Reklama

Reklama

Poród w domu w czasie pandemii. Kalendarze położnych zajęte do lutego

Do położnych przyjmujących porody domowe zgłasza się teraz tyle chętnych, że grafiki wypełnione są na najbliższe miesiące. Kobiety nie chcą rodzić w szpitalach, głównie ze względu na restrykcje wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa.

Pracująca w duecie porodowym Anna Wojtyla ze stowarzyszenia "Dobrze urodzeni - niezależna inicjatywa rodziców i położnych" tylko do kwietnia przyjęła tyle porodów domowych, ile w całym poprzednim roku. - W październiku zrealizowałyśmy 11 zleceń, więcej nie byłybyśmy w stanie przyjąć, a od kiedy rząd ogłosił lockdown, telefony się urywają - mówi polsatnews.pl. Grafik śląskiej położnej jest zapełniony do końca lutego 2021 roku.

Reklama

Maria Romanowska, która wraz z zespołem położnych zrzeszonych w tym samym stowarzyszeniu przyjmuje porody domowe w Warszawie i okolicach, także przyznaje, że od marca liczba chętnych wzrosła kilkukrotnie.

- Porody domowe w ostatnich latach zyskują na popularności, ale pandemia spowodowała dwu, a nawet trzykrotny wzrost zainteresowania - stwierdza dr n.zdr. Dorota Fryc ze Szczecina, położna i doradca laktacyjny, która w zawodzie pracuje od 34 lat, a od 17 specjalizuje się w asystowaniu przy porodach domowych.

Strach przed szpitalem

- Kobiety boją się rodzić w szpitalach - szczególnie w małych miejscowościach. Obawiają się głównie rodzenia bez osoby towarzyszącej i tego, że mogą zostać rozdzielone z dzieckiem - ocenia Fryc.

Sprawę komplikuje fakt, że w obecnych warunkach część oddziałów ginekologiczno-położniczych zawiesiła swoje funkcjonowanie.

Domowy poród nie dla każdej ciężarnej

Nie każda kobieta, która chciałaby urodzić w domu, może sobie jednak na to pozwolić. Lista przeciwwskazań jest długa. To m.in. wysokie ciśnienie, przewlekłe choroby, anemia czy powikłania po wcześniejszych porodach.

- Trzeba wykonać wszystkie badania uwzględnione w standardzie opieki okołoporodowej. Musi być zdrowa mama i zdrowe dziecko. Aby zbudować wzajemne zaufanie, które w takich okolicznościach jest niezwykle ważne, wskazane byłoby, żeby kontakt z położną miał miejsce od początku ciąży, a jeżeli nie, to możliwie jak najdłużej - tłumaczy Ewa Janiuk, położna i wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Sama w ponad trzydziestoletniej karierze przyjęła kilkaset porodów domowych.

Dlatego, jak podkreślają położne, na poród domowy nie należy się decydować z powodu pandemii. Kobieta, która zgłasza się do położnej dopiero w ostatnim trymestrze ciąży, ma małe szanse na realizację takiego życzenia.

- Jeśli zostaną spełnione wszystkie kryteria, poród w warunkach domowych jest bezpieczny - zapewnia wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. - Żyjąc w określonym środowisku, matka ma zazwyczaj wytworzone przeciwciała i dziecko rodzi się w swojej własnej florze bakteryjnej. Wiele kobiet we własnym domu nie doświadcza również stresu, który wiązałby się ze szpitalnymi procedurami - dodaje Ewa Janiuk.

Domowy poród nie dla każdej ciężarnej

- Poród domowy odbywa się w warunkach nie mniej profesjonalnych niż szpitalne - podkreśla jednocześnie dr Dorota Fryc.

Wykwalifikowana osoba przyjeżdża do rodzącej z potrzebnym sprzętem (materiały opatrunkowe, narzędzia chirurgiczne) oraz lekami, które zgodnie z prawem może podać bez zlecenia lekarskiego w przypadku np. nagłego wzrostu ciśnienia tętniczego u rodzącej, możliwego krwotoku po porodzie lub w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia matki bądź dziecka.

Gdyby takowe się pojawiło, kobieta natychmiast przewożona jest do szpitala. Stąd też rodzącym w domu nie podaje się np. leków przeciwbólowych (zamiast tego wykorzystuje się możliwe niefarmakologiczne metody ułatwiające poród), dopuszczalne są jedynie te o słabym działaniu rozkurczowym. - Jedna poważniejsza ingerencja medyczna może pociągać za sobą kolejne - tłumaczy Ewa Janiuk.

Mimo tego transfery do szpitali zdarzają się sporadycznie. Głównie w przypadkach braku postępu akcji porodowej.

Ile kosztuje poród domowy?

Poród domowy nie należy do tanich. Jak szacują nasze rozmówczynie, jego cena w całej Polsce waha się od 3 do 5 tys. zł.

- Ale to też jest duże przedsięwzięcie, bardzo poważna procedura i odpowiedzialność - uzasadnia Dorota Fryc.

Kwota musi pokryć zarobek dwóch położnych i utrzymanie ich praktyk. Są one dyspozycyjne o każdej porze dnia i nocy.

W cenę wliczone są koszty opieki przedporodowej oraz kilku wizyt patronażowych. Dodatkowo, w warunkach pandemii, należy się we własnym zakresie zaopatrzyć w środki ochrony osobistej.

Rolą położnej jest również wypełnienie dokumentacji medycznej i przesłanie informacji o przyjściu na świat dziecka do urzędu stanu cywilnego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy