Reklama

Reklama

Nowe przypadki koronawirusa w Polsce. Müller ujawnił dane

Mamy 16 173 nowych zakażeń i 684 zgonów - przekazał w środę rano w programie "Tłit" WP rzecznik rządu Piotr Müller. Tydzień wcześniej ​Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 17 196 nowych przypadkach koronawirusa w Polsce. Zmarło wówczas 632 pacjentów z COVID-19.

We wtorek resort zdrowia poinformował o 11 406 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem w Polsce. Na COVID-19 zmarły 493 osoby. Tym samym liczba ofiar COVID-19 w Polsce przekroczyła 100 tys.

Według rzecznika rządu pojawienie się bardziej zakaźnej wersji SARS-CoV-2 spowoduje, że prawdopodobnie każda osoba w społeczeństwie będzie narażona na kontakt z tym wirusem. "Jeśli chodzi o osoby niezaszczepione, to zarazi się praktycznie każdy. W przypadku hospitalizacji ten odsetek jest mniejszy, ale Omikron jest bardzo zakaźny" - stwierdził Piotr Müller. 

Najczarniejsze scenariusze - jak powiedział minister - wskazują, że codziennie zarażać się będzie około 100 tys. Polaków. 

"Trzeba się spodziewać systematycznych wzrostów"

Reklama

Minister zdrowia Adam Niedzielski ocenił we wtorek na antenie TVN24, że minimum zakażeń "mamy za sobą". "Teraz raczej trzeba się spodziewać systematycznych wzrostów. One nie będą duże, bo na razie nie mamy eskalacji związanej z Omikronem" - powiedział. Poinformował, że udział tego wariantu w zsekwencjonowanych próbkach w piątek wynosił 3 proc., a w poniedziałek - 7 proc.

Jednocześnie minister ocenił, że "mamy sytuację najtrudniejszą w porównaniu z innymi falami". "Nigdy nie było takiej sytuacji, że z jednej strony mamy tak wysoki poziom hospitalizacji i żeby ta fala kolejna, która nadchodzi, startowała właśnie z tych poziomów" - powiedział. Zwrócił uwagę, że obecnie hospitalizowanych jest ponad 18 tys. osób z COVID-19.

Tymczasem lekarze ostrzegają przed nałożeniem się na siebie kolejnej fali zakażeń SARS-CoV-2 z epidemią grypy. 

Miks zakażeń koronawirusem i grypą - jak mówiła w rozmowie z Interią dr Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii w Szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie - zaszkodzi podwójnie: i konkretnemu pacjentowi, i systemowi. - Obydwa te wirusy atakują płuca i prowadzą do znacznego wzrostu hospitalizacji. Kiedy przed pandemią mieliśmy epidemie grypy, oddziały pediatryczne były pełne, a dzieci leżały nawet na korytarzach. Choć w ubiegłym roku sytuacja z powodu obostrzeń była inna, obecnie lockdownu nie ma, wyszczepialność wciąż jest niska, więc epidemia grypy może wybuchnąć (...) Jeśli nowa fala epidemii COVID-19 nałoży się na epidemię grypy, szpitale będą pękać w szwach - powiedziała.

Ministerstwo Zdrowia zdecydowało o powiększeniu bazy "łóżek covidowych" do 40 tys. Jeśli tych miejsc nie wystarczy, przygotowano drugi scenariusz, który sam minister zdrowia nazwał katastroficznym. Zakłada on uruchomienie 60 tys. miejsc dla pacjentów z COVID-19. 

- Będzie bardzo ciężko, jeśli rzeczywiście dojdziemy do liczby 60 tys. To dałoby nam wskaźnik ponad 1,5 tys. hospitalizowanych na milion mieszkańców. Tylko Bułgaria miała w tej pandemii wskaźnik ponad 1,5 tys. i to było maksymalne obłożenie w jakimkolwiek kraju UE - komentował dla Interii prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. Jego zdaniem powinniśmy jednak uniknąć zapaści systemu.

Nieoficjalnie: Nie będzie nowych obostrzeń

W poniedziałek i wtorek toczyły się dyskusje w rządzie ws. ewentualnego wprowadzenia dodatkowych obostrzeń. Mówił o nich minister zdrowia. - Jeśli trend wzrostu nowych zakażeń koronawirusem się utrzyma, w środę lub w piątek mogą zapaść decyzje o wprowadzeniu kolejnych restrykcji - zapowiadał w RMF Adam Niedzielski. Dopytywany o lockdown, nie wykluczył zamknięcia np. galerii handlowych. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje