Reklama

Reklama

Koronawirus w Szkole Głównej Służby Pożarniczej. Zarażone 44 osoby

W Szkole Głównej Służby Pożarnej, po przebadaniu 386 próbek, potwierdzono obecność koronawirusa u 44 osób - poinformował rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej st. kpt. Krzysztof Batorski. Sytuacją na terenie jednostki zaniepokojeni są studenci oraz ich rodzice.

O tym, że wszyscy podchorążowie Szkoły Głównej Służby Pożarniczej zostaną poddani testom, straż pożarna poinformowała w sobotę, 11 kwietnia.

Podchorążowie, u których wykryto koronawirusa, objęci są stałą opieką lekarską oraz nie kontaktują się z pozostałymi członkami społeczności akademickiej. 

"Stan ich zdrowia jest dobry. Wobec pozostałych podchorążych uczelnia stosuje zalecenia Inspekcji Sanitarnej MSWiA" - poinformował w piątkowym oświadczeniu rektor-komendant SGSP nadbryg. Paweł Kępka.

Relacje rodziców i studentów

Rodzice mundurowych Szkoły Głównej Służby Pożarniczej, obawiający się o stan zdrowia swoich dzieci, w listach do Onetu zwracają uwagę na brak podjęcia odpowiednich środków zapobiegawczych przez kierownictwo jednostki.

Reklama

"Byłem przekonany, że w sytuacjach kryzysowych, a taką z całą pewnością mamy do czynienia, owa jednostka będzie wzorcowo wypełniać obowiązki. Wprowadzone zostaną w życie wypracowane procedury, a jeśli takich nie ma (...) to kadra dowódcza wykaże się jasnością umysłu, przewidywalnością, doświadczeniem. (...) martwi mnie jeszcze to, że w dalszym ciągu nasi podchorążowie mają pełnić określone służby bez odpowiednich zabezpieczeń ochronnych" - pisze jeden z nich.

"Szkoła działa tak, jakby nic się nie działo złego, a podchorążowie są przerażeni decyzjami przełożonych" - alarmuje inny.

Zdaniem studentów szkoła próbuje wyciszyć sprawę.

"Władze uczelni zwalają na nich (zarażonych uczniów - przyp. red.) odpowiedzialność za pisanie ‘kłamstw’ w internecie. Ze względu na możliwe konsekwencje osoby te nie przekazują nam obecnie, co się u nich dzieje. W ten sposób szkoła próbuje wyciszyć całą sprawę" - relacjonują.

"Nie słyszeliśmy, by komuś się pogorszyło, ale na badania nikogo nie wysłano. Dostajemy informacje od dowództwa o możliwości porozmawiania z psychologami, choć naszym zdaniem to oni potrzebują tej pomocy" - twierdzą informatorzy Onetu. Dodają, że mimo wprowadzonego zakazu gromadzenia się większej liczby osób z powodu zagrożenia koronawirusem, w szkole odbywały się wciąż zajęcia czy apele. Zniesiono je dopiero, gdy uczniowie zaczęli się sprzeciwiać.

Skoszarowani studenci w trudnej sytuacji mogą liczyć na wsparcie okolicznych mieszkańców. Jak czytamy, na schodach budynku, przed świętami, mogli znaleźć przygotowane dla nich paczki z jedzeniem. Nie zabrakło również życzeń i podziękowań za służbę. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje