" - napisano.

"Umówieni bez potwierdzonych dostaw"

Dworczyk podczas środowej konferencji pytany był o problemy ze szczepionkami w Gdańsku.

Reklama

Minister przyznał, że nie zna szczegółów sprawy, ale rozmawiał o niej z prezydent Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz oraz krótko z prezesem Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS) Michałem Kuczmierowskim.

- Wiem, że problem polega chyba na tym, iż po pierwsze ta placówka w Gdańsku nie była zainteresowana wykorzystaniem części szczepionek firmy AstraZeneca, a po drugie zostali tam umówieni pacjenci bez potwierdzonych dostaw szczepionki z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych - mówił Dworczyk.

Jeśli chodzi o szczegółowe informacje szef KPRM odesłał do RARS.

"Mamy nadzieję, że to nie stanie się problemem"

Dworczyk pytany był także, czy dużo jest przypadków osób zaszczepionych pierwszą dawką szczepionki przeciw Covid-19, które nie zgłaszają się po drugą dawkę.

- Jest trochę takich przypadków. W tej chwili nie podam dokładnych liczb, czy procentów. Natomiast jest to statystycznie dostrzegana grupa. I tutaj mamy nadzieję, że rzeczywiście nie stanie się to w pewnym momencie jakimś problemem - odpowiedział szef KPRM.


Według niego, "mamy do czynienia z takim momentem, z jednej strony radosnym". - Dlatego, że ostatnia fala pandemii odchodzi do przeszłości, obostrzenia są likwidowane i to jest właśnie powód do radości dla wszystkich Polaków - zaznaczył minister.

"Zbyt szybko zapominamy o pandemii"

Ale - jak dodał - "z drugiej strony ta sytuacja powoduje, że trochę mniej się boimy". - Trochę zbyt szybko zapominamy o pandemii i jej konsekwencjach. I determinacja u niektórych osób na przykład do tego, żeby wykonać drugie szczepienie, a to dopiero ono daje gwarancję skutecznego zaszczepienia, trochę osób o tym zapomina" - powiedział Dworczyk.

Wyraził też nadzieję, że "nie stanie się to jakimś poważniejszym problemem". 

- Przechodzimy w tej chwili z fazy, gdzie największym wyzwaniem były dostępne szczepionki do fazy, kiedy będziemy musieli się skupiać na przekonywaniu Polaków do tego, żeby się szczepić. W tej chwili mamy około 48 proc. pełnoletnich Polaków, którzy albo zarejestrowali się na przyjęcie pierwszej dawki szczepionki, albo już przyjęli pierwszą dawkę - podkreślił Dworczyk.

Dodał, że w ostatnich dniach spada dzienna liczba rejestracji. - To są oznaki tego, że musimy wspólnie z dużą determinacją zabiegać o to, żeby Polacy chcieli się zaszczepić. To też jest dowód na to, że pomiędzy deklaracjami, które wynikają z różnych badań (...), że miedzy 70 a 75 proc. osób chce się zaszczepić, a rzeczywistością jest pewna różnica, bo 75 proc., a 50 proc. to jest jednak pewna różnica - zaznaczył szef KPRM.

- Teraz wchodzimy w okres, gdzie największym wyzwaniem będzie przekonywanie jak największej części obywateli do zaszczepienia się - powtórzył Dworczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje