Reklama

Reklama

Ordynator oddziału covidowego: Szczepionka powinna być obowiązkowa

- O koronawirusie mówi się czasami, że to śródmiąższowe zapalenie płuc. Rzeczywiście, nie jest to typowe zapalenie z ropą, wydzieliną gdzie wystarczy poklepać, podać syrop i mija. To jest coś całkiem innego - mówił w "Gościu Wydarzeń" w Polsat News dr Grzegorz Dziekan, ordynator oddziału covidowego w Przysusze. Zapewnił, że mimo iż co najmniej raz miał koronawirsa, to przyjmie szczepionkę.

Ordynator szpitala w Przysusze przyznał, że oddział covidowy jest wypełniony. Aktualnie przebywa na nim 40 pacjentów.

Reklama

- Czterdziestu pacjentów spędza Wigilię na oddziale covidowym. To osoby bardzo ciężko chore i upośledzone chorobami przewlekłymi. Mieliśmy dramatyczne chwile na dyżurze. Kiedyś załamani sytuacją, usiedliśmy z pielęgniarkami i zaczęliśmy sobie przypominać ile osób udało uratować - mówił.

Doktor Dziekan przyznał, że sam co najmniej raz był zakażony koronawirusem. Pierwszy raz pozytywny wynik pozytywny miał w czerwcu. Przez pół roku poziom przeciwciał utrzymywał się na stosunkowo niskim poziomie. - Gdy po miesiącu pracy na oddziale covidowym zrobiłem sobie test na poziom przeciwciał, to skoczył on 30-krotnie. Myślę, że to kiedyś musiało nastąpić - przyznał.

- Nie miałem typowych objawów covidowych. Ciężko typowym objawem nazwać permanentne miesięczne przeziębienie, chrypkę i katar - przyznał lekarz.

- Nie wiedzieliśmy jednego, że wraz z rozwojem szpitala zakaźnego, rozwija się również się choroba również w naszym zespole. Początkowo były to osoby bezobjawowe, ale, niestety, po dwóch tygodniach z zespołu lekarskiego zostałem jedynie ja z kolegą z neurologii, który tak jak ja przeszedł pierwsze zakażenie w czerwcu. Wszyscy inni lekarze się rozchorowali. Z grafika wypadały też kolejne pielęgniarki - mówił doktor.

Niechęć do szczepień?

Lekarz zapewnił, że planuje się zaszczepić "kiedy tylko to będzie możliwe", mimo że chorował na COVID-19 "przynajmniej raz". Pytany przez Dorotę Gawryluk, czy w środowisku medycznym jest duży opór przed szczepionką zapewnił, że "on go nie widzi". Ocenił, że szczepienia planuje większość personelu medycznego.

- To, że nie wszyscy chcą zaszczepić się w tej chwili w naszym środowisku, to wynika to z tego, że jest u nas wielu świeżych ozdrowieńców. Z założenia nie muszą szczepić się w tych tygodniach i miesiącach i mogą zaszczepić się trochę później - tłumaczył.

Płuca jak pumeks

- Rozumem pewne lęki przed przyjęciem szczepionki. Myślę, że niechęć do tego szczepienia wynika przede wszystkim z tego, że ludzie nie rozumieją tej choroby, że ludzie jej nie widzieli. Myślę, że wystarczy parę słów, żeby do tych szczepień przekonać - przekazał.

- O tej chorobie mówi się czasami, że to śródmiąższowe zapalenie płuc. Rzeczywiście - nie jest to typowe zapalenie z ropą, wydzieliną gdzie wystarczy poklepać podać syrop i mija. To jest coś całkiem innego. Jeżeli położymy przed sobą gąbkę i położymy przed sobą pumeks tego samego koloru, to możemy ich nie rozróżnić, oba są porowate, oba są suche. Gąbka to coś, co funkcjonuje jak płuco zdrowego człowieka. Pumeks to płuca osoby chorej na covid. Takich spustoszeń dokonuje ten wirus - mówił lekarz.

Doktor przyznał, że proces twardnienia płuca trwa tygodnie, a chorzy przeżywają prawdziwe męczarnie. - Boli ich każdy wdech, każda próba nabrania powietrza. Oni płaczą, oni na wizycie mówią: "Panie doktorze, pan nie zdaje sobie sprawy, co ja czuję". Wydaję mi się, że wiem, ale patrząc na nich, ja nie potrafię sobie wyobrazić ich cierpienia - mówił lekarz.

Jak zapewnił, gdyby zależało to od niego, szczepionka na COVID-19 byłaby obowiązkowa.

Poprzednie odcinki programu są dostępne tutaj.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy