Reklama

Reklama

Jarosław Pinkas dla "DGP": Sanepid ma dziś twarz starej, zmęczonej kobiety

Skrajne niedoinwestowanie sprawiło, że w niektórych jednostkach wciąż w użyciu jest kalka. Nie ma skanerów, panie przepisują dokumenty przez kalkę. Teraz ta zapomniana inspekcja okazuje się niezbędna - mówi w rozmowie z "DGP" Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny.

W wywiadzie opublikowanym w czwartek w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Jarosław Pinkas był pytany, kiedy poda się do dymisji.

Reklama

"Żeby podać się do dymisji, trzeba mieć poczucie, że popełniło się istotny błąd. Albo że nie ma się już siły, nie daje się rady. Innym powodem jest świadomość, że nie ma się już ludzi wokół siebie, takie poczucie osamotnienia w walce. Ale żadna z tych kategorii nie zaistniała w moim przypadku. Ja mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wiem, że mogłem zrobić więcej, ale jestem tylko człowiekiem" - powiedział inspektor.

Podkreślił przy tym, że 16 tys. ludzi, którzy pracują w inspekcji, widzi zmiany na lepsze. "I, co najważniejsze, perspektywy na przyszłość. Na to, aby ta instytucja, która przez całe lata była marginalizowana, niedofinansowana, wreszcie się odbudowała" - zaznaczył.

Pinkas poinformował też, że sanepid wystąpił do premiera o zwiększenie budżetu na lata 2020-2021. "Wniosek został zaakceptowany. Marzę o tym, żeby ta praca była prestiżowa, żeby ludzie się do niej garnęli" - dodał.

Szef GIS wyraził przy tym przekonanie, że rządzący docenią pracę inspektorów. "Dwa miliony ludzi w kwarantannie, pełna opieka nad izolowanymi, ogromna liczba dochodzeń epidemiologicznych. Bez nas byłoby to niemożliwe" - wskazał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje