Reklama

Reklama

Koronawirus. Wydają akty zgonów, jak są zabezpieczeni?

Urzędnicy, którzy wydają akty zgonów – także w tych miastach, gdzie są śmiertelne przypadki koronawirusa – nie mają specjalnych wytycznych, ale zapewniają, że wszystkie procedury bezpieczeństwa są szczególnie przestrzegane.

Sprawdziliśmy, jak to wygląda w różnych miejscach.

- Pracownicy mają maseczki oraz rękawiczki, regularnie jest u nich również mierzona temperatura, podobnie jak u klientów wchodzących do urzędu, na biurkach są zainstalowane specjalne szyby - mówi Małgorzata Stygar, zastępca kierownika USC we Wrocławiu. To na Dolnym Śląsku zanotowano dotychczas, do środowego poranka, najwięcej przypadków śmiertelnych koronawirusa ze wszystkich województw (dwa).

- Zazwyczaj po akty zgonów przychodzą jednak pełnomocnicy z zakładów pogrzebowych - mówi Małgorzata Stygar i dodaje: - Klientów jest wpuszczanych tylko tyle, ile stanowisk obsługi. Poza tym, ograniczyliśmy zakres spraw, które można załatwić: - To m.in. rejestracja urodzeń, zgonów, oświadczenia o uznanie dziecka czy o wstąpienie w związek małżeński.

Reklama

Na infolinii Urzędu Miasta Poznania - w Wielkopolsce była dotychczas jedna ofiara śmiertelna, pierwsza w ogóle w Polsce z pięciu, które na razie odnotowano do środy - usłyszeliśmy, że ci, którzy zgłaszają zgony to w zasadzie jedyna kategoria osób, które przychodzą do urzędu. - Dlatego, że normalnie urzędy są zamknięte i tylko osoby z takimi sprawami są wpuszczane. A pracownicy siedzą za szybą, mają rękawiczki, często i regularnie są dezynfekowane powierzchnie, z którymi się stykają. 

"Nie ma bezpośredniego kontaktu"

Jesteśmy odpowiednio zabezpieczeni - mówi Edmund Olczak, dyrektor wydziału i kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Krakowie. - Pracownicy nie stykają się bezpośrednio z klientem, który składa dokumenty na stoliku i odchodzi na bezpieczną odległość. Pracownik je pobiera, jest w rękawiczkach, na sali nie ma nigdy więcej petentów niż pracowników. Osoby znajdują się również w zalecanej odległości od siebie. Jest również regularna dezynfekcja.

Jak mówi dyrektor, załatwiane jest tylko to, co konieczne, czyli rejestrowanie zgonów i udzielanie ślubów, które zostały zamówione wcześniej. - Na najbliższą sobotę mam np. ślub, na którym będą jedynie cztery osoby. Poza tym, inne sprawy muszą poczekać. Bardzo intensywnie namawiamy również do załatwiania spraw elektronicznie, w każdej można zadzwonić i zapytać, jesteśmy odpowiednio zabezpieczeni - mówi Edmund Olczak.

RP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy