Reklama

Reklama

​Kobietę z udarem trzeba było przewieźć w bagażniku. Ratownik: Jest źle

"Jest tak źle, że czyjąś babcię z objawami świeżego udaru trzeba było zapakować do auta w zabudowie combi, gdzieś, gdzie zazwyczaj przewozi się ziemniaki i trójkąt ostrzegawczy" - napisał na Instagramie ratownik medyczny Jan Świtała. W systemie ratownictwa jest ogromny problem z dostępnością karetek, które zajęte są przewożeniem pacjentów z COVID-19.

W piątek padł kolejny rekord zakażeń. Wykryto ponad 35 tys. nowych przypadków koronawirusa. Jak informuje Ministerstwo Zdrowia, rośnie też liczba hospitalizacji pacjentów z COVID-19 oraz liczba zajętych respiratorów.  

- Zbliżamy się do granic wydolności służby zdrowia, jesteśmy o krok od przekroczenia granicy, poza którą nie będziemy mogli we właściwy sposób leczyć pacjentów - ostrzegał w czwartek premier Mateusz Morawiecki. 

Chwilami wydaje się, że ta granica już została przekroczona. Ratownik Jan Światała pokazał, z czym muszą się mierzyć służby ratunkowe w obecnych okolicznościach. Opisał on akcję ratunkową, w trakcie której - z powodu braku wolnej karetki - ratownicy musieli samochodem osobowym przewieźć pacjentkę z udarem do miejsca, gdzie mógł wylądować śmigłowiec LPR - relacjonuje Polsatnews.pl.

Reklama

"Jest źle - do tego stopnia że w Warszawie, strażacy i załoga HEMS dowieźli świeży udar w bagażniku prywatnego auta... Wróć - jest tak źle, że czyjaś babcię (z objawami świeżego udaru) trzeba było zapakować do auta w zabudowie combi, gdzieś gdzie zazwyczaj przewozi się ziemniaki i trójkąt ostrzegawczy, by dowieźć ją do miejsca w którym wylądował śmigłowiec" - napisał Światała na Instagramie.

Kto zamiast karetek?

W swoim wpisie zwracał uwagę na to, że system już teraz jest niewydolny, a na szczeblu centralnym zarządza się nim nieumiejętnie. "Zmarnowali ten rok. Bo nie wierzę, że nie można było zrobić więcej" - stwierdził, odnosząc się do stopnia przygotowania kraju do kolejnej fali pandemii. Zwrócił też uwagę na problemy z dostępnością kadry medycznej i kwestię egzaminów specjalizacyjnych, na to, że nie zwiększono liczby zespołów ratownictwa medycznego, czy w programie szczepień nie wzięto pod uwagę cudzoziemców mieszkających w Polsce.

W wyniku nasilającej się epidemii problem z dostępnością karetek w nagłych wypadkach narasta. Z powodu braku miejsc dla chorych na covid, zespoły ratownictwa medycznego często muszą daleko wozić pacjentów i czekać w kolejkach. Dodatkowo po każdym takim wyjeździe niezbędna jest dezynfekcja ambulansu.

Dyspozytorzy w nagłych przypadkach kierują do akcji zespoły Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które w systemie funkcjonują jak normalne karetki. Zdarza się, że wysyłani są także strażacy. Wielu z nich jest także przeszkolonymi ratownikami medycznymi, jednak po udzieleniu pacjentowi pierwszej pomocy nie mają odpowiednich uprawnień do przewożenia go. 

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy