Reklama

Reklama

Od kiedy i na jakich zasadach ponownie otwarte zostaną restauracje?

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział podczas niedawnej konferencji dotyczącej odmrażania gospodarki, że działalność restauracji i kawiarni możliwa będzie w trzecim etapie znoszenia ograniczeń. Nie chciał jednak mówić o szczegółach. Jeżeli sytuacja epidemiologiczna w Polsce nie pogorszyłaby się, rząd planował ten etap wdrożyć w życie w połowie maja.

Jak informuje RMF FM, rząd chce zezwolić na otwarcie restauracji 18 maja. Otwarcie byłoby jednak częściowe - ustalili dziennikarze RMF FM. Wymagane byłoby np. posiadanie ogródka.

Reklama

Od 18 maja bary i restauracje mogłyby przyjmować klientów tylko w ogródkach. Te które ich nie mają pozostaną zamknięte.

Kolejny warunek jest taki, że stoliki w ogródkach będą musiały być oddalone od siebie o dwa metry. Ten wymóg ma być rygorystycznie przestrzegany.

Wznowić działalność będą mogły te bary i restauracje, które mają obsługę kelnerską. Klient nie będzie mógł podejść do baru, czy do okienka, gdzie np. wydawane są posiłki. To oznacza, że bary samoobsługowe nie będą mogły działać.

Jakie obostrzenia w restauracjach?

Klient restauracji będzie mógł siedzieć wyłącznie przy stoliku, ewentualnie pójść do łazienki. Co ważne - nie będzie musiał mieć maseczki i rękawiczek. Nie będzie też konieczności badania temperatury.

To jest plan który teraz ma rząd. Rozwój sytuacji związanej z koronawirusem może to zmienić.

Na szersze otwarcie barów i restauracji trzeba będzie poczekać kolejne tygodnie. Dla ich właścicieli to duży problem. Ich działalność pozostanie ograniczona. Po drugie dla wielu to dodatkowe koszty - zwłaszcza konieczność zapewnienia obsługi kelnerskiej.

Można się też spodziewać lawiny wniosków do urzędów miejskich z prośbami o zezwolenie na otwarcie ogródka.

Co ósma firma zwolniła pracowników

Na przełomie kwietnia i maja 67 proc. firm odczuwa spadki przychodów wobec sytuacji z marca - wynika z badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. 12 proc. przedsiębiorstw zredukowało zatrudnienie, a 18 proc. - obniżyło płace.

Według badania "Sytuacja polskich przedsiębiorstw i rynku pracy po lockdownie" 67 proc. firm odczuwa na przełomie kwietnia i maja spadki przychodów względem wyniku z marca - to wzrost o 10 pp. w stosunku do sytuacji sprzed miesiąca. Z kolei co dziesiąta firma przyznaje, że nie ma środków na przetrwanie - wobec 18 proc. miesiąc wcześniej. Redukcji zatrudnienia dokonało dotąd 12 proc. przedsiębiorstw. Natomiast dalsze zwolnienia deklaruje 12 proc. firm, co jest wynikiem o 16 pp. niższym w porównaniu z końcem marca i o 2 pp. niższym niż w połowie kwietnia.

Jak zaznaczyli autorzy badania, sytuacja polskich firm pozostaje niepewna, ale coraz mniej zamierza stosować "radykalne strategie przetrwania".

Najwięcej pracowników zwolniły firmy z sektora handlu oraz duże i średnie przedsiębiorstwa - przy czym 60 proc. redukcji objęło 1-25 proc. załóg. Z kolei w sektorze usługowym oraz w mikrofirmach dominuje strategia obniżania wynagrodzeń całych załóg. W przyszłości pensje planuje ciąć 21 proc. przedsiębiorstw - głównie mikrofirm i przedsiębiorstw usługowych. "W porównaniu z deklaracjami z marca i kwietnia, jest to wynik odpowiednio o 25 pp. i 11 pp. niższy" - wyliczono.

Krzysztof Berenda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje