Reklama

Reklama

Jacek Bury: Wystąpię do MSWiA o materiały z manifestacji

Senator Jacek Bury (KO) wystąpi do MSWiA o materiały z sobotniej manifestacji przedsiębiorców w Warszawie, podczas której, jak twierdzi, został zatrzymany przez policję. Stołeczna policja utrzymuje, że senatora nie zatrzymano.

"Podejmę wszelkie działania, aby MSWiA udostępniło mi nagrania z tej manifestacji, wszystkie protokoły, abyśmy sprawdzili, kto jest odpowiedzialny za tę sytuację. (...) Jeżeli te materiały uzyskam, wtedy skierujemy sprawę do prokuratury" - powiedział Bury na konferencji prasowej w niedzielę 17.05.20202 w Lublinie.

Zaznaczył, że jeśli władze będą w tej sprawie prowadziły obstrukcję, to on będzie próbował "uruchomić senackie komisje". "Nie odpuścimy tego. Będziemy wspólnie walczyć. Wiem, że koledzy z Senatu stoją za mną murem" - dodał Bury.

"Zaciągnięto mnie do suki policyjnej"

Powiedział, że podczas sobotniej manifestacji jeden z demonstrujących został siłą wyciągnięty przez policję z kordonu, którym funkcjonariusze otoczyli manifestujących. Senator utrzymuje, że stanął w jego obronie. "Ten człowiek nie robił nic złego, nie był agresywny. Po prostu mówił, co mu się nie podoba w obecnej władzy" - relacjonował Bury.

Reklama

"Wyjąłem legitymację senatora, powiedziałem, że jestem senatorem i chciałem powstrzymać te brutalne działania policji. Zostałem tak samo potraktowany jak ten człowiek, czyli zaciągnięto mnie do suki policyjnej, po czym podcięto mi nogi i wrzucono do środka" - dodał Bury.

Policja: Senator sam zdecydował się wejść do radiowozu

Stołeczna policja utrzymuje, że policjanci nie zatrzymali senatora Burego. "Senator sam zdecydował się wejść do radiowozu, sam zdecydował się na pozostanie w radiowozie i sam postanowił, że z niego wyjdzie" - napisano na portalu społecznościowym Komendy Stołecznej Policji w Warszawie.

"Można byłoby mieć pretensje do policjanta za to, że użył siły wobec senatora tylko wtedy, gdyby wiedział, że ma do czynienia z osobą z immunitetem. Policjant takiej wiedzy nie miał. Legitymację okazywano innemu policjantowi. Policjanci nie muszą znać wszystkich senatorów" - czytamy we wpisie.

Dodano, że policjanci kierowali komunikaty do uczestników nielegalnego zgromadzenia, w tym także do osób mających immunitet, i jeśli ktoś decyduje się na pozostanie w miejscu działań, "robi to świadomie i bierze na siebie ryzyko".

"Daj spokój, to senator"

W ocenie Burego funkcjonariusz miał szanse się zorientować, że ma do czynienia z senatorem. Bury powiedział, że w czasie gdy go "ciągnięto w kierunku tej suki" - a to "nie były sekundy, ale minuty" - przez cały czas mówił, że jest senatorem i żądał wyjaśnień, dlaczego policja postępuje tak brutalnie. "Nikt na to nie zważał. Ciągnięto mnie nadal" - dodał.

"Funkcjonariusz, który stał obok, powiedział: "daj spokój, to senator", ale już oberwałem i zostałem wepchnięty, wsadzony za kraty, gdzie odczytano mi, że jestem zatrzymany" - powiedział Bury.

Senator przyznał, że po chwili konsultacji policjant dostał instrukcję, żeby wypuścić Burego i miał powiedzieć: pan senator nie jest zatrzymany, pan szybko wychodzi z radiowozu. Wtedy jednak Bury nie chciał opuścić radiowozu. "To prawda, że nie chciałem stamtąd wyjść, ponieważ zażądałem, żeby przyszedł dowódca, który powie, kto wydał rozkaz takiego brutalnego traktowania ludzi" - powiedział Bury.

"Wiem, że wśród funkcjonariuszy jest wielu porządnych ludzi, nawet ci, którzy siedzieli ze mną tam, w tym samochodzie, zachowywali się sposób godny. Ale mieliśmy też do czynienia z jakimiś nadgorliwcami, którzy, nie wiem, z jakiego powodu, wykonywali ślepo rozkazy. Nie wiemy, czyje rozkazy. Będziemy próbowali to ustalić" - zaznaczył senator.

Policja odpiera zarzuty

Rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak zapewnił w niedzielę 17 maja, że podczas strajku przedsiębiorców w Warszawie nie doszło do zatrzymania senatora Jacka Burego. Dodał, że "kwestia zatrzymania" dotyczy wyłącznie radiowozu, który stał się "centrum prasowym" senatora Burego.

Dodał, że podtrzymuje swoje informacje przekazane dziennikarzom w sobotę. Opisując przebieg tej interwencji, zwrócił uwagę na nagrania w internecie, na których według niego "widać ewidentnie senatora, który stoi w radiowozie policyjnym".

"Senator wszedł do tego radiowozu. W momencie, kiedy policjant, który podchodzi, który nie jest w grupie policjantów rozmawiających z senatorem, widzi mężczyznę, który stoi w radiowozie i ocenia go jako osobę, która chce wyjść z pojazdu, który służy do transportowania osób zatrzymanych. W ocenie policjanta jest to osoba, która została zatrzymana. Nie widzi w tym przypadku legitymacji (senatorskiej - red.), wystarczy zobaczyć dokładnie to nagranie. I (policjant) podejmuje decyzję, by takiej osobie uniemożliwić wyjście, i (jest) użycie z jego strony siły, czyli w tym przypadku pchnięcie senatora. Automatycznie - zwróćmy uwagę na te nagrania - drugi z policjantów zwraca uwagę, że jest to senator i na tym czynności ze strony policjanta się kończą" - relacjonował nadkom. Marczak.

Według niego policjanci przekazują informację, że "mamy do czynienia z osobą, które ma immunitet" i nie może być ona zatrzymana. "I pan senator nie był zatrzymany. Podkreślam jeszcze raz: sam wszedł do radiowozu, sam postanowił, że w nim pozostanie, sam z tego radiowozu wyszedł" - oświadczył oficer policji.

"Policjanci nie mają żadnego obowiązku znania wszystkich senatorów"

Jak dodał, "jeżeli chodzi o kwestie związane z zatrzymaniem, to dotyczą tylko i wyłącznie radiowozu, który nie mógł być wykorzystywany, bo był centrum prasowym pana senatora".

Pytany, czy mogło być tak, że Bury komu innemu pokazywał swoją legitymację senatorską, a inny policjant interweniował, nie wiedząc, że ma czynienia z senatorem, nadkomisarz zachęcał do obejrzenia nagrań, gdzie według niego dokładnie widać przebieg zdarzenia.

"Policjanci nie mają żadnego obowiązku znania wszystkich senatorów, wszystkich posłów, wszystkich osób posiadających immunitet. W tym przypadku sytuacja jest dynamiczna. Obejrzymy sobie dokładnie - policjant nie stoi w grupie osób, którym pan senator pokazuje legitymację, podchodzi w taki sposób do senatora, że nie widzi tej legitymacji. Zobaczmy, jak szybko policjant cofnął rękę w momencie, kiedy zwrócił się do niego policjant, który prowadził rozmowy z panem senatorem. I wtedy zobaczymy odpowiedź" - mówił rzecznik KSP.

Nadkom. Marczak podkreślił, że "nie ma takiej możliwości, by policjant, mając świadomość, że jest to senator, podjął takie działania".

"Mielibyśmy wtedy pretensji bardzo dużo do tego policjanta. Teraz nie możemy ich mieć. Policjant zareagował w sposób prawidłowy. Miał podejrzenie, że ma do czynienia z osobą, która chce opuścić, uciec, a być może jest osobą zatrzymaną, bo - to podkreślam raz jeszcze - to są pojazdy przeznaczone do przewożenia osób zatrzymanych" - mówił oficer.

Dopytywany, czy ten policjant pomylił się, rzecznik KSP odparł: "W tym przypadku policjant uznał, że mamy do czynienia z osobą, która chce opuścić pojazd, i nie ma do czynienia z osobą, która ma immunitet. Gdyby było inaczej, wtedy na pewno takiej czynności by nie wykonał". 

W sobotę na placu Zamkowym w Warszawie zgromadzili się przedsiębiorcy, którzy protestowali w związku z ich pogarszającą się sytuacją wynikającą z epidemii. Policja podkreślała, że zgromadzenie jest nielegalne. Uczestnicy nie stosowali się do wezwania o rozejście się, funkcjonariusze otoczyli protestujących kordonem i zaczęli ich legitymować. Demonstranci byli prewencyjnie zatrzymywani.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne