Reklama

Reklama

Kupują koncentratory tlenu. Leczą COVID-19 w domu. Lekarz: To głupota

Pani Joanna kupiła koncentrator tlenu za 3600 zł z myślą o zakażonym koronawirusem mężu. Chciała, by ten nie trafił do szpitala. Ze sprzętu skorzystał też jej chory ojciec. Właściciel jednej z firm ze sprzętem medycznym potwierdza Interii - zainteresowanie koncentratorami jest, a będzie jeszcze większe. Lekarz jednak sceptycznie podchodzi do takiego leczenia. - Dusznościom mogą towarzyszyć inne dolegliwości, których nie wyleczymy tlenem - ostrzega dr Tomasz Karauda. Pyta pacjentów i ich bliskich: - Czy chcecie ryzykować?

Reklama

Gdy stan zakażonego koronawirusem męża pani Joanny zaczął się pogarszać - miał trudności w oddychaniu, a saturacja wahała się między 73 a 96 - kobieta chciała mu pomóc. Od ręki.

Reklama

- Postanowiłam kupić koncentrator tlenu. Informację o tym, że mógłby się przydać, przeczytałam na internetowym forum. Skuteczność tego sprzętu potwierdził mi też znajomy lekarz - mówi Interii.

Podkreśla, że zakup koncentratora "na już" nie był prosty. - Na początku próbowałam wypożyczyć, ale po kilkunastu telefonach okazało się, że nie ma na to szans. Wszystkie wypożyczalnie miały sprzęt wynajęty. Zaczęłam więc szukać po Polsce miejsca, gdzie dostanę od ręki sprzęt i w miarę blisko od domu. Zajęło to około pięć godzin i musiałam pojechać po niego 100 km, ale się udało - dodaje.

Przyznaje, że do zakupu tego sprzętu nie potrzebowała żadnego dokumentu, ani oficjalnego zalecenia lekarskiego. - Jedyne "zalecenie", które miałam, to: "jeśli panią stać, to może sobie pani kupić" - przyznaje.

Pytana, czy nie obawiała się używać samodzielnie specjalistycznego sprzętu, odpowiada, że nie. - Znajomy lekarz powiedział, jakie najlepiej przepływy ustalić, jak długo używać i z jaką częstotliwością. Koncentrator uratował życie i płuca mojego męża. Gdybym miała kolejny taki przypadek, bez wahania bym go użyła - podsumowuje.

Obawa przed hospitalizacją

Jak pisaliśmy już w Interii, szpitale covidowe zużywają w ostatnim czasie ogromne ilości tlenu. W związku z tym kończy się on znacznie szybciej.

Pani Joanna przyznaje, że zakup koncentratora ostatecznie nie uchronił jej męża przed wizytą w szpitalu. - Jednak pobyt trwał zaledwie kilka dni. Lekarz stwierdził, że stan zdrowia męża szybko się w szpitalu poprawił, a skoro mamy sprzęt specjalistyczny w domu, możemy tam kontynuować leczenie - wyjaśnia.

- Koncentrator przydał się też tacie - po 2-3 dniach od podłączenia jego stan znacznie się polepszył i nie było konieczności hospitalizacji - dodaje.

- Przy zakupie tego sprzętu przede wszystkim chodziło mi właśnie o to - chciałam zrobić wszystko, by uniknąć pobytu bliskich osób w szpitalu. Wiemy, jakie jest teraz w nich obłożenie, są więc też obawy, że tata mógłby nie otrzymać potrzebnego do leczenia sprzętu. Dodatkowo bałam się, że będzie czekać w karetce przed szpitalem wiele godzin na przyjęcie, albo że zostanie przyjęty do placówki oddalonej wiele kilometrów od domu, do której nie będę miała możliwości się dostać i pomóc - wyjaśnia pani Joanna.

- Odizolowanie od najbliższych w czasie choroby, brak bliskości, to chyba największa trauma chorych w szpitalach - stwierdza kobieta.

"Bum" na koncentratory tlenu

Jan Raźny, prezes firmy Pro-Medica, sprzedającej sprzęt medyczny, mówi Interii: - Jeśli ktoś ma potrzebę terapii domowej i jest to na zlecenie lekarza - nie ma problemu w zakupie sprzętu dla osób prywatnych. Zlecenie nie musi być w formie dokumentu, nie ma przepisów, które by tego wymagały.

- Efekt jest taki, że niemal każdy może taki profesjonalny sprzęt do użytku domowego nabyć. My mamy już swoje metody i po zadaniu kilku pytań jesteśmy w stanie stwierdzić, czy klient przyszedł po zaleceniach lekarskich, czy też na własną rękę. Gdy zdarza się ktoś taki, odsyłamy go, ale to nie oznacza, że nie zacznie on szukać sprzętu w innym miejscu, gdzie łatwiej go nabędzie. A to bardzo niebezpieczne - mówi Raźny.

Tłumaczy, że rynek nie jest w żaden sposób monitorowany, a sprzęt sprzedawany nie przez firmy medyczne, jest często bez atestu, zużyty i niedziałający prawidłowo.

Ponadto, jak przyznaje nasz rozmówca, ceny koncentratorów tlenu wzrosły. - U nas wzrosła w analogicznym stopniu, w jakim producent podwyższył ceny hurtowe dla odbiorców. Jest to jakieś 20 proc. w stosunku do stanu przed pandemią. Czy cena hurtowa jest wyższa z powodu wyższych kosztów produkcji, czy innych, tego nie podali - dodaje.

- Przewiduję, że wkrótce zwiększy się gwałtownie zapotrzebowanie na koncentratory tlenu, gdy zacznie go brakować w szpitalach i gdy więcej osób będzie w domu na rekonwalescencji. Niemniej nadzorowanie pacjenta przez lekarza jest konieczne - podkreśla Jan Raźny.

Pulmonolog: Pacjent może umrzeć

Dr Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Norberta Barlickiego w Łodzi, mówi Interii: - Nie jesteśmy i jako lekarze nigdy nie będziemy zwolennikami samodzielnego leczenia w domu COVID-19 profesjonalnym sprzętem medycznym.

- Jeśli ktoś zachorował na COVID-19 i pomyśli, że nie pojedzie do szpitala, tylko uruchomi tlen w domu, to powstaje pytanie do tego pacjenta - drogi pacjencie, jeżeli masz cukrzycę, możesz nie czuć bólu w klatce piersiowej, a duszność będzie jedyną manifestacją zawału serca. Jak w domu stwierdzisz, że nie masz zawału serca? Jak wdrożysz leczenie? Tlenem nie leczy się zawału serca. Jeżeli powodem duszności jest zatorowość płucna, to w jaki sposób tlen rozrzedzi krew, byś mógł przeżyć? Jest szereg stanów zagrożenia życia, z których człowiek pozostający w domu nie zdaje sobie sprawy. Wydaje mu się, że duszność i spadek saturacji to COVID-19 i tylko to. Jeśli towarzyszy temu jakaś inna dolegliwość, ten pacjent może umrzeć w domu - podkreśla lekarz. I pyta: - Czy jesteśmy gotowi wziąć na siebie taką odpowiedzialność? Może nic się nie stanie, ale ryzyko jest potężne. Ja bym w życiu swoim bliskim takiego czegoś nie zalecał. To głupota.

Zauważa również, że pacjent w szpitalu poza tlenem może dostać dodatkowe leczenie. - Remdesivir, sterydy, leki przeciwkrzepliwe. Tego wszystkiego pacjenta się pozbawia, zostawiając go pod tlenem w domu. To jakby leczyć depresję głaskaniem kogoś po głowie i mówieniem, że będzie dobrze - dodaje.

- Koncentrator tlenu przydać się może w dwóch sytuacjach. Pierwsza, to oczekiwanie na karetkę - w tym czasie pacjenta można pod tlen podłączyć. Druga, to rekonwalescencja w domu, jeśli pacjent zakończył hospitalizacje i utrwalona niewydolność oddechowa wymaga przyjmowania tlenu w warunkach domowych po wykluczeniu innych pozacovidowych przyczyn duszności - wymienia lekarz.

I na koniec apeluje: - Jeżeli saturacja spada, trzeba jechać do szpitala chociażby po to, by wykluczyć, że powodem duszności i spadku saturacji nie są inne choroby. Do tego zachęcam każdego pacjenta, który chce żyć. 

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje