Reklama

Reklama

Mężczyzna zmarł w czasie kwarantanny, nie doczekał testu na koronawirusa. Prokuratura milczy

Była sobota, policjanci jak zwykle od tygodnia chcieli sprawdzić, czy mężczyzna z rejonu Głogowa poddaje się obowiązkowej kwarantannie po powrocie z Niemiec. Na miejscu okazało się jednak, że nie żyje. Po kilku dniach rodzina skarży się, że nie zrobiono testu na koronawirusa i co więcej - ciało nie zostało jeszcze wydane, więc nie można mężczyzny pochować. Prokuratura chowa głowę w piasek.

- Była taka interwencja w sobotę - potwierdza nam Bogdan Kaleta, rzecznik prasowy policji w Głogowie. - Funkcjonariusze pojawiali się tam codziennie, o różnych porach, i sprawdzali, czy mężczyzna stosuje się do nałożonej kwarantanny. Ponieważ nie było z nim kontaktu, została wezwana straż pożarna. Strażacy przebrali się w stroje ochronne, jednak po wejściu do domu okazało się, że mężczyzna nie żyje - mówi rzecznik i z wszelkimi dodatkowymi pytaniami kieruje do legnickiej prokuratury, która zajmuje się tą sprawą.

Prokuratura nabrała jednak wody w usta. Gdy jej rzeczniczka usłyszała, na jaki temat chcemy rozmawiać, rozłączyła się i przestała odbierać telefon. Mimo wielokrotnych prób.

Reklama

A sprawa, jak wynika z relacji rodziny, jest co najmniej zadziwiająca, nawet jeśli wiadomo, że mężczyzna miał choroby współistniejące. Opowiedziała o niej siostrzenica zmarłego w programie "Interwencje" w Polsacie News.

Jak się okazuje, mężczyzna wrócił z Niemiec 14 marca. Na granicy miał - zdaniem rodziny - stan podgorączkowy, ale został przepuszczony. I skierowany na obowiązkową kwarantannę.

"W sobotę o godz. 16 policja przyjechała sprawdzić, czy się stosuje do tej kwarantanny. Niestety nie było już z nim żadnego kontaktu. Był problem tego typu że od godz. 16 do godz. 1 w nocy to ciało leżało w domu, nie chciał przyjechać żaden lekarz, żeby stwierdzić zgon i wstawić kartę zgonu. Do dnia dzisiejszego nie ma żadnej karty zgonu - opowiada siostrzenica.

Jak dodaje, nie wiadomo, co się stało, czy był zarażony koronawirusem. "W niedzielę mieli przyjechać pobrać od niego próbki, ale nie zdążyli".

Z informacji Polsatu News od prokuratury wynika, że zwrócono się do sanepidu o możliwość przeprowadzenia testu.

Rodzina skarży się jednak: "Nikt nam żadnych informacji nie chce udzielić. Nie możemy pochować wujka". "Rzeczniczka prokuratury w Legnicy się wypowiedziała, że na miejsce przyjechał lekarz, stwierdził zgon i przed zabraniem ciała z mieszkania zostały pobrane próbki, co jest oczywiście nieprawdą, bo próbki do dna dzisiejszego nie są pobrane" - twierdzi siostrzenica, dodając, że rodzina chciałaby poznać bezpośrednią przyczynę śmierci mężczyzny.

RP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy