Reklama

Reklama

Ekspert ocenia przyłbice: Nie chronią nas

Profesor Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego komentuje skuteczność przyłbic i maseczek przeciwko zakażeniu koronawirusem. - Przyłbica nas nie chroni – ekspert nie ma wątpliwości.

Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował w środę, że od soboty usta i nos w całym kraju zakrywać trzeba będzie wyłącznie maseczką. Nie będzie można stosować szalików, kominów, chust, bandan i przyłbic. Przyłbice mogą być stosowane dodatkowo, wraz z maseczką. Resort wyjaśnił, że dopuszczone są wszystkie rodzaje maseczek - także materiałowe, ale rekomendowane są maseczki chirurgiczne i wyższe, tzn. mające filtry.

Reklama

- Maseczka jest rodzajem filtra, przy czym - może on być kierunkowy, gdy zastosujemy zawory. Może chronić tylko tego, kto ją nosi, albo obie strony - noszącego i otoczenie - zwrócił uwagę prof. Ernest Kuchar.

Wyjaśnił, że maseczki używane w służbie zdrowia i przy pracy w zapyleniu spełniają ściśle określone wymagania.

- Ich rodzaj zależy od tego, jaki procent cząsteczek poniżej 0,6 mikrometra (µm, jedna tysięczna milimetra - red.) średnicy zatrzymują. Drugą kwestią jest to, jak i ile powietrza dostaje się i wypuszczane jest maseczką bokiem, co określa się jako przeciek wewnętrzny - tłumaczy.

Ekspert o rodzajach maseczek

Profesor Kuchar powiedział, że wyróżnia się trzy rodzaje klas maseczek ochronnych FFP1, FFP2 i FFP3. Wyjaśnił, że maseczka chirurgiczna została tak skonstruowana, żeby chronić miejsce operacji przed zanieczyszczeniem przez wydzieliny błon śluzowych dróg oddechowych chirurga.

- Ta maseczka w zasadzie nie przepuszcza nic ze strony chirurga, ale nie musi idealnie chronić przed środowiskiem zewnętrznym. Zatrzymuje przynajmniej 80 proc. cząsteczek przy oddychaniu, a przeciek wewnętrzny musi być mniejszy niż 25 proc. Jedna czwarta powietrza idzie więc bokiem, a zatrzymuje się cztery piąte (80 proc. kropelek, cząsteczek poniżej 0,6 µm). W przypadku osoby chorej wystarczy założyć tego rodzaju maseczkę i przestaje być groźna dla otoczenia - powiedział profesor.

Wyjaśnił, że drugi rodzaj maseczki FFP3 (N95), zgodnie ze swoją nazwą, zatrzymuje 95 proc. cząsteczek, a przeciek wewnętrzny wynosi mniej niż 5 proc. Najwyższej jakości maseczki FFP1, czyli tzw. hepatyczne, zatrzymują powyżej 99 proc. cząsteczek, a przeciek wewnętrzny jest poniżej 1 proc.

"Ochrona stała się iluzoryczna"

Prof. Ernest Kuchar podkreślił, że im lepsza maseczka, tym trudniej się w niej oddycha, np. osoba korzystająca z FFP1 długo w niej nie wytrzyma.

- Oddychanie w niej będzie męczące - zwrócił uwagę. Zaznaczył, że osoby korzystające z tych maseczek, np. na budowach, mają zwykle zawór, przez który można wydychać powietrze. Jeśli w ten sposób będziemy z nich korzystać, to wówczas chroni ona tylko i wyłącznie nas, a nie otoczenie.

Prof. Kuchar powiedział, że do zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 dochodzi przez drogi oddechowe i oczy.

- W związku z tym kompletna ochrona osoby to noszenie jednoczesne maseczki i przyłbicy bądź gogli, a nie - jak to praktykowano - samej przyłbicy. Doświadczenie ostatnich miesięcy pokazało, że zaczęto jeszcze zmniejszać jej rozmiary, wskutek czego jakakolwiek ochrona stała się iluzoryczna. Tymczasem ludzie mieli fałszywe poczucie, że coś noszą, a ten mały plastik w żaden sposób ich nie zabezpieczał - powiedział profesor.

Co z maseczkami materiałowymi?

Pytany o skuteczność noszenia maseczek materiałowych wyjaśnił, że nikt nie wie, na ile zabezpieczają, bo nie zostały zbadane. - Wszystko zależy od gęstości tkania i użytych włókien - powiedział. Zaznaczył, że spotkał się z informacją, że maseczka uszyta z trzech warstw z gęstej tkaniny poliestrowej odpowiada mniej więcej maseczce chirurgicznej.

Wskazał, że z maseczki jednorazowej można korzystać maksymalnie do czterech godzin, bo kiedy staje się wilgotna, jest coraz bardziej nieprzepuszczalna, więc coraz więcej powietrza przechodzi bokiem i powinno się ją wyrzucić.

Prof. Kuchar powiedział, że maseczki w pewnym sensie zastępują odległość. - Wiemy, że w przypadku koronawirusów stanie w odległości powyżej dwóch metrów powoduje, że kropelki wydzielin, wydostające się z dróg oddechowych, do drugiej osoby nie dolatują. W związku z tym uważa się, że założenie maseczki chirurgicznej jest odpowiednikiem dwóch metrów odległości. Oczywiście nie jest tak, że nic do nas nie doleci, ale doleci na tyle mało, że nie prowadzi do zakażenia - wyjaśnił.

Ekspert podkreślił, że w związku z nowymi wariantami wirusa nasza ostrożność powinna być wzmożona.

- Są one bardziej zaraźliwe, to znaczy, że do zakażenia wystarcza mniejsza liczba cząsteczek. W związku z tym, co wcześniej nas zabezpieczało, teraz może okazać się niewystarczające - ocenił prof. Kuchar.

Ładowanie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama