Reklama

Reklama

Koronawirus w Ciechocinku. Pensjonariusze uwięzieni w sanatorium

W Szpitalu Uzdrowiskowym nr IV w Ciechocinku stwierdzono zarażenie SARS-CoV-2 u 21 pacjentów. Placówka czeka na wyniki jeszcze 69 osób. - Przyjechałam tu na cztery dni i zostałam uwięziona. Siedzimy odizolowani i marzymy o tym, aby wynik testu był negatywny. Chcemy jak najszybciej wrócić do domu - mówi 68-letnia Zofia Płaza, jedna z osób zatrzymanych przez koronawirusa w sanatorium w Ciechocinku.

We wtorek 25 sierpnia uzdrowisko w Ciechocinku poinformowało na Facebooku, że u 21 pacjentów stwierdzono zakażenie koronawirusem. Nie ma wśród nich żadnego pracownika tej placówki.

Reklama

Pierwszy przypadek koronawirusa w Szpitalu Uzdrowiskowym nr IV odnotowano późnym wieczorem w czwartek, 20 sierpnia. Ta informacja została upubliczniona następnego dnia.

Obiekt został odizolowany i wszczęto odpowiednie procedury, polegające m.in. na przebadaniu pensjonariuszy oraz pracowników placówki.

- Osoby zakażone zostały przewiezione do izolatorium w Grudziądzu, a pozostała część pacjentów - u których testy były negatywne - przebywa w części hotelowej  uzdrowiska - informuje Zofia Płaza.

"Bardzo chcemy wrócić do domu"

Pani Zofia do sanatorium przyjechała w czwartek 20 sierpnia. Test, który jej zrobiono na samym początku, wykazał, że nie jest zakażona. - Jednak już tego samego dnia późnym wieczorem wpadł do nas do pokoju pracownik sanatorium, z informacją, że jest zakaz wychodzenia z pokoju z powodu koronawirusa. Wykryto go u jednej z kuracjuszek, która miała biegunkę - opowiada Zofia Płaza.

W Ciechocinku planowała pobyt czterodniowy. Teraz musi zostać przynajmniej do soboty, kiedy to będzie miała wykonany drugi test na koronawirusa. - Na razie sanepid nie chce się zgodzić na to, abyśmy odbyli kwarantannę w domu i wyjechali już teraz własnym samochodem. Siedzimy więc tu zamknięci w pokoju, nie wolno nam nigdzie wychodzić. Czasami prowadzimy balkonowe życie towarzyskie. Rozmawiamy z sąsiadami, którzy są w takiej samej sytuacji - mówi pani Zofia.

Posiłki przynoszą im pracownicy hotelu. Szczelnie zapakowane pudełka zostawiają pod drzwiami na wystawionych krzesłach. - Od czasu do czasu pani ubrana w covidowy kombinezon pyta nas, czy czegoś nie potrzebujemy. Warunki są dobre, hotelowe, nieznośny jest tylko ten strach, że zostaliśmy zarażeni. Jeśli w sobotę testy wykażą u nas koronawirusa, zostaniemy wywiezieni do izolatorium. Bardzo chcemy wrócić do domu - mówi pani Zofia. 

Jeden z kuracjuszy, pan Bernard, dowiedział się, że wynik jego testu jest negatywny, ale i tak nie może wychodzić ze swojego pokoju. Na informację, czy jest zakażony, czekał dłużej niż jego żona; ona również jest zdrowa. 

- Podjeżdżają kolejne karetki, wywożą ludzi. Człowiek, zamiast wyzdrowieć, może bardziej się rozchorować - powiedział polsatnews.pl.

W sanatorium w Ciechocinku kwarantanną zostało objętych ok. 300 osób.

Media poinformowały w piątek 21 sierpnia o zakażeniu pierwszej kuracjuszki z Ciechocinka, w poniedziałek burmistrz miasta Leszek Dzierżewicz przekazał informację o kolejnych 10 zakażeniach.

Łącznie wymazy do badań pobrano od 286 kuracjuszy i 44 osób z personelu. Do tej pory potwierdzono zakażenie 21 osób.

Placówka czeka na wyniki u jeszcze 69 osób. W poniedziałek uzdrowisko informowało o przetransportowaniu osób zakażonych do izolatorium w szpitalu w Grudziądzu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje