Reklama

Reklama

Koronawirus w ośrodku w Czernichowie. Prokuratura wszczęła śledztwo

Żywiecka prokuratura rejonowa wszczęła śledztwo w sprawie ośrodka opieki długoterminowej w Czernichowie - powiedział zastępca prokuratora rejonowego prok. Piotr Sowa. Jak dodał, przesłuchano już wójt gminy Czernichów.

W ośrodku 22 pacjentów oraz czworo członków personelu jest zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Ujemny wynik dało badanie u 156 osób.

Reklama

Doniesienie o możliwości popełnienia przez dyrekcję ośrodka przestępstwa polegającego na sprowadzeniu niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób złożyli pod koniec ubiegłego tygodnia starosta żywiecki Andrzej Kalata i wójt Czernichowa Barbara Kos-Harat.

Prokurator Sowa powiedział, że przesłuchanych w tej sprawie może być nawet kilkadziesiąt osób. Wśród nich są świadkowie, którzy obecnie przebywają w kwarantannie. "Dopiero ich po przesłuchaniu (...) będą podejmowane decyzje co do dalszego toku postępowania. W tej chwili jest zbyt wcześnie, żeby formułować zarzuty" - powiedział.

"Jedyny słaby punkt"

Władze firmy Inter-Med, która prowadzi czernichowski ośrodek, ze "zdumieniem i zaskoczeniem" przyjęły informacje o złożeniu przez samorządowców doniesienia do prokuratury.

Prezes firmy Aleksandra Jeziorny oraz dyrektor ośrodka Adriana Gołuch w oświadczeniu podkreśliły, że władze lokalne "wykazały zainteresowanie ośrodkiem dopiero w dniu objęcia go kwarantanną, czyli 13 kwietnia".

"Zostały im udzielone szczegółowe informacje dotyczące struktury zatrudnionego personelu, ilości pracowników i pacjentów. Zostali również poinformowani, iż jedynym 'słabym punktem' są pracownicy medyczni, głównie pielęgniarki, które w 99 proc. są pracownikami etatowymi w okolicznych szpitalach. Nadmieniamy, że w prawie wszystkich tych szpitalach pojawiło się już zakażenie i to wcześniej niż u nas. Daleko idące - w świetle tych okoliczności - jest twierdzenie, że to nasza placówka była źródłem. Z przykrością stwierdzamy, że zakażenie musiało być przeniesione przez personel medyczny zatrudniony w innych placówkach" - oświadczyły Jeziorny i Gołuch.

Prezes i dyrektor podkreśliły, że od samego początku zespół podejmował "wszelkie środki bezpieczeństwa mające na celu zapobieganie zakażeniom". "Niestety, przed czynnikiem ludzkim ochronić się nie sposób, tym bardziej, że nie tak dawno Ministerstwo Zdrowia oraz WHO nie rekomendowały noszenia maseczek" - głosi oświadczenie.

"Skala jest niewielka"

Aleksandra Jeziorny i Adriana Gołuch dodały, że od początku epidemii wdrożone zostały procedury mające na celu zapobieżenie jej rozprzestrzenianiu się. "O skuteczności podjętych kroków może świadczyć m.in. fakt, że na ten moment zakażonych jest 15 proc. pacjentów. Ta skala w porównaniu z innymi placówkami naszego typu lub szpitalami jest niewielka. Placówek, w których skala zakażenia sięgała od 70-100 proc., władze lokalne innych gmin i powiatów nie linczują tylko wspierają" - dodały.

Gołuch zaznaczyła również, że ośrodek był wyposażony w środki ochrony osobistej. Zdementowała też informacje, że posiada on tylko jednego lekarza. "Mamy siedmiu lekarzy, tylko wszyscy zostali objęci kwarantanną" - podała.

Koronawirus w Czernichowie

Koronawirus w Śląskim Centrum Opieki Długoterminowej i Rehabilitacji "Ad-Finem" w Czernichowie pojawił się wraz z dwojgiem pracowników, tym z opiekunem, który miał kontakt m.in. z pacjentami. W placówce przebywają przeważnie osoby starsze, m.in. na oddziale medycyny paliatywnej. 12 kwietnia wieczorem wprowadzono tam kwarantannę. W ubiegłą środę rozpoczęto pobieranie wymazów do badań na obecność koronawirusa. Chorych jest tam 22 pacjentów oraz czworo członków personelu. U 156 podopiecznych wynik był ujemny. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy