Reklama

Reklama

Koronawirus. Wirusolog wskazuje, kto powinien znów używać maseczek

Na świecie, w tym również w Polsce, zwiększa się liczba zakażeń wywołanych przez bardziej zakaźne subwarianty Omikrona, oznaczone symbolem BA.4 i BA.5. Wirusolog prof. Krzysztof Pyrć uważa, że osoby z grup ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 powinny korzystać z maseczek FFP2/FFP3, a nie chirurgicznych. W opinii specjalisty ryzyko zakażenia rośnie błyskawicznie.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) po kilku miesiącach spadków zakażeń wywołanych przez SARS-CoV-2 liczba nowych przypadków rośnie czwarty tydzień z rzędu. W regionie europejskim, obejmującym poza Europą także Rosję, Azję Środkową i Izrael, w połowie krajów odnotowano co najmniej 20-proc. wzrost liczby infekcji.

Powrót do maseczek? Sugestia wirusologa 

Prof. Krzysztof Pyrć z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie zaleca w tej sytuacji, by osoby najbardziej zagrożone skutkami COVID-19 powróciły do używania masek ochronnych w miejscach publicznych. "Ponieważ idziemy w falę BA.5 kompletnie na ślepo, sugeruję żeby osoby z grup ryzyka ciężkiego przebiegu korzystały z maseczek FFP2/FFP3 - nie chirurgicznych" - zaznacza na Twitterze. 

Reklama

Jego zdaniem przy tak dużej liczbie przypadków ryzyko zakażenia rośnie błyskawicznie.

Wzrost zakażeń wywołanych subwariantami BA.4 i BA.5 nie przekłada się na razie na większą liczbę ciężkich przypadków COVID-19 oraz zgonów. Zwraca na to uwagę krakowski specjalista. "Dobra wiadomość, że jak mówiłem wcześniej, duża liczba zakażeń nie przepisuje się na razie na zgony. Pamiętajmy jednak, że statystyka to nie indywidualne osoby, a duża liczba chorych to również absencje w pracy i ryzyko long Covid" - stwierdza.

Fala zakażeń i wzrost hospitalizacji. Jest i dobra wiadomość

Eksperci obawiają się, że liczba hospitalizacji z powodu COVID-19 może wzrosnąć. Ostrzega przed tym prof. Eric Topol, dyrektor Scripps Research Translation Institute w La Jolla. "Fala zakażeń wywołanych przez wariant BA.5 w Europie i USA prowadzi do zwiększenia hospitalizacji, nie powodując przy tym proporcjonalnego wzrostu przypadków na oddziałach intensywnej terapii oraz zgonów" - ostrzega na Twitterze.

Amerykański specjalista powołuje się na dane z krajów europejskich. Wynika z nich, że w poprzednim tygodniu liczba hospitalizacji we Francji zwiększyła się o 40 proc., w Anglii - o 34 proc., a kilku innych krajach - o 20 proc.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy