Reklama

Reklama

Powrót dzieci do szkół spowodował wzrost zakażeń? Prof. Gut: Widzielibyśmy to w statystykach

Dwa tygodnie od powrotu uczniów klas I-III do nauki stacjonarnej to wystarczający czas, żeby ocenić, jak wpłynął on na dynamikę zakażeń. Gdyby przekładało się to na duże ogniska, widzielibyśmy efekt w statystykach - twierdzi prof. Włodzimierz Gut. Wirusolog zwraca też uwagę na to, jakie problemy pojawią się przy otwieraniu stoków i hoteli.

Ministerstwo Zdrowia podało we wtorek, że potwierdzono 4326 nowych zakażeń koronawirusem. Najwięcej przypadków w województwie mazowieckim - 596, najmniej w opolskim - 55. W wyniku COVID-19 zmarły 253 osoby. Siedem dni temu nowych zakażeń było 4604, a zgonów 264.

Reklama

- Mamy stabilizację danych epidemicznych na średnim poziomie dziennym około pięciu tysięcy nowych przypadków. Dynamika spadkowa tydzień do tygodnia to ok. sześciu do siedmiu procent. W tym tempie też można opanować epidemię, ale zajmie to jeszcze ok. 2,5 miesiąca. Wówczas zejdziemy do zdecydowanie niższych poziomów - ocenił prof. Gut.

Zastrzegł, że stanie się to oczywiście tylko wtedy, gdy społeczeństwo będzie się zachowywało odpowiedzialnie. Pytany o możliwe znoszenie restrykcji przypomniał, że 1 lutego taki ruch nastąpił.

- Musimy poczekać przynajmniej dziesięć dni i zobaczyć jego efekty. Jeżeli statystyki się nie pogorszą - można otwierać kolejne branże i sprawdzać dalej, co się dzieje - stwierdził ekspert.

"Widzielibyśmy efekt w statystykach"

Zdaniem prof. Guta powrót do szkół dzieci w klasach I-III nie spowodował wzrostu zakażeń.

- Minęły od tego momentu dwa tygodnie, więc można to oceniać. Gdyby przekładało się to na duże ogniska - widzielibyśmy efekt w statystykach. Tak się nie stało. Na polu edukacji jest więc możliwość kolejnych poluźnień. Trzeba to jednak robić stopniowo - wskazał.

Zdaniem eksperta największy dylemat dotyczy restrykcji związanych z turystyką.

- To nie stoki narciarskie i hotele same w sobie są problemem. I tu, i tu można, zachowując się odpowiedzialnie, uniknąć zakażenia w łatwy sposób. Problem polega jednak na czymś innym. Zdecydowanie chętniej skorzystają z tego od razu ci, którzy do restrykcji i zasad zdrowego rozsądku się nie stosują. Wzrośnie też społeczna mobilność. Gdyby udało się zrobić to tak, że stok jest otwarty, rodzina jedzie na cały dzień na narty i wraca do swojego domu - to nie ma problemu. Gdy będzie to wyjazd tygodniowy - z korzystaniem z hotelu i restauracji - sytuacja zmienia się diametralnie. Ta decyzja nie jest więc łatwa do podjęcia - ocenił prof. Gut.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne