Reklama

Reklama

Koronawirus w Polsce. Krzysztof Szczawiński: Szkoda, że premier nie wykonał telefonu rok temu

- Jest taka analogia jak z rakiem - należy usunąć jak najszybciej, żeby uniknąć przerzutów, a potem wzmacniać organizm, zapobiegając nawrotom - tłumaczy prof. Adam Kleczkowski, matematyk, statystyk Uniwersytet Strathclyde w Glasgow w "Gościu Wydarzeń" na antenie Polsat News. Krzysztof Szczawiński, matematyk, analityk i twórca modelu budowania odporności zbiorowej na koronawirusa zwraca z kolei uwagę na to, czego - jego zdaniem - zabrakło w podejmowaniu decyzji przez rządzących.

Bogdan Rymanowski pytał matematyków, czy radziliby rządowi otworzyć gospodarkę. Prof. Adam Kleczkowski zapewnił, że jest zwolennikiem "strategii dążącej do jak najszybszej eliminacji wirusa w kraju".

- Coraz więcej dowodów nie tylko z modeli, ale i z obserwacji, wskazuje, że paradoksalnie taka strategia prowadzi do najmniejszych skutków socjalnych i ekonomicznych. Jest taka analogia jak z rakiem - należy usunąć jak najszybciej, żeby uniknąć przerzutów, a potem wzmacniać organizm, zapobiegając nawrotom - mówił w Polsat News.

Reklama

- Więc trzy główne elementy: lockdown jako skalpel, testowanie połączone ze wsparciem ekonomicznym i wprowadzenie szczepionki. Długoterminowo kampania lepszego odżywiania - zapewnił prof. Kleczkowski, dodając, że "dążyłby do wprowadzenia nieskomplikowanych i niemylących przepisów" oraz "ekonomicznego wsparcia dla społeczeństwa".

"Każdy zna swoją sytuację"

Krzysztof Szczawiński podkreślał z kolei, że dzienne liczby zakażeń są w dużej mierze "nieznaczące". - Ani one nie wskazują chorych, ani nie zarażających. Ogromna większość zarażonych nie jest testowana. Nie wiemy, ilu ich jest. Można szacować, że jest ich w sumie nawet 15 mln, czyli 40 proc. społeczeństwa już przez to przeszło i jest uodporniona - mówił.

- Szkoda, że premier nie wykonał telefonu rok temu - ja od marca zeszłego roku w zasadzie mówię to samo i w zasadzie się to potwierdza. To proste reguły, które wynikają z modelowania, czyli zrozumienia tego, jak to wszystko działa. Pierwsza rzecz, to najpierw to zrozumieć, a potem podejmować decyzję. Tego, niestety, zabrakło u naszych decydentów - dodawał.

Szczawiński podkreślał, że w społeczeństwie trzeba rozróżnić grupy na "starszych i wrażliwych, których trzeba chronić i pomóc się izolować", na "młodych i zdrowych, którym trzeba pozwalać normalnie żyć, żeby to jak najszybciej przeszło", a chorych "oczywiście trzeba leczyć bez rozwalania systemu szpitali absurdalnymi przepisami".

- Każdemu powinno się pozwolić podejmować decyzję zależnie od jego sytuacji. Każdy zna swoją sytuację dużo lepiej niż rząd, który tylko wymyśla takie same zasady dla wszystkich, co jest kompletnie bez sensu - zapewnił.

Szczawiński podkreślał, że liczba zakażeń "spadła o 80 proc. w stosunku do listopada". - Najprawdopodobniej proporcjonalna liczba zakażeń cały czas jest wykrywana. Spadek o 80 proc. jest rzeczywiście spadkiem o 80 proc., co widzimy w liczbie hospitalizacji. Wydarzyło się to dzięki częściowo nabytej odporności populacyjnej. Szczepionki oczywiście mogą w niej pomóc, ale to niewielki efekt w stosunku do już 40 proc. społeczeństwa, które tą odporność w sposób naturalny nabyło - mówił.

"Polska - kraj ludzi niezdrowych"

W odpowiedzi prof. Kleczkowski zapewniał, że nie zgadza się z przytoczonymi przez Szczawińskiego danymi. - Wydaje się, że nie jesteśmy blisko. Podam przykład miasta Manaus w Brazylii. Nie tak dawno twierdzono, że osiągnięto tam 70 proc. odporności i choroba nie powinna się rozprzestrzeniać. Niestety - druga fala, która nadeszła na jesieni jest porównywalna z pierwszą falą. Wydaje mi się, że to trochę bardziej skomplikowane niż uważa się w wielu sytuacjach - komentował.

Statystyk z Uniwersytetu Strathclyde podkreślał, że na przeszkodzie odporności populacyjnej stoi fakt, że "zbyt wiele osób w Polsce musiałoby się izolować". - Nie jesteśmy krajem ludzi młodych - średnia wieku 42 lata, 20 proc. powyżej 60 roku życia. Jesteśmy też krajem ludzi niezdrowych - 12 mln ludzi ma alergię, 4 mln z astmą, a 3 mln z cukrzycą. Tych wszystkich ludzi powinno się izolować - tłumaczył.

- Niestety doświadczenia z innych krajów takich jak Szwecja czy też Wielka Brytania pokazują, że taka izolacja jest praktycznie niemożliwa - mówił, dodając, że gdyby nie narzucać ograniczeń na osoby młode, to z tej grupy zmarłoby ok. 10 tys. osób.

- Wreszcie - rozpuszczenie "na żywioł" powoduje mutacje. Najprawdopodobniej to, że mieliśmy rozluźnienie w świecie, w czasie wakacji spowodowało pojawienie się szczepów, o których wiemy, że są jeszcze bardziej groźne i szybciej się rozprzestrzeniają. Nie wiadomo, czy szczepionki będą w stanie działać. Najważniejsze jest kontynuowanie strategii, którą mamy i jaką przyjęło większość krajów na świecie. Najważniejsze jest w tym wszystkim to, żeby stwarzać dla ludzi warunki, by mogli zwalczać tę chorobę zarówno pod względem fizjologicznym, jak i ekonomicznym i socjalnym - podsumował.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne