Reklama

Reklama

Koronawirus. Dlaczego w Polsce nie można mówić o stabilizacji epidemii

- Jeżeli to jest stabilizacja epidemii, to jest to "stabilizacja minus", na wysokim poziomie zachorowań, z wysoką relatywnie liczbą zgonów - komentuje rządowe zapewnienia dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, rzecznik prasowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. W rozmowie z Interią alarmuje: - Pacjenci przy ewidentnych objawach nie chcą testów, nie chcą znać rozpoznania.

W poniedziałek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 20 816 nowych przypadkach koronawirusa w kraju. Zmarły kolejne 143 osoby. 

Reklama

Uwagę zwróciła podana przez resort liczba testów - w ciągu doby wykonano ich ponad 35,1 tys., a więc tych z pozytywnym wynikiem była ponad połowa. Dla porównania, w ubiegły poniedziałek (9 listopada), kiedy po weekendzie liczba wykonanych testów jest z reguły mniejsza niż w ciągu tygodnia, przy 21 713 zakażeniach przeprowadzono ich ponad 43,4 tys. Jak łatwo policzyć, to spadek o ponad osiem tysięcy.

Z rządu, przy zmniejszającej się liczbie testów, płyną jednak sygnały o "stabilizacji epidemii".

- Nasz system testowania wygląda tak, że testy zlecają lekarze POZ. Jeśli zgłasza się do nich mniej pacjentów, to oni wypisują mniej zleceń. Malejąca liczba jest odzwierciedleniem tego, że następuje pewna stabilizacja rozwoju pandemii - mówił w piątek (13 listopada) na antenie Polsat News minister zdrowia Adam Niedzielski.

- Jeżeli to jest stabilizacja epidemii, to jest to "stabilizacja minus", na wysokim poziomie zachorowań, z wysoką relatywnie liczbą zgonów. Trudno o niej mówić jednoznacznie. Zresztą ministerstwo też mówi o tym w taki sposób, powiedzmy sobie szczerze, nie do końca przekonany, że wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku - zauważa w rozmowie z Interią dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, rzecznik prasowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. 

- Nie biłbym w tarabany, nie odtrąbiałbym sukcesu. Sytuacja jest daleka od jakiegoś przełomu. Obywatelskie, odpowiedzialne społeczeństwo nie powinno się przyzwyczajać do 300-400 zgonów dziennie - zaznacza, nawiązując do ostatnich raportów dotyczących sytuacji epidemicznej w kraju.

- Lekarze POZ zlecają mniej badań w kierunku SARS-CoV-2, stąd mniejsza liczba wykonanych testów - tak o poniedziałkowych wynikach mówił rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz. 

Dr Sutkowski zapytany o mniejszą liczbę skierowań na testy od lekarzy, na co powołują się przedstawiciele rządu, odpowiada jednak: - Liczba zleceń z POZ może nieco się zmniejszyła, ale nie zauważyliśmy, by był to znaczny spadek.

"Dalej się tak zachowujemy"

- Rządzący komunikują, że zauważyli pewne stabilizowanie się wyników. A wielu w takim momencie myśli: "Aha, fajnie, no to może już bez maski" - mówi dr Sutkowski, zwracając uwagę na to, jak wielką wagę mają słowa wypowiadane przez przedstawicieli władzy.

- Reprezentuję pogląd o gwałtownych, intensywnych, dwu-, trzytygodniowych lockdownach, bardzo mocnych tąpnięciach, ale jednak ze zdecydowanie wyższą kulturą epidemiczną dla społeczeństwa i każdego z nas po tym okresie. Nauczylibyśmy się tego - twierdzi. I przypomina: - Nawet wtedy, kiedy w całej Europie wszystkie wyniki były dobre, od czerwca do początku września, to w Polsce nigdy nie spadały jakoś znacznie, były na jakimś płaskowyżu, nieporównywalne niższe niż teraz, ale zawsze to było więcej niż w każdym przeciętnym państwie europejskim. W momencie, kiedy wyciszał się wirus, my zachowywaliśmy się poniżej średniej europejskiej. I dalej jest tak, dalej się tak zachowujemy. 

- Nie tylko obostrzeniami, ale i edukacją trzeba wpływać na takie zachowania. Nie tylko miękką, ale też twardą, czyli np. karami - mówi wprost. 

Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych obawia się, że jeśli nie będzie dużego wzrostu zakażeń, to będziemy mieli narrację, nie tylko polityków, ale również Polaków, w stylu "w sumie nic się nie stało". - Będziemy udawać, że nie widzimy tych 300 czy 400 zgonów dziennie. A ludzie bez covidu by żyli. To covid ich dobił. Oni mieli choroby współistniejące, owszem, ale 15 czy 20 proc. ich nie miało. Covid jest czynnikiem infekcyjnym, który teraz, w tym momencie, od dwóch tygodni, zabija najwięcej Polaków. Nie zabija tyle grypa, ani nic innego - zaznacza.

Ładowanie...
Ładowanie...

Jest duży problem

Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych zwraca uwagę także na problem, który w ostatnich dniach znacznie przybrał na sile. 

- Mówi się o tym, ale myślę, że za cicho, że bardzo duża liczba osób się z covidem do nas, lekarzy, nie zgłasza. Obserwuję to jako praktyk. Pacjenci przy ewidentnych objawach nie chcą testów, nie chcą znać rozpoznania. Widać to od miesiąca, a nasiliło się to w ciągu ostatnich 10 dni - alarmuje.

Dr Sutkowski podaje również przykład. - Przed chwilą rozmawiałem z rodziną pacjenta, który jest człowiekiem bardzo obciążonym chorobami. Jego żona i syn z początkiem zeszłego tygodnia stracili węch i smak, co jest przecież objawem covidu. Czują się osłabieni, a starszy pan gorączkuje. I oni nie chcą pojechać na testy, ja ich muszę do tego przekonywać. Oni i tak dzwonią, dlatego że dobrze się sobą opiekują, mimo wszystko. Ale mimo dobrej opieki jest ewidentna tendencja do tego, żeby dyssymulować - podaje. 

Do tej pory w Polsce zarejestrowano 733 788 przypadków SARS-CoV-2. Zmarło 10 491 zakażonych, a 306 022 osoby wyzdrowiały. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje