Reklama

Reklama

​Minister zdrowia: Chcemy wszystkich przekonywać do tego, że szczepienie jest bezpieczne

- Szczepienia są dobrowolne. Przyjęliśmy system, że chcemy wszystkich przekonywać do tego, że szczepienie jest bezpieczne i jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o zachowanie zdrowia swojego i swoich bliskich w najbliższym otoczeniu - powiedział minister zdrowia Adam Niedzielski w programie "Gość Wydarzeń" na antenie Polsat News. Minister był także pytany, czy osoby zaszczepione będą mogły chodzić bez maseczki, a także do kiedy trzeba będzie ją nosić.

- Dzięki interwencji pana premiera na Radzie Europejskiej posiedzenie komisji (Europejskiej Agencji Leków - red.), która dopuszcza szczepionkę na rynek europejski odbędzie się wcześniej. Co to oznacza? Oznacza to, że być może nawet w tym roku będziemy mieli szansę taką, że pojawią się pierwsze dawki szczepionki na polskim rynku, oczywiście, o ile producent będzie w stanie efektywnie zarządzić łańcuchem logistycznym i dostarczyć je na rynek polski - powiedział Niedzielski we wtorek na konferencji prasowej.

Reklama

Minister zdrowia powiedział też, że to przyspieszenie w dostarczaniu szczepionki na polski rynek jest wyzwaniem, ale "jesteśmy gotowi".

Według wcześniejszych zapowiedzi posiedzenie Europejskiej Agencji Leków miało odbyć się 29 grudnia.

"Namawiamy wszystkich"

Prowadzący program "Gość Wydarzeń" Bogdan Rymanowski pytał ministra zdrowia, czy ozdrowieńcy będą mogli przyjąć szczepionkę przeciw koronawirusowi.

- Namawiamy wszystkich (do zaszczepienia się - red.), niezależnie od tego, czy ktoś przechodził covid, czy też nie. Nie ma żadnych przeciwskazań do tego, żeby osoby, które są ozdrowieńcami, zostały zaszczepione. Proszę pamiętać, że szczepienie jest dobrowolne. Tutaj absolutnie nie będzie żadnego ograniczenia dostępu wobec osób, które przeszły covid - dodał Niedzielski.

Minister zdrowia dodał, że rząd nie planuje badać chętnych na obecność przeciwciał. - One utrzymują się w organizmie ok. trzy miesiące. Ich brak niekoniecznie może wskazywać na brak odporności. Istnieje coś takiego jak pamięć immunologiczna. Wydaje się, że zrobienie dodatkowych badań dla wszystkich ludzi w Polsce to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, w gruncie rzeczy niemające żadnego uzasadnienia - skomentował.

- Pierwsza grupa osób, które będą szczepione, to będą medycy i personel niemedyczny zatrudniony w szpitalach. Tutaj bardzo liczę na odpowiedzialną postawę lekarzy, pielęgniarek i osób, które zapewniają, że te przychodnie funkcjonują codziennie, że będą zgłaszali się do zaszczepienia jako przykład. Dadzą dobry przykład dla reszty społeczeństwa - mówił minister zdrowia.

Mniej obostrzeń dla zaszczepionych

Niedzielski zapewnił, że osoba zaszczepiona nie będzie podlegała "pewnym obostrzeniom" m.in. kwarantannie w przypadku powrotu z zagranicy. Nie będzie też wliczana w limit osób, które mogą przebywać na spotkaniu rodzinnym. - Na razie mówimy o bardzo podstawowych zachętach wynikających z bycia zaszczepionym. Jak będziemy znali dokładne opisy produktów dla wszystkich poszczególnych szczepień, to być może zdecydujemy się na dalej idące rozwiązania - skomentował Niedzielski.

Kiedy zdejmiemy maseczki?

Minister pytany, czy osoby zaszczepione będą mogły chodzić bez maski, wskazał na możliwe problemy z weryfikacją takich osób w przestrzeni publicznej. - Myślę, że trudno byłoby wyobrazić sobie taką sytuację w lokalnym sklepie, gdzie ktoś wchodzi bez maski i ja, jako czujący zagrożenie przed tym, że zostanę zakażony będę prosił o zweryfikowanie go, czy on taką maskę ma, czy takiej maski nie ma. Nie wyobrażam sobie, żebym miał prawo do weryfikacji tego - tłumaczył minister zdrowia.

- Wydaje mi się, że w przestrzeni zamkniętej będziemy nosili maski jeszcze dłuższy czas. Natomiast w kwestii noszenia tego na powietrzu, to myślę, że jak osiągniemy wskaźniki zakażalności, mówiące o tym, że ta sytuacja jest lepsza np. poniżej 5-6 tys. zachorowań dziennie, to wtedy rzeczywiście przestaniemy na zewnątrz te maseczki nosić - mówił minister zdrowia.

Amantadyna - cudowny lek?

Amantadyna to lek stosowany w leczeniu schorzeń neurologicznych. Oficjalnie jest wykorzystywany w leczeniu choroby Parkinsona, stwardnienia rozsianego i ostrego uszkodzenia mózgu. Jednak wykazuje także działanie przeciwwirusowe i może hamować zakażanie komórek układu oddechowego.

Na początku listopada media donosiły, że niektórzy lekarze w Polsce twierdzą, że amantadyna jest pomocna w zmaganiach z COVID-19. Pulmonolog z Przemyśla dr Włodzimierz Bodnar zapewniał wówczas, że ma udokumentowanych ponad 100 przypadków wyleczeń z COVID-19 przy użyciu tego leku.

W niedzielę wieczorem wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł napisał na Twitterze: "Amantadyna działa na covid! Jestem przykładem. Najpierw syn, potem żona, w końcu ja: wysoka gorączka, ogromny ból, silny kaszel, wg. lekarza tak siedem dni, a potem apogeum, więc wziąłem amantadynę - piorunujący efekt! Zadziałało!". Warchoł zapowiedział też, że będzie domagał się, by Ministerstwo Zdrowia zajęło się tym lekiem.

- Amantadyna jest przede wszystkim lekiem przeznaczonym dla chorych na Parkinsona. W tym zakresie został dopuszczony do stosowania. Wykorzystywanie leku w innych celach ograniczyłoby ten lek dla osób, które powinny go otrzymywać. Stąd decyzja o ograniczeniu przepisywania tego leku w sytuacjach innych, niż jest przeznaczony - komentował sprawę Adam Niedzielski, gość "Wydarzeń".

- Rzeczywiście zaczęły pojawiać się sygnały, że amantadyna może pomagać w wyleczeniu zakażenia koronawirusem, ale przypomnę, że jeżeli zrobilibyśmy taki kroczek do tyłu, to w trakcie pandemii było wiele leków, które stawały się przejściowo sensacyjnym, złotym środkiem na wyleczenie COVID-19, a potem oczywiście okazywało się, że jest nieco inaczej - dodawał.

Minister zdrowia przypomniał, że "niezależnie od głosów z obu stron" poprosił Agencję Badań Medycznych o przeprowadzenie badania klinicznego. - Te badania właśnie się rozpoczynają - przekazał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama