Reklama

Reklama

Małopolskie: Ksiądz z koronawirusem mówi o cudzie. "Nie zarazili się"

- Ani ksiądz wikariusz, który pomagał mi od początku choroby, ani siostry zakonne, ani kleryk, ani nasza kucharka. Nikt z nich nie zaraził się ode mnie koronawirusem. Nie zachorował też żaden wierny z naszej parafii - wylicza ks. Krzysztof Prokop, proboszcz z Niskowej (woj. małopolskie), który wygrał walkę z COVID-19. Duchowny mówi o cudzie.

Pierwsze objawy choroby pojawiły się u 49-letniego księdza Krzysztofa Prokopa 23 marca 2020. Początkowo kapłan myślał, że to grypa. Jak mówi, miał gorączkę i czuł się osłabiony.

Z upływem kolejnych dni objawy nie ustępowały. Pojawiły się za to bóle mięśni i utrata smaku.

"Stwierdziłem, że nie mogę wyjść do ludzi, nie mając pewności, czy nie jestem zarażony koronawirusem, tym bardziej, że pewne objawy na to wskazywały. Poprosiłem o zrobienie testów na obecność koronawirusa. Pamiętam, że wymaz do badań został pobrany w piątek 27 marca" - opowiada w rozmowie z serwisem sadeczanin.info.

Reklama

Duchowny od początku choroby odizolował się od wiernych, kontakt mieli z nim jedynie współpracownicy: ksiądz wikariusz, kleryk oraz siostry zakonne.

W niedzielę 29 marca 2020 okazało się, że test na koronawirusa dał wynik pozytywny. Wówczas ks. Prokop trafił do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Posługa w szpitalu

W rozmowie z sadeczanin.info proboszcz z Niskowej wspomina swój pobyt w szpitalu. Jak mówi, oddział, na którym leżał, bardzo szybko zapełniał się nowymi pacjentami z COVID-19, a służby medyczne wykonywały naprawdę trudną pracę.

"Lekarz powiedział mi, że pacjenci są trochę zalęknieni i przestraszeni tą sytuacją, a ja jako kapłan mógłbym odwiedzić chorych na tym oddziale z posługą sakramentalną, skoro też jestem zarażony" - opowiada. Szpitalny kapelan nie mógł bowiem wejść do zakażonych. Przez pielęgniarki przekazał księdzu Prokopowi oleje święte potrzebne do namaszczania chorych.

Zakażony proboszcz dostał od lekarzy pozwolenie, by odwiedzić chorych w innych salach. Jak relacjonuje, wiele osób skorzystało z sakramentu namaszczenia chorych, byli też tacy, którzy chcieli się wyspowiadać i porozmawiać.

Nikt się nie zaraził

Testom na obecność Sars-Cov-2 poddano także osoby z najbliższego otoczenia chorego księdza. Wyniki były negatywne.

"Wiele osób jest zdziwionych, że ksiądz wikariusz, który mieszka ze mną pod jednym dachem i pomagał mi od początku choroby, nie jest zarażony. Podobnie siostry zakonne, kleryk Marcin i pani Halinka, nasza kucharka" - wylicza kapłan. Jak dodaje, w Niskowej nie powstało żadne ognisko koronawirusa - nikt z parafii się od niego nie zaraził.

"Nie mam wątpliwości, że to właśnie dzięki modlitwie wstawienniczej tylu osób i dzięki niezgłębionemu Bożemu Miłosierdziu udało mi się wyzdrowieć i nikt nie został zarażony w mojej parafii" - zaznacza. 

Jak mówi, dla osób, które nie patrzą przez pryzmat wiary, może być to zbieg okoliczności, ale on sam widzi w tym cud.

Chcesz wiedzieć więcej na temat pandemii koronawirusa? Sprawdź statystyki:

Polska na tle świata

Sytuacja w poszczególnych krajach

Wskaźniki w przeliczeniu na milion mieszkańców

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy