Reklama

Reklama

Otwarte lokale w Toruniu. Sanepid nie wymierzył kar

Pierwsza restauracja na toruńskiej Starówce - otwarta mimo lockdownu - działa już ponad tydzień. Jej śladem poszły kolejne lokale. W czterech pojawili się przedstawiciele sanepidu w asyście policji. Do tej pory ani jeden właściciel nie otrzymał jednak kary administracyjnej.

W sobotę 16 stycznia otworzyła się, pomimo lockdownu, pierwsza restauracja na toruńskiej Starówce. "Smaki Indii" pierwszego dnia działalności miały kontrolę sanepidu. Przygotowany został z niej protokół i trwa postępowanie administracyjne.

Kar nie otrzymali

Reklama

W kolejnych dniach tą samą drogą poszły inne lokale. Otworzyły się w reżimie sanitarnym, albo zatrudniając testerów jedzenia.

- PPIS odnotował cztery takie punkty - poinformował rzecznik prasowy wojewódzkiego Sanepidu Łukasz Betański. W każdym z tych lokali przeprowadzono po jednej kontroli.

Betański przyznał, że obecnie prowadzone jest jedno postępowanie administracyjne.

- W pozostałych przypadkach kontrola bez nieprawidłowości. Nie było klientów w środku lokalu - wskazał rzecznik sanepidu.

Kary administracyjnej do poniedziałku nie otrzymał żaden z właścicieli toruńskich lokali. Restauracja indyjska działa od 10 dni, a kolejne od kilku.

"Dalej nie damy rady"

W piątek głos krzykacza miejskiego zachęcał spacerujących ul. Szeroką do odwiedzenia pierogarni przy ulicy Ślusarskiej.

- Zdecydowaliśmy się na ten krok, gdyż od kilku miesięcy nie zarabiamy. Nie dostaliśmy żadnej pomocy i nie mamy już z czego dokładać. Robiliśmy to z własnej kieszeni tak długo, jak mogliśmy. Dalej nie damy rady - powiedziała właścicielka "Pierogów Plus" Angelika Pyszkowska.

Dodała, że zainteresowanie klientów jest spore. Kilku z nich było już w lokalu, a kolejne osoby zarezerwowały stoliki.

- Powolutku się coś kręci. Przyjmujemy oczywiście tylko tyle osób, aby nie było tłoku i aby każdy czuł się bezpiecznie - dodała właścicielka.

Inny sposób na ponowne przyjmowanie klientów znalazła od piątku "Artystyczna Bistro". Restauracja mieści się w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki. Tam zatrudniani są na umowy testerzy, których zadaniem będzie sprawdzanie jakości jedzenia.

Zobacz też: Tłum, ścisk i piosenka o PiS-ie. Tak się bawią w Warszawie

"Testować jedzenie można"

- Za produkty oczywiście każdy tester na mocy tej umowy musi zapłacić. Za swoją pracę otrzyma wynagrodzenie - 'symboliczną' złotówkę. Była u nas w piątek kontrola sanepidu. Wszystko przebiegło bardzo spokojnie i kulturalnie. Nie otrzymaliśmy kary, a kolejne wizyty nie zostały zapowiedziane. Działamy w zgodzie z obowiązującymi przepisami, bo testować jedzenie można - powiedziała menadżer restauracji.

Zarówno w piątek, jak i w sobotę w godzinach popołudniowych oraz wieczornych lokal szczelnie wypełnił się testerami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama