Reklama

Reklama

Ekspert: działanie wariantu Omikron będzie identyczne jak Delty

- Koronawirus ma jeszcze potencjał zmian - powiedział wirusolog prof. Włodzimierz Gut. Według niego w nowym wariancie powstało ponad 50 mutacji, z tego ponad 30 w białku S, nazywanym białkiem kolca, a reszta w innych białkach. Ostrzegł przed opóźnianiem pójścia do lekarza po wystąpieniu objawów. - Niektórzy zwlekają tak długo, że trafiają prosto pod respirator. A pod respiratorem umiera co trzeci pacjent, niezależnie od tego, jaki wariant wywołał zakażenie - zaznaczył ekspert.

Wirusolog prof. Włodzimierz Gut przyznał, że obawia się nowego wariantu COVID-19 Omikron.

- Obawiam się (wariantu Omikron), ale tak samo, jak każdego innego wariantu powiedział prof. Gut, który przyznał, że "bardzo szybko określono coś, co zwykle ustala się długo, gdyż po raz pierwszy (Omikron -red.) został wykryty niedawno, 11 listopada 2021 r. w Botswanie".

Dużo mutacji w Omikronie

Specjalista podkreślił, że Omikron ma dużo mutacji, przyznając jednocześnie, że wszystkie warianty "mają jakieś mutacje". - Jednak szybkość, z jaką ogłoszono dziwne właściwości tego wariantu, jest dla mnie co najmniej zdumiewająca. Być może dlatego, że Delta "poniosła klęskę". Pamiętajmy, że Delta w Japonii zniknęła - powiedział prof. Gut i wyjaśnił, że stało się tak w wyniku zdyscyplinowania społeczeństwa oraz dzięki szczepieniom.

Reklama

- W nowym wariancie powstało ponad 50 mutacji, z tego ponad 30 w białku S, a reszta w innych białkach. Co ciekawe fragment decydujący o tzw. burzy cytokinowej nie został naruszony - powiedział prof. Gut. - (Oznacza to - red.), że działanie wirusa będzie identyczne, takie jak w przypadku Delty czy innego wariantu koronawirusa - powiedział wirusolog. 

Według prof. Guta nowy wariant nie będzie bardziej zaraźliwy niż Delta. - Japonia pokazała, że przy właściwych zachowaniach Delta po prostu znika. A zniknięcie ma swoje uzasadnienie. Każdy wariant przenoszony jest z człowieka na człowieka i gdy we właściwym momencie zostanie rozpoznany i odizolowany, to dalej się nie przenosi - wyjaśnił specjalista. 

- Szczepienie powoduje, że jesteśmy przygotowani na zakażenie, a więc skraca się okres wydalenia wirusa, przez co zmniejsza się jego zdolność szerzenia się, nawet gdy jeszcze nie wiemy, że jesteśmy zakażeni. Z kolei nasze zachowania decydują o samym szczerzeniu się wirusa - dodał.

Chorzy opóźniają pójście do lekarza

Według profesora pacjenci opóźniają pójście do lekarza, niektórzy zwlekają tak długo, że trafiają prosto pod respirator. - A pod respiratorem umiera co trzeci pacjent, niezależnie od tego, jaki wariant wywołał zakażenie - mówi prof. Gut.Jego zdaniem pacjenci nie chcą uwierzyć, że mogli zarazić się COVID-19. Po drugie obawiają, że ich najbliższe otoczenie pójdzie na kwarantannę. A często nie zgłaszają nawet wszystkich osób, z którymi mieli kontakt. 

Wirusolog określił najlepszy moment na zgłoszenie się do lekarza: - Kiedy tylko odczuwamy jakiekolwiek dolegliwości, bo COVID-19 wywołuje bardzo zróżnicowane objawy. U jednych to będzie tylko podniesiona temperatura ciała, a zakażamy innych już dzień wcześniej zanim wystąpiły objawy - ostrzegł lekarz.

Koronawirus we Włoszech. Plan generała: 4,6 mln szczepień w 12 dni

Przypomniał, że szczepienie nie chroni przed zakażeniem, ale u osób zaszczepionych wirus wnikający do górnych dróg oddechowych "trafia na przygotowany organizm i nie jest w stanie wywołać choroby albo wywoła ją w znacznie łagodniejszej postaci, zależy to od organizmu". - Szczepienie zmniejsza obciążenie szpitali i respiratorów - podkreślił wirusolog. 

Jednocześnie wyjaśnił, że dzieje się tak dlatego, że wirus najpierw trafia do komórki, a "dopiero, gdy się z niej wydostaje, jest hamowany przez przeciwciała". - I przeciwciała decydują o przebiegu zakażenia, decyduje pamięć immunologiczna i odpowiedź komórkowa. Potrafimy mierzyć przeciwciała i można to robić masowo, ale z odpowiedzią komórkową są już problemy. Na razie nie da się tego zrobić masowo - zaznaczył ekspert.

Koronawirus ma jeszcze potencjał zmian

- Koronawirusowi został jeszcze pewien potencjał zmian. Ten wirus ma jedną zmianę w każdym przepisaniu na tysiąc nukleotydów. Ma ich 30 tys., więc dwie powstałe cząsteczki różnią się w 30 miejscach. Większość zmian jest eliminowana. Najpierw przez to, że powstała cząsteczka nie jest zdolna do życia, bo jedna na dwieście lub trzysta jest zdolna do dalszego zakażania. A po drugie z powodu właściwości kodu genetycznego, który jest tak skonstruowany, że pojedyncza tylko zmiana nie modyfikuje powstałego aminokwasu albo zmienia na podobny - powiedział ekspert.

Jednocześnie podkreślił, że w Afryce liczba zakażeń nie jest "wcale taka mała".

USA: Guma do żucia może ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa

- Weźmy pod uwagę, jak często wykonuje się tam testowanie. Szczepienia są pewnym odpowiednikiem jakości służby zdrowia. W niektórych krajach przeciwko COVID-19 zaszczepiony jest tylko 1 proc. populacji i można podejrzewać, że wykrywane są w nich tylko nieliczne zakażenia ze wszystkich, jakie się zdarzają. Poza tym na to nakłada się polityka - powiedział wirusolog.

- W Szwecji zgłaszane są jedynie zgony wynikające wyłącznie z powodu COVID-19. Gdy porównujemy dane ze Szwecji i Polski, to trzeba wziąć pod uwagę jedynie te dane "czysto covidowe". Bo gdy uwzględnimy również dane "obciążone" (dotyczące zmarłych z chorobami współistniejącymi - red.), to się porównuje dwie całkowicie różne grupy - wyjaśnił ekspert.

Czytaj też: Omikron - co trzeba wiedzieć o nowym wariancie SARS-CoV-2?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje