Reklama

Reklama

Koronawirus. Duże problemy z pogrzebami

Nawet dwa tygodnie trzeba czekać na pochówek zmarłego w Krakowie - informuje Polsat News. Liczba pochówków wzrosła na tyle, że krakowscy urzędnicy chcą zatrudnić dodatkowych grabarzy.

W kaplicy cmentarza Rakowickiego w Krakowie od kilku tygodni od poniedziałku do piątku pogrzeb za pogrzebem. Jak zwracają uwagę właściciele domów pogrzebowych, coraz więcej osób decyduje się na kremację.

Reklama

Zakłady pogrzebowe notują coraz większy ruch. - W okolicach od marca do kwietnia liczba tych pogrzebów w ostatnim okresie zdecydowanie wzrosła - mówi Adam Gawlik z zakładu pogrzebowego "Epitafium". 

Skutki COVID-19

- Zleceń jest dużo, jest co robić, że tak to ujmę, covid wziął się w garść i po prostu go widać - stwierdził jeden z pracowników zakładu. 

Wzrost śmiertelności obserwuje się w całym kraju. Od 12 do 18 października urzędy stanu cywilnego wystawiły aż 10101 aktów zgonu. W samym tylko Krakowie w poprzednim miesiącu zanotowano 1100 zgonów. To o 300 więcej niż w październiku ubiegłego roku.

- Nasi kapelani, którzy są na cmentarzach i odpowiadają za te pochówki, często nie wychodzą z kaplicy, gdyż pogrzeb po pogrzebie odprawiają - wyjaśnił Łukasz Michelczewski, rzecznik prasowy krakowskiej Kurii. 

Problemy kadrowe

W Krakowie zaczyna brakować grabarzy. Miasto planuje zatrudnić dwie dodatkowe osoby.

- Wirus także nie wybiera i boimy się, że może zaatakować też grabarzy, a jednak ta ciągłość pochówków musi być zachowana - mówi Dariusz Nowak, rzecznik krakowskiego magistratu. Czas oczekiwania na pogrzeb w stolicy małopolski znacząco się wydłużył. 

By pochować zmarłego, trzeba oczekiwać około dwóch tygodni. Wcześniej było to kilka dni. - One były w ciągu kilku dni, do tygodnia maksymalnie. W tej chwili te pochówki będą w przeciągu dwóch tygodni - wyjaśnia Nowak. Aby skrócić czas, pogrzeby odbywać się będą także w soboty.  

Odczuwają to także żałobnicy. Jeden z żałobników - mieszkaniec Krakowa - czekał, jak mówi, więcej niż 10 dni, by móc pochować zmarłą osobę. 

- Ja tak to odczuwam, że ten niepokój zniknie dopiero wtedy, kiedy ta osoba znajdzie swoje miejsce na cmentarzu - podkreśla kolejny z żałobników. Przyznaje, że ten czas oczekiwania dla bliskich zmarłego jest bolesny. - Myślę, że to koszmar, no już sama strata jest głębokim przeżyciem - powiedziała jedna z kobiet. Dodała, że "czy to pandemia, czy nie, śmierć jest jednakowa".

Inne będzie pożegnanie zmarłego. W sobotę weszły w życie kolejne obostrzenia. Zgodnie z nimi w kościele i kaplicy cmentarnej na 15 m2 będzie mogła przebywać jedna osoba. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje