Reklama

Reklama

​Koronawirus. Prezes NRL: Mamy konstytucyjny obowiązek wypowiadania się

"Muszę powiedzieć, że nie ugięliśmy się i będziemy mówić o sytuacji, bo to nie jest coś niepotrzebnego" - powiedział we wtorek prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja pytany o zakaz wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko, według której konsultanci wojewódzcy nie mogą wypowiadać się publicznie na temat epidemii.

"Kwarantanna jest najdroższym elementem walki z epidemią"- powiedział prof. Matyja w TVN24. "Mamy w tej chwili na kwarantannie i pod nadzorem epidemiologicznym prawie 180 tys. ludzi, wykonanych zostało 90 tys. testów, zdiagnozowanych jest w tej chwili ponad 4,5 tys. chorych. Czy jest ich dwa czy trzy razy więcej, tego nie wiemy" - mówił. Dodał, że gdyby wykonać testy u ludzi przebywających na kwarantannie, liczba izolowanych osób byłaby zdecydowanie mniejsza, a ci, którzy mieliby ujemny wynik testu, mogliby wrócić do pracy.

Potrzeba zmiany

Powiedział, że apelował wielokrotnie, "aby zapisać w specustawie, by każdy pracownik ochrony zdrowia mógł wykonać test przynajmniej raz w w tygodniu i aby nie eliminować niepotrzebnie wielu pracowników ochrony zdrowia, kierując ich na kwarantannę". Zdaniem prof. Matyji "przez to cały system ochrony zdrowia może paść nam w niedługim czasie, kiedy będą zamykane oddziały, które normalnie funkcjonują i leczą chorych nie tylko tych zakażonych wirusem".

Reklama

17 proc. zakażonych to personel medyczny

Mówił również, że "środki ochrony osobistej dla lekarzy to nie żaden przywilej i luksus medyka, to przed wszystkim bezpieczeństwo naszych pacjentów, bezpieczeństwo społeczne". Dodał, że środki ochrony osobistej, "to środki zabezpieczające przed transmisją wirusa, żebyśmy my jako lekarze, medycy nie stali się źródłem rozpowszechniania" - powiedział prof. Matyja. 17 proc. zakażonych koronawirusem to personel medyczny.

"Ja analizowałem te 17 proc. osoba po osobie, bo mamy przynajmniej lekarzy zidentyfikowanych z imienia i nazwiska. I co się okazuje, że większość z nich zostało zakażonych, nie w tych szpitalach jednoimiennych, które na szczęście mają zdecydowanie lepszy dostęp do środków ochrony osobistej, ale większość z nich została zarażona w tych szpitalach, które udzielają świadczeń zdrowotnych wszystkim innym chorym" - tłumaczył. Wyjaśnił, że dzieje się tak, ponieważ większość z tych chorych nie ma objawów koronawiursa, a w związku z tym nie ma świadomości, że jest źródłem rozpowszechniania się wirusa.

"Na moją osobę spłynęło wiele przykrych stwierdzeń, hejtów"

Pytany, jak to możliwe, że brakuje sprzętu, przypomniał, że "wystąpił z tym apelem w lutym". "Wtedy na moją osobę spłynęło wiele przykrych stwierdzeń, hejtów, że jestem niepoważny, że tak nie będzie. Okazało się, że miałem rację" - opowiadał. Według Matyji, "gdybyśmy dokonali wcześniej tych zakupów, nie byłoby takich braków, jak w tej chwili". Chociaż, jak dodał, "one są z dnia na dzień uzupełniane, ale nieadekwatnie do potrzeb".

"Mamy konstytucyjny obowiązek wypowiadania się"

Prof. Matyja pytany był o zakaz wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko, według której konsultanci wojewódzcy nie mogą wypowiadać się publicznie na temat epidemii, a mogą robić to tylko konsultanci krajowi w uzgodnieniu z Ministerstwem Zdrowia. "Myślę, że delikatnie rzecz biorąc, jest to niefortunne sformułowanie, gdyż my mamy konstytucyjny obowiązek wypowiadania się" - powiedział. Dodał, że lekarze mają nie tylko prawo, aby informować społeczeństwo o zagrożeniu epidemicznym, ale także, stosując się do kodeksu etyki lekarskiej, mają obowiązek mówienia o zagrożeniach, które istnieją na co dzień.

"Muszę powiedzieć, że nie ugięliśmy się i będziemy mówić o sytuacji, bo to nie jest coś niepotrzebnego. Z naszych komunikatów, z naszych wypowiedzi powinni czerpać, uczyć się, stosować i wyciągać wnioski rządzący dla dobra nas wszystkich" - podkreślił. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje