Reklama

Reklama

Powrót dzieci do szkół w kwietniu? Dr Rajewski: W tym roku wcale nie powinny wracać

Ekspert studzi entuzjazm po słowach szefa resortu edukacji Przemysława Czarnka na temat ewentualnego powrotu dzieci do szkół w kwietniu. - Nauka zdalna powinna obowiązywać do końca roku szkolnego, a wypowiedzi ministra są zbyt optymistyczne - uważa doktor Paweł Rajewski, konsultant wojewódzki ds. chorób zakaźnych w województwie kujawsko-pomorskim. Przed następstwami pandemii w dziedzinie edukacji ostrzega z kolei Artur Dziambor (Konfederacja) - Będziemy mieli pokolenie "covidowe", coś gorszego niż "gimbaza" w przeszłości - uważa.

Zajęcia stacjonarne w szkołach i przedszkolach zawieszone są formalnie do 11 kwietnia. W środę minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że zawieszenie to zostanie przedłużone o kolejny tydzień do 18 kwietnia. 

Jednocześnie szef resortu zdrowia powiedział, że jeśli chodzi o kwestie edukacyjne - a szczególnie sprawę przedszkoli i klas I-III, to "są to priorytetowe kierunki luzowania obostrzeń". - W tym sensie, że pierwsze kroki, jakie będziemy wykonywali przywracając normalność, to będą powroty do przedszkoli i powroty dla klas I-III - zaznaczył. - Mam nadzieję, że jeszcze w kwietniu przedszkola i te klasy I-III wrócą do nauczania - przedszkola w trybie zwykłym, a klasy I-III - w co najmniej trybie hybrydowym - dodał.

Reklama

- Jestem przekonany, że od kwietnia wrócimy do nauki stacjonarnej i w przedszkolach i w szkołach - powiedział w czwartek minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek w rozmowie z PolskieRadio24. Wskazał przy tym na dane, które w jego ocenie "są dość obiecujące". Stąd - jak mówił - obostrzenia przedłużone są tylko o tydzień.

"Optymistyczne słowa"

Doktor Paweł Rajewski powiedział w niedzielę na antenie Polsat News, że minister Czarnek zaprezentował "bardzo optymistyczną" opinię. - Większość nauczycieli obecnie zaszczepiono przeciw COVID-19 i oni są bezpieczni, ale rodzice dzieci, szczególnie tych z klas I-III, to osoby młode, których nie poddano szczepieniom ze względu na wiek - stwierdził lekarz.

- Dzieci mogą być transmiterem koronawirusa, co dało się zauważyć w poprzednich miesiącach - zaznaczył. - W mojej ocenie bezpieczniej byłoby zachować nauczanie zdalne do końca obecnego roku szkolnego - dodał Rajewski.

Uważa on także, że 18 kwietnia będzie konieczne przedłużenie dotychczasowych obostrzeń. Sądzi, że długi weekend majowy spędzimy podobnie, jak Wielkanoc, a w ciągu najbliższych 14 dni ilość zakażeń pokaże, czy Polacy przestrzegali obostrzeń na święta.

Odnosząc się do obostrzeń i sytuacji w Polsce stwierdził, że poprawy sytuacji spodziewa się w drugiej połowie maja i czerwcu, kiedy zaczniemy dostrzegać efekt masowych szczepień i zrobi się cieplej, więc ludzie zaczną częściej przebywać na świeżym powietrzu, a nie w zamkniętych pomieszczeniach.

Politycy komentują

Słowa lekarza komentowali politycy w "Śniadaniu w Polsat News i Interii". Maria Koc (PiS) - w odpowiedzi na słowa doktora Rajewskiego - zastanawiała się, czy nie powinniśmy wrócić do systemu hybrydowego. - Należy oczywiście słuchać opinii ekspertów, ale należy przemyśleć, czy nie powinniśmy wrócić do systemu mieszanego - stwierdziła. - Wiemy przecież, że nauczanie zdalne wywołuje zmiany w psychice uczniów. Ale tę kwestię trzeba zostawić ekspertom - dodała.

Artur Dziambor (Konfederacja) podkreślił z kolei, że jego ugrupowanie "od początku jest zwolennikiem otwartych placówek". Mówił, że po owym nauczaniu będziemy mieli "pokolenie postcovidowe". - To będzie pokolenie "covidowe", coś gorszego niż "gimbaza" w przeszłości. To będą wszystkie te dzieci, które straciły obecnie rok życia - stwierdził polityk. - Od samego początku byliśmy za tym, aby nie zamykać szkół i teraz jesteśmy za tym, aby nauczanie stacjonarne wróciło jak najszybciej - zaznaczył Dziambor.

W swojej wypowiedzi przytoczył temat rozporządzenia rządu w sprawie żłobków i przedszkoli. - Nawet tego rząd nie potrafi zrobić porządnie. Zamknęli nagle żłobki i przedszkola, a w mediach przekazano, że korzystać mogą tylko pracownicy służby zdrowia i mundurowi. Tymczasem później wyszło rozporządzenie, w którym wyszczególniono 10 punktów dotyczący osób mogących posłać dzieci do żłobka i okazało się, że każdy, gdyby się tylko postarał, dziecko do żłobka posłać może - powiedział.

Urszula Pasławska (PSL) zauważyła przy tym chaos, który powstał. - Wychodzi pan minister Czarnek i mówi, że w kwietniu dzieci wrócą do szkół, a za dwa dni minister Niedzielski mówi, że takiej możliwości nie będzie. Co mają o tym myśleć rodzice i uczniowie? - pytała posłanka. 

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy